W przededniu wielkiego krachu – fragment książki Stanisława Krajskiego pt. „Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu”

Omawiając w pierwszych rozdziałach książki finansowy ustrój Polski z rozmysłem pominąłem tematykę giełdy i finansowych instrumentów pochodnych. To już byłoby za dużo. Ta problematyka wymagałaby oddzielnej książki. Skomplikowane, wirtualne struktury, które masoneria zbudowała w tych perspektywach są prawie nie do ogarnięcia. To jest przecież tajemnica masońskiej władzy nad światem. Masoneria dominuje na rynku bankowym i w świecie wielkich spółek akcyjnych. Masoneria tam „tylko” dominuje. Nie jest do końca panem tych „rzeczywistości”. Jest wiele banków, które są poza jej kontrolą. Jest wiele koncernów, które nie tylko należą do kogoś innego, ale również konkurują z firmami masonów, a nawet próbują z masonerią walczyć. Masoni mogą jednak spokojnie spać pełni swej całkowitej władzy nad całym tym finansowo-gospodarczym światem. W ich rękach jest bowiem broń, którą jedni nazywają finansową bronią masowego rażenia inni finansową bronią atomową. Są to finansowe instrumenty pochodne, które często w tekstach i wypowiedziach ukrywane są pod nazwą derywatów.

Instrumenty te tak funkcjonują, że powodują, iż wielka finansowa i gospodarcza katastrofa, będąca skutkiem nieograniczonej wprost produkcji pustego pieniądza może zostać odsunięta w czasie nawet na kilkadziesiąt lat (choć jest nie do uniknięcia i, tak czy siak, może nastąpić w każdej chwili).

Instrumenty te mogą zostać użyte tak jak bomby atomowe punktowo – zniszczyć wybrane firmy, kraje czy kontynenty. Takim złożonym instrumentem był Stock Index Futures użyty przeciwko Japonii.

Instrumenty te wchłaniają nadmiar pustego pieniądza i działając jak elektrownie atomowe wciąż produkują „z niczego” nowe pieniądze”.

Są wyłącznie pod kontrolą masonerii, ale kontrola ta jest ograniczona. Przypomina nieco kontrolę jaką sprawowano nad elektrownią w Czarnobylu. Wszystko to w każdym momencie może skończyć się „wielkim wybuchem”, „pożarem”, śmiertelnym dla całego świata finansów i gospodarki „promieniowaniem”, „promieniowaniem”, które dotknie boleśnie wszystkich ludzi i może spowodować koniec cywilizacji, w której żyjemy. Instrumenty te funkcjonują głównie na giełdach, ale również poza nimi ponieważ odbywa się też taki ich (niebezpieczny) obrót, który określany jest przez fachowców jako obrót „spod lady”.

W 2012 r. ukazał się na „Nowym Ekranie” materiał autorstwa blogiera „Freedom” pt. „GPW – spełniony sen złodziei o idealnej kradzieży”. GPW to skrót nazwy spółki akcyjnej powołanej przez Skarb Państwa. Jej pełna nazwa to „Giełda Papierów Wartościowych”.

Materiał ten zaczyna się w sposób następujący: „Istnienie rynków finansowych to wyrafinowany mechanizm kradzieży, oparty na oszustwie. Mało tego – efektem ubocznym istnienia GPW jest hamowanie gospodarki i zubożenie społeczeństwa. Kreacja pieniądza przez system bankowy oraz istnienie tzw. rynków finansowych – to w istocie jedyne przyczyny obecnego kryzysu, jedyne przyczyny tego, że kraje, w tym Polska i polskie społeczeństwo, pogrążają się w ubóstwie – zamiast normalnie żyć w dostatku i bogacić się swoją pracą – co jest normalnym i naturalnym procesem. (…) Zaś istotą mechanizmu tego oszustwa jest wprowadzenie do obrotu handlowego czegoś co tak naprawdę nie istnieje – a więc nie ma żadnej prawdziwej wartości. I jest to wspólny mechanizm zarówno dla bankowego systemu kreacji pieniądza – jak i dla tzw. „rynków finansowych” (w tym oczywiście rynku głównego, czyli giełdy papierów „wartościowych”) I to jest dodatkowa szkoda dla całego społeczeństwa i gospodarki !!! W pierwszym przypadku oszuści bogacą się kreując nieistniejące pieniądze (…). W drugim przypadku oszuści bogacą się wyczarowując nieistniejące dobra lub inną nieistniejącą wartość – zamiast wytwarzać prawdziwe dobra własną pracą (…), bo jest to inny niż pieniądz – ale jednak tylko papier, zwany wartościowym, wprowadzony do obiegu. Jest to coś bezwartościowego, co fizycznie i realnie nie ma żadnej wartości lub nie istnieje – ale dzięki podstępnemu oszustwu i legislacji nadaje się temu pozorną wartość – czyli de facto to coś zachowuje się jak pieniądz (fiducjarny), jak inna waluta – chociaż formalnie nim nie jest. Nazwa tego czegoś jest nieistotna (instrument finansowy, instrument pochodny, kontrakt terminowy, papier wartościowy, itp.) – istotne jest to, że się TO wprowadza w obrót, w obieg gospodarczy – a nie jest TO prawdziwym bogactwem (dobrem, usługą) tylko jego symbolem…” (za: http://freedom.neon24.pl/post/51386,gpw-spelniony-sen-zlodziei-o-idealnej-kradziezy).

Jeśli zajrzymy do Wikipedii pod hasło „Giełda Papierów Wartościowych” znajdziemy tam taką jej charakterystykę; „instytucja publiczna mająca na celu zapewnienie możliwości obrotu papierami wartościowymi (takimi jak akcje, obligacje, prawa poboru itp.) oraz niebędącymi papierami wartościowymi instrumentami finansowymi (takimi jak opcje, kontrakty terminowe) dopuszczonymi do obrotu giełdowego”.

Akcja to, mówiąc najkrócej, dokument świadczący o tym, że jego posiadacz jest współwłaścicielem jakiejś cząstki firmy (akcja może być np. za 100 zł).

Obligacja to papier dłużny. Ktoś go kupuje, a ten, kto go sprzedaje zobowiązuje się po jakimś czasie oddać te sumę wraz z zadeklarowanym procentem.

Prawo poboru to prawo kogoś posiadającego akcje jakiejś firmy do zakupu kolejnych akcji tej firmy. Prawo to może zostać odstąpione odpłatnie innej osobie.

Opcje to różnorodne „instrumenty finansowe”, które posiadają „niesymetryczny profil wypłaty”. Opcja, w jej rozumieniu klasycznym, to coś, co daje jej nabywcy, jeśli jest to opcja kupna, prawo do nabycia danego dobra po z góry określonej cenie, a jeśli jest to opcja sprzedaży prawo do sprzedaży danego dobra po z góry określonej cenie.

Opcja taka może być: europejska (prawo to można zrealizować w dniu jej wygaśnięcia), amerykańska (prawo to może zostać zrealizowane w dowolnym dniu pomiędzy zawarciem opcji, a jej wygaśnięciem) bermudzka (prawo to może zostać zrealizowane tylko we wskazanych w opcji dniach).

Rozliczanie opcji może dokonywać się przez tzw. rozliczenia rzeczywiste (zawiera się transakcję, której opcja dotyczy – coś się kupuje lub sprzedaje po ustalonej w opcji cenie) lub tzw. rozliczenia nierzeczywiste (posiadacz opcji otrzymuje od tego, który opcję wystawił sumę wynikającą z różnicy ceny towaru w dniu zawarcia opcji i w dniu wygaśnięcia opcji).
Gdy pan X wystawia panu Y jakąś opcję, pan Y płaci panu X jakaś ustaloną wspólnie sumę pieniędzy (nazywa się ona premią opcyjną).

Wartość tej premii się zmienia (zmniejsza lub zwiększa) co zleży od różnych czynników (np. bieżącej ceny danego towaru czy po prostu spekulacji).

Opcje mogą być na: akcje, towary, obligacje, stopę procentową, indeksy, kontrakty futures (zobowiązania sprzedania jakiegoś instrumentu finansowego w przyszłości za określona cenę), waluty, swapy (umowa na wymianę przyszłych przepływów pieniężnych), OTC (akcje i inne papiery kupowane i sprzedawane poza giełdą – np. w domach maklerskich).

Niezwykle skomplikowanym instrumentem są opcje na swapy i same swapy. Swapów jest kilkadziesiąt (a może i kilkaset) gatunków. Mogą być swapy pierwszej generacji i drugiej generacji. Dzielą się też ze względu na instrumenty bazowe, wielkość i zmienność stopy podstawowej, charakter kwoty podstawowej, rodzaje transakcji, moment zakończenia itd. Swapy mogą być: procentowe, walutowe, walutowo-procentowe, towarowe, oparte na papierach wartościowych, oparte na pasywach, oparte na aktywach, zaliczkowe, amortyzowane, swapy zero-kuponowe, katastroficzne itd.

Istotę swapu wyjaśnia najbardziej „po ludzku” Andrzeja Sopoćko w książce pt. „Rynkowe instrumenty finansowe” (Warszawa 2010): „Można to określić jako swoisty zakład. Wyobraźmy sobie, że w odległej bazie polarnej dwaj badacze przyjęli następujący zakład o papierosy. Otóż raz na tydzień wskazania termometru będą podstawą takich rozliczeń, że jeśli temperatura będzie wyższa niż minus 30°C, to jeden płaci drugiemu, jeśli niższa – drugi pierwszemu. Wysokość stawki jest kalkulowana na zasadzie: każdy stopień powyżej lub poniżej – 30°C to jeden papieros. Jeśli byłoby równo – 30°C – nikt nie płaci. W tym zakładzie jeden musi obstawiać niższe temperatury, drugi – wyższe. Jeśli byłaby wyjątkowo sroga zima, jeden z nich dorobiłby się papierosowego majątku, jeśli bardzo ciepła – takim majątkiem będzie dysponował drugi z nich”.

Większość wymienionych wyżej „wartości”, którymi obraca się na giełdzie to (poza właściwie akcjami i obligacjami) instrumenty finansowe. Na polskiej giełdzie wiele z nich w ogóle się nie pojawia. Skupia się ona przede wszystkim na tradycyjnej spekulacji (proste oszustwa i kradzieże). Nie zmienia to jednak w niczym sytuacji.

Sytuacji Polski nie byłaby jeszcze taka zła gdybyśmy byli tylko pod okupacją, gdybyśmy byli kolonią w starym stylu, gdyby kolonizatorzy tylko nas „doili” i tylko prowadzili rabunkową gospodarkę Polski.

Sytuacja Polski jest jednak o wiele gorsza Przez ostatnie dwadzieścia kilka lat byliśmy przekształcani w strukturę trybiku, stawaliśmy się tylko niesamodzielną cząstką większego organizmu. Proces takiego przekształcania dobiega końca. Pozostały tylko resztki (dające nam jednak szanse przeżycia) niepodległości ( np. nadal jesteśmy w stanie się sami wyżywić).
Nasz organizm finansowy i gospodarczy nie ma już jednak serca, płuc, nerek i żołądka. Jest połączony z tymi organami w innym wrogim nam organizmie. Ustrój polityczny ma tylko tę sytuację chronić, konserwować i pogłębiać.

„Polskie” banki nie są polskie. Są tylko wypustkami obcych banków. „Polska” giełda nie jest polska. W pełni zależy od obcego organizmu giełdowego. Wielkie, dominujące polską gospodarkę, „polskie” spółki akcyjne i spółki z ograniczoną odpowiedzialnością nie są polskie. Są tylko „córkami” i „wnuczkami” obcych firm. Jesteśmy trzymani za gardło przez masonów. Istotnym jednak i pierwszorzędnym elementem tej sytuacji, narzędziem, którym można nas „przywołać do porządku”, rzucić na kolana w 5 minut są finansowe instrumenty pochodne.

Podstawowy mechanizm działania finansowych instrumentów pochodnych wyjaśnia Song Hongbing w swojej książce pt. „Wojna o pieniądz”. I tak w wyniku kreacji pieniądza przez banki na rynku pojawia się olbrzymia ilość pieniędzy, które nie mają już żadnego pokrycia. Ten fakt powinien spowodować hiperinflację, a w jej wyniku szybko śmierć pieniądza (straciłby on w pewnym momencie całkowicie wartość). Inflacja, choć się pojawia, jest jednak rzędu „zaledwie” kilku procent rocznie. To wielki (choć na krótką metę) sukces masońskich manipulatorów światowego rynku finansowego. „Tajemnica sukcesu – pisze Hongbing – polega na konieczności stworzenia miejsca zdolnego do absorpcji tak wielkiej ilości emitowanych nowych pieniędzy. Tym miejscem ukrywającym inflację jest rynek instrumentów pochodnych”.

Hongbing zauważa, że jeszcze w końcu lat osiemdziesiątych „wartość nominalna światowych instrumentów pochodnych była bliska zeru”. Stwierdza też, że w 2006 r. osiągnęła ona „niebotyczną sumę 37 bilionów dolarów”.

Jeśli zajrzymy do polskiej Wikipedii pod hasło „Derywaty” (przypominam, że terminem tym określa się finansowe instrumenty pochodne) możemy tam przeczytać: „Szacuje się, że wartość derywatów w roku 2011 osiągnęła poziom 700-800 bilionów dolarów (a nawet do 1,5 tryliona), tzn. co najmniej kilkanaście razy więcej niż wartość PKB całego świata”.

„Czym jest ów rynek instrumentów pochodnych? – pisze Hongbing – Otóż podobnie jak dolar amerykański, jest on długiem. Te dwa elementy są po prostu opakowaniem dla długu: są jego koncentracją, kontenerem, w którym umieszcza się dług, magazynem i zarazem Himalajami długu. Te wszystkie długi, w formie aktywów, wypełniają kombinację inwestycyjną funduszy typu hedge, a tak są umieszczane w formie aktywów na kontach firm ubezpieczeniowych oraz funduszy emerytalnych. Długi podlegają więc procesowi transakcji, prolongaty, kompresji, rozciągania, wypełniania, wyciągania. Mamy tu do czynienia z czymś w rodzaju wielkiego bankietu w gigantycznym kasynie. Za niezliczonymi i skomplikowanymi formułami matematycznymi pozostaje jedynie pustka oraz dwie możliwości wyboru. Każdy kontrakt to zakład hazardowy, każdy zakład hazardowy ma tylko dwa scenariusze: zwycięstwo lub porażka. Skoro istnieje zakład warty biliony dolarów, w takim razie, tak jak w każdym kasynie, musi istnieć bank i krupier. Kto trzyma bank? Pięć największych amerykańskich banków. Grupa ta jest nie tylko potężnym graczem, ale również prowadzi biznes, który rządzi giełdami”.

Co to za banki? Hongbing stwierdza, że te 5 banków „zajmuje 97% rynku finansowych instrumentów pochodnych” rządząc nim niepodzielnie i poprzez ten rynek rządząc całym finansowym i gospodarczym światem.

Dwa największe z nich to banki Morgan Chase i Citygroup. W tym momencie wystarczy, że tylko zasygnalizujemy związki tych banków z masonerią.

Morgan Chase to bank rodziny Morganów, która razem z Rothschildami, Rockefellerami i Warburgami rządzi dolarem, czyli Systemem Rezerwy Federalnej. Rodzina Morganów współfinansowała też razem z Rockefellerami i kontrolowała Radę Polityki Zagranicznej (CFR), której prezesem został John W. Davies milioner i osobisty adwokat Morgana. Organizacja ta jest w istocie gałęzią supertajnej loży masońskiej o nazwie „Okrągły Stół” – „Round Table”. Wielu autorów twierdzi, że Morganowie zawsze, w istocie, reprezentowali interesy Rothschildów (por. choćby: J. Marrs, Oni rządzą światem. Tajna historia łącząca Komisję Trójstronną, wolnomularstwo i piramidy egipskie. Przełożył E. Możejko, Wydawnictwo Jeden Świat, Warszawa 2005, s. 28, 38, 39, 60).

Morgan Chase to bank związany również z Rockefellerami. W 2000 r. Chase Manhattan Bank stał się częścią Morgan Chase. Chase Manhattan Bank był zawsze pod pełną kontrolą Rockefellerów.
Dawid Rockefeller stał na jego czele od 1960 do 1980 r., a od 1981 był już „tylko” członkiem jego Międzynarodowego Komitetu Doradczego (za: http://en.wikipedia.org/wiki/David_Rockefeller).

Citygroup to bank powiązany z Rockefellerami. James Stillman Rockefeller od 1930 r. pracował w National City Bank, z którego wywiodło się Citigroup, a od 1952 do 1967 r. kierował tym bankiem (za: http://www.stillman.org/i747.htm).

Hongbing w książce „Wojna o pieniądz” skupia swoją uwagę na Morgan Chase twierdząc, że ten bank zajmuje „dominującą pozycję na rynku instrumentów pochodnych” i jest „partnerem praktycznie każdej firmy zabezpieczającej się przed wysokim ryzykiem niekorzystnych zmian cen i kursów”.

Morgan Chase będąc jednym z największych udziałowców Systemu Rezerwy Federalnej ma nie tylko dostęp do najważniejszych informacji finansowych na świecie, ale również ma możliwość wpływania na kształtowanie się rynków walutowych, towarowych i finansowych. „Dzięki temu – pisze Hongbing – właśnie Bank Morgan Chase prowadzi stabilne, wolne od groźby straty interesy. Przypomina firmę, która posiada zdolność sterowania opadami deszczu i równocześnie prowadzi sprzedaż ubezpieczeń od powodzi. Jest oczywiste, że taka firma wie, kiedy wody przybiorą i nastąpi powódź; wie nawet, które tereny zostaną zalane”.

Podsumowując swoje rozważania na ten temat Hongbing stwierdza, że „gdy nastąpi krach na rynku finansowych instrumentów pochodnych, będziemy świadkami najostrzejszej w historii świata burzy finansowej oraz kryzysu gospodarczego”.

Wybitni ekonomiści, którzy nie są marionetkami (czy zakładnikami) wielkich banków czy koncernów, i którzy mają odwagę mówić prawdę, twierdzą, że ten największy w dziejach świata kryzys będący początkiem końca cywilizacji, w której żyjemy jest nieunikniony i zbliża się wielkimi krokami. Może on nastąpić w każdej chwili. Masoni jeszcze potrafią odwlekać go w czasie, ale wiedzą, że nie da się go uniknąć. Wypracowali już jednak skuteczne rozwiązanie tego problemu. Jest nim wywołany przez samych masonów wcześniej kryzys kontrolowany, kryzys, na który będą oczywiście dobrze przygotowani i który ich, w związku z tym, boleśnie nie dotknie, ale który rzuci nas wszystkich na kolana, skaże na cierpienie, na nędzę, zimno i ciemność.

W pracach niezależnych ekonomistów znajdujemy charakterystykę różnych scenariuszy takiego kryzysu. Scenariusze te można zresztą też znaleźć w pracach autorstwa masonów czy w dokumentach takich chociażby jak „Raport z Żelaznej Góry”.

Taki kontrolowany kryzys nie będzie jednak kontrolowany do końca i we wszystkich skutkach. Masoni wiedzą, że nie wszystko będzie zależeć od nich. Próbują zatem doprowadzić nas do takiego stanu, abyśmy w momencie tego kryzysu byli bierni i bezradni, żebyśmy pozwoli im zrealizować ostatni element ich scenariusza – totalitarne państwo światowe. My jednak w momencie takiego kryzysu nie musimy być bierni i podążać ślepo za masonami. Możemy w tym właśnie momencie się wyzwolić, nie dopuścić do tego, by masoni, przynajmniej w Polsce, powrócili do władzy i zyskali ją w wymiarze dotąd nieznanym ludzkości. Możemy się wyzwolić i zbudować normalny świat – Polskę, która będzie wolna i polska, Polskę ludzi wolnych, szczęśliwych i nie obawiających się niedostatku.

O przygotowanych przez masonów scenariuszach dla Polski będzie mowa w książce pt. Masoneria polska 2014”. O sposobach wyjścia z kryzysu, który się zbliża i budowaniu prawdziwej Polski będzie mowa w książce pt. „Przyszły ustrój Polski”.

Reklamy
Ten wpis został opublikowany w kategorii "Polska i masoneria", Teksty Stanisława Krajskiego. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s