94 dni szczęścia: dzień 30 – 29 czerwca

Od rana upał. W ogrodzie, do którego wychodzimy się go nie czuje, choć na termometrze jest 28 stopni. Jest przyjemny, chłodny wiaterek i cień starych brzóz. Wystarczy jednak wyjść przed dom. Tam termometr pokazuje 29 stopni w cieniu, nie ma wiatru i cienia. W słońcu jest jak w piecu.

Na śniadanie jemy parówki, marynowane borowiki, pomidory malinowe i ogórki kiszone, tosty z pieczonymi kulkami z sera, papryczki nadziewane serem feta. Na koniec deser włoski Profiteroles.
Żonę potwornie boli głowa. Daje jej proszki i przygotowuję miejsce do spania na leżaku. Zasypia. W tym czasie wystawiam faktury i pakuje książki do wysyłki kurierem i na pocztę.

Na obiad piekę dwa uda z kaczki. Do tego gotowane rzodkiewki i tosty z masłem.

Do wieczora siedzimy w ogrodzie.

Wieczorem burza. W ciągu kilkunastu minut temperatura spada o 11 stopni.

Zmęczeni upałem zasypiamy wcześnie.

Akt strzelisty na jutro: „Królu mój i Boże”.

Ten wpis został opublikowany w kategorii 94 dni szczęścia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s