94 dni szczęścia: dzień 27 – 26 czerwca

Dlaczego ten dziennik, który tu prowadzę nazwałem „94 dni szczęścia”?
Może trochę z przekory. Może trochę jako taka mała prowokację. Jednak przede wszystkim dlatego, że zapomnieliśmy o czymś takim jak szczęście. W jednym z programów w środku okresu koronawirusa w telewizji Wrealu, w którym gościł telefonicznie ks. abp Jan Paweł Lenga zacząłem program od wypowiedzi na temat radości. Powiedziałem za św. Tomaszem, że radość jest naturalnym owocem miłości i w związku z tym katolik jako ten, który zakochany jest w Panu Bogu i wie, że Bóg go kocham jest zawsze pełen radości. Zostaliśmy stworzeni do szczęścia i to nie tylko tego, które ma być naszym udziałem w przyszłym życiu. Jesteśmy do niego przeznaczeni również tu i teraz. I co z tego, że kornawirus, masoneria, politycy, którzy nie są naszymi politykami, biskupi, którzy nie są pasterzami, kapłani, którzy są najemnikami, ludzie, który są jak bezmyślni niewolnicy? I co z tego? Czyńmy dobro. Nie czyńmy zła i bądźmy szczęśliwi. Służmy Boga (na ile to tylko możliwe) i służmy Polsce (na ile to tylko możliwe) i bądźmy szczęśliwi.
Pogubiliśmy się. Zapominamy o tym co najważniejsze, w tym również o wolności i szczęściu.
Zapominamy o tysiącach szczęściątek, które dał nam dobry Bóg, bo nas kocha i chce naszego dobra, radości i szczęścia.
Nie ma katolicyzmu bez Krzyża, ale to nie oznacza, że Bóg chce tylko naszego cierpienia, wyrzeczenia, ascezy. Gdy daje nam Krzyż powiniemy go przyjąć, ale gdy daje nam szczęście lub choćby szczęściątka to odrzucenie ich jest również sprzeciwianiem się woli Bożej.
Feliks Koneczny charakteryzując naszą cywilizację stwierdził, że jedna z jej cech charakterystycznych, które pozwoliły się jej tak rozwinąć jest gromadzenie dóbr (zapasów) i gromadzenie oszczędności. To pozwala na coraz dłuższe okresy, w których nie zabiegamy o podstawowe potrzeby, nie pracujemy być przeżyć, ale robimy zupełnie coś innego: poświęcamy czas filozofii, teologii, kulturze, poezji, sztukom, poświęcamy czas na wartości, sobie i innym, Bogu i Ojczyźnie, poświęcamy czas miłości, szczęściu, myśleniu, odrzucamy pośpiech i przymus.

Nasza cywilizacja postępuje, gdy tych zapasów i oszczędności mamy coraz więcej i coraz mniej pracujemy dla pieniędzy, gdy podejmujemy takie prace, które podejmowalibyśmy, gdybyśmy mieli na swoim koncie nawet miliard dolarów.

A my co?

Dajemy się wpędzić w kanał przez szatana i jego pomocników na Ziemi (masonów), gonimy za pieniądzem i rzeczami, nie mamy wolnego czasu ani oszczędności, boimy się, martwimy, myślimy o tym o czym oni chcą byśmy myśleli, zamykamy się w więzieniach telewizji, komputerów, komórek, unikamy książek, filozofii i poezji. Nie słuchamy śpiewu ptaków.

W „Sumie teologicznej” św. Tomasza z Akwinu, Doktora Powszechnego, który ma być mistrzem i przewodnikiem każdego katolika czytamy, że każdy z nas powinien mieć cnotę wielmożności, która polega na umiejętności wydawania pieniędzy na to, co…. piękne, co nie jest nam potrzebne, tak myśli przeciętny człowiek, do życia – na kwiaty, kolacje w restauracji, piękne ubrania.

Zadziwiające?
Nieprawdopodobne?

Dziś do 18.00 nie opuszczałem domu i ogrodu. To było wielkie sprzątanie przed przyjazdem mojego największego szczęścia – mojej żony, siedzenie w ogrodzie z kotem na kolanach (stał się nagle „przylepą”), słuchanie muzyki (od poważnej do hiszpańskiej gitarowej). Wieczorem idę do ogrodnika. Jest tylko jego dorosła córka. Po niedzieli będą czereśnie, a potem zaraz jeżyny. Uciekam stamtąd bo zbliża się burza. Jestem w domu. Kota nie ma burza przechodzi bokiem. Kot wraca o 22,00, je kolacje dużo kizi mizi. Zasypia na białym, czystym ręczniku, który nieopatrznie zostawiłem na łózko.
Akt strzelisty na jutro: „Bóg jest moją twierdzą”.
Aktów strzelistych nauczył mnie jeden kapłan, gdy byłem po dwudziestce. Powtarzamy je, gdy tylko o tym pamiętamy, a więc może to być kilka, kilkanaście albo i kilkadziesiąt razy dziennie.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź na „94 dni szczęścia: dzień 27 – 26 czerwca

  1. Pytanie ws wiary pisze:

    Wie Pan, co do pięknych ubrań…Gdy czyta się np. ”O naśladowaniu Chrystusa” i rozpamiętuje się biedę w jakiej żyła Święta Rodzina, czy można pozwalać sobie na piękno, zbytek? Niby odpowie Pan ”droga wyrzeczeń w sensie radykalnym nie jest dla każdego”. Dobrze, ale czy to nie jest tak, że im więcej poznajemy Boga, Maryję, Matkę od Siedmiu Boleści, tym bardziej brzydną nam wszelkie doczesne piękna? Sam jestem estetą i uwielbiam piękno, ale czy wezwanie Pana Jezusa ”zostaw wszystko, rozdaj ubogim” nie powoduje, że będąc jednak trochę ”w świecie” żałujemy, że po śmierci nie osiągniemy większego stopnia świętości? Tu jest cała kwestia, ponieważ od lat zastanawiam się, czy istnieją stopnie świętości. Ks. Natanek w jednym z kazań mówił chyba, nie pamiętam, czy powołując się na jakieś nie wiem czy uznane objawienia, że od pewnego stopnia świętości musimy być ”czyści”. Chodzi pewnie o celibat. Pytanie, czy wiedząc o tym powinienem a) lubiąc piękno i chcąc żyć z kobietą w małżeństwie uznać, że to moja droga i widocznie na więcej w sensie większej świętości a więc większej bliskości do Boga po śmierci nie mam widocznie szans czy b) na siłę przemóc się i idąc za biblijnym ”gwałtownicy zdobywają Królestwo Niebieskie” wbrew swojej naturze na siłę zostawić moje powołanie do życia w rodzinie i nie będąc szczęśliwym na ziemi, zbierać sobie ”skarb w niebie” na wieki. Pytanie, czy Pan Bóg przyjmie takie wyrzeczenie jako wielką ofiarę i nagrodzi mnie Swoją Bliskością, czy też odrzuci jako efekt nie czystej miłości do Niego, ale ludzkiego wyrachowania w stylu ”nie kocham na tyle Boga, aby być zakonnikiem/księdzem, ale ”przemęczę się” dla profitów po śmierci…Czemu nikt nie zadaje sobie takich pytań? Skoro walczymy o wieczność w niebie, czemu nikt nie myśli, że są zapewne różne rodzaje świętości i czy walczyć o te najwyższe/ Czy celem jest maksymalne zbliżenie do Boga, a więc maksymalne wyrzeczenia, czy te ”bycie sobą” bo z natury nie ma równości na ziemi, oraz w niebie, i to ”w łonie matki Bóg nas różnie ukształtował”? Jeśli tak, jeśli mamy poddać się przeznaczeniu, to jaki sens ma ”zdobywanie gwałtem” Nieba i przełamywanie namiętności? Estetyka, piękne ubrania to też namiętność?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s