94 dni szczęścia: dzień 90 – 27 sierpnia

Budzi nas o 8.15 deszcz. Ubieramy się i pakujemy resztę rzeczy. Śniadanie w restauracji hotelowej. Deszcz pada nadal. Kot siedzi w pokoju. O 11.00 przyjeżdża Pan Jacek. Po drodze zatrzymujemy się w najlepszej restauracji po drodze do Nałęczowa – zajeździe Jana i w jednym ze sklepów po zakupy. Na miejscu jesteśmy po 14.00. Kawa, karmienie kota, odpoczynek w ogrodzie.

Na obiad jemy pizzę (dzieci) i dorsza (my) i idziemy na długi spacer. Po drodze odwiedzamy ogrodnika, zamawiamy owoce, odwiedzamy kotki.
Wieczorem siedzę w ogrodzie, wdycham zapach maciejki i myślę już o najbliższej przyszłości.

Nie byłem szczęśliwy nad jeziorem Białym. Dlaczego? Nie ten krajobraz, nie ci ludzie. Nie ta kultura. W Nałęczowie nic mnie nie irytowało, nie denerwowało, nie stresowało. Przez 3 miesiące nie słyszałem ani jednego wulgarnego słowa. W Okunince słyszałem je kilkadziesiąt razy dziennie.
Narzekaliśmy w Nałęczowie na restauracje. Ich poziom jest jednak wielokrotnie wyższy niż tych w Okunince. Okuninka, w tym trzygwiazdkowy hotel „Sanvit” to przykład jak demokracja dokonuje zrównania w dół, swoistej proletaryzacji i wszystko wraca do epoki wczesnego Gierka. W Okunince nieprzebrane tłumy „bezdomnych” (tak wyglądali i się zachowywali). W Nałęczowie ruch tylko w soboty i w niedziele ludzi, którzy jednak w zdecydowanej większości trzymają polski (żeby nie powiedzieć europejski) poziom. W tygodniu cisza, spokój, sielanka.

Ten wpis został opublikowany w kategorii 94 dni szczęścia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s