94 dni szczęścia: dzień 93 – 30 sierpnia

Budzimy się po 9.00. Upał. Pijemy kawę w ogrodzie tak powoli, że nagle się okazuje, że jest 10.30. Ubieramy się szybko i idziemy do kościoła.
Po powrocie siedzimy do późnego wieczora w ogrodzie. Nie czuć w nim tego upału. Cień i przewiew robią swoje. Na obiad robię makaron (włoskie, czarno białe kokardki z sosem z pomidorów, małży, smażonych pokrojonych w kostkę kabaczków i czosnku). Wieczorem idziemy na długi spacer. W jego trakcie odwiedzamy ogrodnika. Żegnamy się z nim, jego żoną, córkami i ich mężami. O 21.30 jest jeszcze 25 stopni. Kot zjada kolacje i wychodzi. Pierwszy stres. Już północ (23 stopnie; najcieplejsza chyba noc tych wakacji) a kota nie ma. Wreszcie przychodzi. Ulga. Siedzimy w ogrodzie. Rozkoszuję się tak ciepłą nocą i coraz bardziej mi żal. To już koniec moich radości nałęczowskich, choć pocieszam się, że jutro też będzie nałęczowski dzień.

Ten wpis został opublikowany w kategorii 94 dni szczęścia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s