Morawiecki – zarobki, kredyty i frankowicze

Niezwykle interesująca jest sytuacja finansowa Morawieckiego.

„Morawiecki – jak czytamy w dzienniku „Fakt” – w 2013 r. wziął gigantyczny kredyt na zakup 150-metrowego domku letniskowego z pół hektarową działką – na pięć lat z możliwością wcześniejszej spłaty. Jak wynika z ujawnionego właśnie przez Kancelarię Premiera oświadczenia majątkowego, wicepremier musi oddać bankowi jeszcze 683 tys. zł. Jego miesięczna rata to ok. 22 tys. zł. Jako szef Banku Zachodniego WBK, Morawiecki zarabiał ok. 150 tys. zł miesięcznie, więc rata to były dla niego drobne. Teraz już tak nie jest, bo jako wicepremier i minister rozwoju (przypomnijmy, że Morawiecki zaczynał swoja karierę w rządzie Beaty Szydło nas tym stanowisku) dostaje tylko ok. 15 tys. zł. (…) Samej gotówki ma 3,1 mln zł, do tego w akcjach grubo ponad 3,8 mln, czyli razem prawie 7 mln zł. (…) W ciągu 11 lat jako prezes BZ WBK zarobił 33 mln zł brutto. Na co zdążył wydać te pieniądze? Zapytaliśmy o to Ministerstwo Rozwoju. – Nie będziemy tego komentować. To osobista sprawa wicepremiera – usłyszeliśmy w biurze prasowym”.

Na portalu „Fakt24” czytamy też: „Jak to się stało, że wartego ok. 6 milionów złotych domu, w którym Mateusz Morawiecki (48 l.) mieszka razem z rodziną, wicepremier nie wpisał do oświadczenia majątkowego? Rozwikłaliśmy tę tajemnicę! Jak udało się ustalić Fakt24, ta willa należy do żony wicepremiera, która wzięła na nią gigantyczny kredyt. We frankach. Iwona Morawiecka (48 l.) kupiła 300-metrową willę na jednym z bardziej ekskluzywnych osiedli w sercu Warszawy w czerwcu 2008 r. Na zakup zaciągnęła kredyt w banku BZ WBK, którym już wtedy kierował jej mąż. Zadłużyła się na 1,7 miliona franków (czyli wtedy ok. 3,6 mln zł) na 30 lat. Warto dodać, że w tym czasie szwajcarska waluta była rekordowo tania – kurs spadał do nawet 2,10 zł za franka. Ale teraz trzeba zań płacić ponad 4 zł.”.

Są tu trzy bardzo poważne i budzące przynajmniej niepokój kwestie.

Pierwsza związana z kredytem frankowym żony Morawieckiego. Rok po tym jak ona go wzięła Morawiecki powiedział, że Komisja Nadzoru Finansowego powinna w ogóle zakazać udzielania kredytów w tej walucie. Stwierdził wtedy: „Polska nigdy nie będzie kolejnym kantonem szwajcarskim i nie ma powodu, by większość kredytów dla klientów indywidualnych udzielana była we frankach. Tym bardziej, że obecna sytuacja pokazuje, że wiąże się z tym więcej zagrożeń niż korzyści dla klientów”.

Czy Morawiecki nie wiedział tego rok wcześniej? Jeżeli nie wiedział to taki z niego bankowiec (szczególnie, że był prezesem wielkiego banku stanowiącego tylko ogniwo w jednym z największych banków europejskich działającym na cały świecie) jak „z koziej… trąba”.

Jeżeli wiedział to należy wyciągnąć jeszcze bardziej negatywne wnioski. Wyobraźmy sobie poważnego, bogatego człowiek, który jednak słabo orientuje się w finansach światowych i prawidłowościach w wahaniach kursów walut, w tym franka szwajcarskiego. Przychodzi on do banku, by zaciągnąć wielomilionowy kredyt. W banku proponują mu kredyt we frankach. Z oczywistych przyczyn poważnie się waha. Mówi, że się zastanowi, że musi się zorientować w sytuacji. Ktoś z banku wprost lub przez pośredników informuje go, że żona prezesa banku wzięła kredyt „frankowy” w wysokości 1,7 miliona franków. Jeśli tak, rozumuje ten człowiek, to znaczy, że nie ma żadnego ryzyka, przecież prezes nie pozwoliłby żonie brać tak dużego kredytu we frankach, gdyby było znaczne prawdopodobieństwo, że kurs franka wzrośnie, raczej wie, że ten kurs spadnie. Człowiek ten bierze więc kredyt we frankach (np. 5 milionów). Ilu było takich bogatych ludzi (i ludzi wcale nie bogatych), którzy, gdy dowiedzieli się (różnymi kanałami), że żona Morawieckiego wzięła wysoki kredyt we frankach (i to w banku, w którym prezesem jest jej mąż), również wzięło takie kredyty. Ile na tym zarobił ten bank? Ile zarobił na tym Morawiecki? Czy działał tu z premedytacją?
Przy okazji zwróćmy uwagę na jeszcze jedną, związaną z frankowiczami sprawę. Morawiecki jest posiadaczem pakietu akcji banku, w którym był prezesem. W swoim zeznaniu majątkowym z marca 2016 r. podaje, że posiada 1371 akcji tego banku. Jak podaje portal „bankier.pl” akcje te byłe warte w styczniu 2016 r. 3,839 mln zł.4.
Kurs tych akcji urósł do 13 kwietnia 2017 r. o 29,6 proc. To oznacza, że w tej chwili pakiet akcji WBK Morawieckiego ma wartość 5,04 mln zł.

Dlaczego kurs tych akcji tak bardzo wzrósł?

Tak na to pytanie odpowiada Piotr Rosik na portalu „Strefa Inwestorów”: „Eksperci wskazują, że to efekt między innymi tego, iż ustawodawca nie zdecydował się na radykalne rozwiązanie tzw. problemu frankowiczów”.

Czy przypadkiem nie ma tu, i to rzucającego się w oczy, konfliktu interesów? Wicepremier Morawiecki stając po stronie obywateli przeciwko bankom traci, stając po stronie banków przeciwko obywatelom zyskuje. Czy tak powinno być? Czy powinna do tego dopuszczać Szydło? Czy powinien do tego dopuszczać Kaczyński?

Przytoczmy tu jeszcze fragment prywatnego listu Zyty Gilowskiej z 2013 r., który został opublikowany po jej śmierci w 2016 r.: „Te nieszczęsne kredyty hipoteczne zbudowały w Polsce już nie feudalizm (ten był w latach dziewięćdziesiątych) ale po prostu niewolnictwo. Mamy kilka milionów niewolników, część już się pogodziła z losem, część jeszcze walczy. Jak ludzie mogli być tak lekkomyślni – nie wiem i nie mogę pojąć. Samych „frankowiczów” jest 700 tysięcy. Na razie korzystają z wojenek walutowych (główne waluty światowe walczą o to, która będzie słabsza) toczonych w obronie eksportu, ale i tak wielu po 3-4 latach spłacania ma dług wyższy od wartości nieruchomości. Perspektywa 25-30 lat jest w dzisiejszych czasach zupełnie nieludzka. Ciekawe kiedy zgłosi się jakiś Spartakus i z jakim skutkiem, bo że się taki obudzi jest więcej niż pewne. Bo oni wiedzą jakiego typu jest to przedstawienie. Albo JUŻ wiedzą (Hiszpania, Włochy) albo zawsze wiedzieli (Niemcy, Holandia, Dania, Austria, Szwecja),albo mają to w nosie, bo łatwo ustąpić nie zamierzają (Portugalia, Grecja), albo nie mają powodu (Czechy). Albo toto rozkręcają (USA, GB)”.

Jest to fragment książki pt. „Masoneria polska 2017. U progu katastrofy”

Obie książki można zamówić: 601-519-847
lub savoir@savoir-vivre.com.pl

„Masoneria polska 2017. U progu katastrofy” , stron 247, cena 37,00 zł (wraz z kosztami wysyłki)
„Masoneria polska 2017. W centrum wydarzeń”, stron 292, cena 38,00 zł
(wraz z kosztami wysyłki)

Komplet (obie książki) można zamówić w cenie 60 zł (wraz z kosztami wysyłki).

Ten wpis został opublikowany w kategorii Masoneria polska 2017. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „Morawiecki – zarobki, kredyty i frankowicze

  1. Emil pisze:

    Jeszcze panie doktorze środowisko idz pod prąd mówi prawde oprócz Pana

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s