Naczynia jednorazowe

Ostatnio zdarzyło mi się kilka razy być na obiadach, poczęstunkach i „agapach” w różnych środowiskach kościelnych. Zakonnych i parafialnych. Nie po raz pierwszy jestem na takich spotkaniach. I nie byłoby nic do powiedzenia, gdyby nie to, że zaniepokoiła mnie pewna regularność w podawaniu posiłków. Otóż ostatnio często podaje się w naczyniach jednorazowych!

Za pierwszym razem, gdy na spotkaniu z pewnym hierarchem kościelnym podano bigos w plastykowych miseczkach, pomyślałam sobie, że spotyka nas wyraźne lekceważenie świeckich. Księża bowiem siedzieli przy osobnym stole i mieli normalne talerze.

Kolejny raz na plastykowych talerzach podano w pewnym klasztorze. Styropianowe miseczki do gulaszu, plastykowe talerze do surówki, kubeczki (oczywiście też plastykowe) do kompotu i chlebek do ręki. Sztuczce oczywiście tez jednorazowe. Nie wiedziałam co sobie o tym myśleć, ale jakoś usprawiedliwiłam gospodarzy – klasztor męski, może nie maja zastawy na więcej osób, nie mogą cały dzień zmywać. Potem okazało się, że mają i zastawy, i dwie ogromne zmywarki.

Następnie jeszcze kilka razy jadłam na plastykowych talerzach, plastykowymi sztućcami,  popijając kompociki z plastykowych kubków. Tak było na uroczystości z okazji pewnych obłóczyn, podobnie na uroczystościach z okazji profesji.

Gdy w końcu w pewnym domu rekolekcyjnym śniadanie podano na talerzykach jednorazowych (a z doświadczenia z lat poprzednich wiem, że są tam nie tylko zastawy różnych rodzajów talerzy, ale i zmywarki) doszłam do wniosku, że nie można więcej pomijać ten temat milczeniem. Bo jednak nie chodzi tu wyłącznie o lekceważenie świeckich (choć ten element może się pojawiać), chodzi o zupełny upadek kultury.

Ktoś może powiedzieć, że nic w tym złego. Albo, że na tzw. grillach towarzyskich, tez podaje się na jednorazowych naczyniach. Albo na przyjęciach w ogrodzie. Owszem, to prawda, tak jest, ale nie jest to ani dobre, ani kulturalne. Wręcz przeciwnie – jest prostackie. W bardzo złym guście. I dopóki spotykałam się u znajomych z taką „zastawą”, nie reagowałam, bowiem znajomi bywają różni…  Ale gdy podawanie na jednorazowych naczyniach zrobiło się niemalże regułą w środowiskach kościelnych, uświadomiłam sobie, że należy o tym mówić głośno, bowiem właśnie te środowiska powinni służyć przykładem, uczyć kultury i to kultury wysokiej, a nie masowej typu Mc Donald’s.

Dlaczego o tym pisze na blogu, który nazwaliśmy Ku Konfederacji Barskiej? Ponieważ wiąże się to bezpośrednio z naszym przewodnym tematem. Konfederacja Barska miała program, który można streszczać w kilku słowach: Wiara, Ojczyzna, Tradycja, Szlachetność i Wolność. (Więcej na ten temat pisał S. Krajski na naszej starej stronie: http://www.krajski.com.pl/trwam2.htm) Otóż kultura jest bezpośrednio związana ze szlachetnością. Być szlachetnym oznacza być jednocześnie człowiekiem kulturalnym (Polecam artykuł S. Krajskiego na temat filozofii savoir-vivre http://www.savoir-vivre.com.pl/?szlachetnosc,183)

Człowiek niekulturalny, prostacki nigdy nie zdobędzie się na prawdziwą szlachetność. Szlachetność w obyczajach – to kulturalne zachowanie na każdym miejscu i pod każdym względem. Dlatego nie wolno nam przechodzić obojętnie obok przejawów braku kultury i co gorzej uczyć następne pokolenia zachowań ordynarnych.

Co się dzieje z naszą kulturą? Co się dzieje w środowiskach kościelnych? Ostatnio ciągle słyszymy o tym, że jako uczniowie Chrystusa Pana musimy świadczyć o Nim, być Jego świadkami wobec niewierzących. Czy będziemy Jego świadkami zajadając na plastykowych talerzach i pijąc herbatkę w plastykowych kubeczkach? Chyba nie.

Dwadzieścia parę lat temu rozmawiałam z pewną starszą już wtedy zakonnicą. Ubolewała nad formacją młodych sióstr. Przypominała sobie, że gdy ona wstąpiła do zakonu, uczono młode dziewczyny (a wiele z nich było ze wsi) jak siedzieć przy stole, jak posługiwać się sztućcami, jak podawać jedzenie, jakie potrawy na jakich talerzach należy podawać i komu najpierw.

A teraz, mówiła, przychodzą te dziewczyny, gorliwe w wierze, ale nie uczą się niczego, przy stole mlaszczą, chlapią na habity,  używają chustki jednorazówki, bo nie chce im się prać, a i nosa nie potrafią kulturalnie wydmuchać. Biorą gitary, idą sobie śpiewać, nie mają ochoty na naukę. A jak biskup przyszedł, nie wiedziały jak przyklęknąć, a herbatę mu podały w zwykłej szklance. Do ciasta nie dały widelczyków, musiał jeść ręką! I co z tego wyniknie? Jakie one będą katechetki i nauczycielki? Śpiewów to może nauczą te dzieci, ale kultury nie nauczą. Wyrośnie nam pokolenie wyzute z kultury.

Wtedy mi się wydawało, że przesadza. Teraz wiem, że nie przesądzała. Wiem, że wyrosło nam pokolenie wyzute z kultury. Pokolenie naczyń jednorazowych.

Więc chyba ostatni czas, byśmy zaczęli świadczyć o Chrystusie również  kulturą. Ostatni czas, byśmy zaczęli uczyć młodych jak należy jeść, jak należy się zachowywać przy stole, jak należy dmuchać nos. Inaczej grozi nam zapaść kulturowa. I miejmy nadzieję, że jeszcze nie jest za późno.

29 maj 2012

Advertisements
Ten wpis został opublikowany w kategorii Teksty Marii Kominek OPs. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s