94 dni szczęścia: dzień 28 – 27 czerwca

Tutaj nie jest gorąco, choć jest 27 stopni. Kawę poranną pije w ogrodzie siedząc w szlafroku. Potem duże zakupy (truskawki, poziomki, czereśnie białe i czerwone, pomidory żółte, malinowe i bawole, lody). W domu robię dżem z truskawek, ostatnie sprzątanie. Żona przyjeżdża przed 19,00. Rozkładam po wazonach 200 róż (wczoraj przywiózł je ogrodnik).

Mam dużo czasu, siedzę w ogrodzie, myślę, na przemian słucham śpiewu ptaków, Nohavicy i muzyki poważnej.

Kot pojawił się na krótko dopiero o 16,00. Nie chciał nic jeść z czego wnoszę, że cały czas spał (znalazł sobie jakąś „norę”, której nie mogę odnaleźć).

Dlaczego dzisiaj nikt nie rozmawia o szczęściu. Ludzie rozmawiają o tym co dla nich najważniejsze. Słowo szczęście nie pada. Najczęściej ludzie rozmawiają o zdrowiu, pieniądzach i polityce. Wciąż mówią: „to zdrowe”, „to niezdrowe”. Co to za kategoria? Dobre kategorie to: „doskonałe”, „wspaniałe”, „zachwycające” lub choćby tylko „bardzo smaczne”. Szczęściątka kulinarne są często niezdrowe (choć bywają i bardzo zdrowe). Gdyby najbardziej zdrowa była trawa to ludzie jedliby trawę?

Gdy jestem w ogrodzie regularnie co godzinę nawiedza mnie pies gospodarzy Fifi. Ma dziwne gusta kulinarne. Najbardziej smakowało mu spaghetti z masłem i żółtym serem (Włoszki, które jadły makaron przez całe pokolenia teraz ich już nie jedzą; są przeraźliwe chude, a kiedyś były co najmniej przy kości). Wciąga makaron profesjonalnie po jednej nitce. Uwielbia też tort bezowy. Nie dawałem mu go. Pół tortu zostawiłem na chwilę na stoliku w ogrodzie i poszedłem po sok. Po 15 sekundach nie widziałem już tortu. Za to widziałem uciekającego Fifiego.
Fifi nie lubi potraw prymitywnych. Gardzi psim żarciem. Kulturalny pies. A co z ludźmi? W Warszawie widzę co ludzie, szczególnie młodzi, stojący przede mną w kolejce do kasy kupują. Widzę dużo liści w torebkach (hiszpański, które nie widziały ziemi ani słońca), kefiry i jogurty 0% tłuszczu, różne ziarenka. Fifi by tego nie kupował. Jeśli kupowałby jogurt to ten z największą zawartością tłuszczu (prawdziwie naturalny).

Ludzie tracą pół życia, by przedłużyć sobie życie (a może wegetację?). Kiedyś powiedziałem studentom (było to ze 30 lat temu), że Amerykanie żyją o wiele krócej niż Polacy. Nie uwierzyli mi. Domagali się dowodów. A zatem im je przedstawiłem wyliczając ile czasu Amerykanie poświęcają na bieganie, mycie zębów (10 minut sama nicią dentystyczną), różne ćwiczenia i zabiegi (czy to można nazwać życiem). Odjąłem to od ich średniego wieku i wyszło mi, że Polacy dłużej żyją, bo zamiast tego modlą się, flirtują, gadają („Nocne Polaków rozmowy”) piją wino (wtedy piwo pił tylko margines społeczny).

A teraz co? Ile Polacy żyją, a ile się zaharowują, spędzają w drodze (do pracy i z pracy), poświęcają zdrowiu (i nieustannym rozmowom o nim, i poszukiwaniu cudownych recept na nie w internecie)?

Ten wpis został opublikowany w kategorii Aborcja. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s