Bitwa Warszawska: Spisek przeciwko Matce Bożej Łaskawej

(są to fragmenty ostatniego rozdziału książki Stanisław Krajskiego pt. „Spisek przeciwko Matce Bożej (i Polsce) Czy Matka Boża wzywa nas do walki?”

1. Objawienie 14 sierpnia 1920 r.

O godz. 3.30 Rosjanie rozpoczęli natarcie uderzając przede wszystkim na pozycje zajęte przez gimnazjalistów. Ci zaczęli uciekać. Front został przerwany. Żołnierze polscy uciekali w stronę Ossowa. W tej chwili nadjechał ppłk Jerzy Sawicki i zawołał „Kto i dokąd ucieka kiedy tam się biją”. Odpowiedział mu dowodzący kolumną ppor. Mieczysław Słowikowski, stwierdzając, że wykonuje polecenie dowódcy pułku. Wtedy ppłk Sawicki wydał rozkaz: „Na moją odpowiedzialność i na mój rozkaz jedna kolumna – w prawo, druga w lewo, a tyraliery do kontrataku!”. W tym momencie do ppor. Słowikowskie podbiegł ks. Skorupka prosząc o możliwość pójścia razem z żołnierzami. Żołnierze ruszyli do ataku, ale szybko tyraliera zaczęła się łamać. Ks. Skorupka wybiegł przed nią lewą ręką wskazując kierunek ataku, a w prawej trzymając wysoko krzyż i krzyczał „Za Boga i Ojczyznę”. W pewnym momencie ksiądz został trafiony kulą i padł nieżywy, a bolszewicy zaczęli uciekać. Polacy wygrali bitwę, która była punktem zwrotnym wojny 1920 r. Co się stało?
Ks. kardynał Aleksander Kakowski napisał: „Bolszewicy wzięci do niewoli opowiadali, że widzieli księdza w komży z krzyżem w ręku, a nad nim Matkę Boską”.
Zeznania jeńców rosyjskich i Polaków, którzy rozmawiali z jeńcami rosyjskimi lub żołnierzami rosyjskimi (tymi, którzy nie zostali jeńcami) są jednoznaczne. Świadkowie opisują Matkę Bożą, którą bolszewicy widzieli na niebie w dniu 14 sierpnia 1920 r. tak jak przedstawiona jest ona na obrazie Matki Bożej Łaskawej, który znajduje się obecnie w kościele Jezuitów na Starym Mieście w Warszawie (obok katedry).
Bolszewicy mówili o kolorze sukni i włosów oraz o tym, że Matka Boża trzymała w rękach pęki „jaśniejących prętów” lub „piorunów”. Żołnierze rosyjscy uważali, że Matka Boża trzyma w rękach „jakąś broń”.
Na obrazie Matki Bożej Łaskawej Matka Boża trzyma w rękach pęki strzał, bo jest to „Matka Boża krusząca w dłoniach strzały gniewu Bożego”.

2. Objawienie 15 sierpnia 1920 r.

Drugi raz Matka Boża ukazała się w dniu 15 sierpnia 1920 r. podczas bitwy pod Wólką Radzyńską, Bitwa ta nie była zaplanowana ani przez Polaków ani przez Rosjan. Por. Stefan Pogonowski otrzymał od gen. Lucjana Żeligowskiego rozkaz zajęcia stanowiska obok wioski Kąty Węgłowskie blisko Radzymina. Miał tam czekać na przemarsz oddziałów, które miały nadejść od strony Nieporętu. Zadaniem jego oddziału było je osłaniać. Por. Pogonowski w nocy 15 sierpnia samowolnie opuszcza stanowisko i uderza na stanowiska bolszewickie w Mostkach Wólczańskich i Wólce Radzyńskiej. Jego brawurowy atak uderzył, choć nie mógł tego wiedzieć w „najczulsze miejsce armii rosyjskiej”. Jest to atak małego oddziału na wielkie siły bolszewickie, a jednak Rosjanie zaczynają uciekać.
„Bolszewiccy jeńcy wzięci do niewoli opowiadali – jak czytamy w książce „Matka Boża Łaskawa a cud nad Wisłą” – że podczas nocnego ataku an Wólkę nagle zjawiła się przed nimi, unosząc się wysoko nad ziemią „Matier Bożja”. Mówili, że niespodziewanie ujrzeli na ciemnym niebie ogromną, potężną i pełną mocy kobiecą postać, od której biło światło. Nie był to ani duch ani zjawa! Bolszewicy wyraźnie widzieli Świętą Postać jako żywą osobę! Wokół Jej głowy jaśniała świetlista aureola, w jednej dłoni coś trzymała jakby tarczę, od której odbijały się wystrzeliwane w kierunku Polaków pociski, po czym powracały, by eksplodować na pozycjach atakującej armii! Wyraźnie widzieli, jak poły jej szerokiego, granatowego płaszcza unosiły się i falowały na wietrze, zasłaniając Warszawę. Grozę zjawiska potęgowała asysta Niebiańskiej Osoby. Towarzyszyły jej oddziały przerażających skrzydlatych, konnych rycerzy, zakutych w pobłyskujące mimo ciemności stalowe zbroje, pokryte lamparcimi skórami. Hufce widmowych postaci najwyraźniej… gotowały się do walki!”.
Dowiadujemy się też, że „niebiańska Osoba jakby wychylała się to w jedną to w drugą stronę i odrzuca czy też odbija lecące w Jej stronę – czyli w kierunku Polaków – pociski! Osłupiali ze zgrozy bolszewicy obserwowali, jak odrzucane przez Niewiastę kartacze eksplodują tam, gdzie znajdowały się ich obwody!”.

3. Świadectwa dotyczące objawień

Jak czytamy w cytowanej książce: „Szczegóły ukazania się Najświętszej Dziewicy znamy także z relacji świadków pośrednich – mieszkańców wsi, do których dotarli oszalali z grozy bolszewicy, szukając jakiegokolwiek schronienia. Uciekinierzy byli w stanie szoku nerwowego! Mieli przerażone, wytrzeszczone oczy, szczękali zębami, zachowywali się bezrozumnie, usiłując schować się gdziekolwiek, choćby w psiej budzie! Na klęczkach błagali Polaków o ukrycie, otwarcie przyznając, że ratują się ucieczką przez Carycą – Matier Bożju”.
Autorzy książki zapisali świadectwo ks. Wiesława Wiśniewskiego, który przekazał im wspomnienie swojego pradziadka, Bolesława, mieszkańca parafii Zambrów: „Około 20 sierpnia wycofujący się w rozsypce bolszewicy mówili, że do Warszawy szło im się dobrze, jednak miasta nie zdobyli, ponieważ zobaczyli [uwidieli] nad stolicą Matkę Bożą i nie mogli z nią walczyć”.
Polacy nie widzieli Matki Bożej. Ze zdziwieniem obserwowali tylko paniczną ucieczkę bolszewików.
Było setki bezpośrednich (jeńcy bolszewiccy) i pośrednich (tych, którzy słyszeli ich opowiadania) świadków tych wydarzeń.
W dniu 16 listopada w homilii wygłoszonej w Kościele Sióstr Sakramentek w Warszawie ks. Zdzisław Król (który zginał potem w katastrofie smoleńskiej) przytoczył świadectwo gospodyni ze wsi pod Radzyminem, której „nieprzytomny z przerażenia krasnoarmiejec” mówił, „że widział na własne oczy, jak Matier Bożja brasała puli” (odrzucała pociski – dop. S. K.).
Ks. Wiktor Mieczkowski, proboszcz parafii św. Idziego w Wyszkowie w swojej książce pt. „Bolszewicy w polskiej plebanii” pisze: „W wielu wsiach mówili bolszewicy, że od Warszawy odpędzili ich nie Polacy, a Matier Bożja”.
Bp. Józef Zawitkowski przytacza świadectwa chłopów spod Zambrowa, którym uciekający rosyjscy żołnierze mówili, że widzieli Matkę Boża, „która zasłaniała Polaków”.
W dniu 8 grudnia 1920 r. ks. abp Józef Teodorowicz ormiańsko-katolicki arcybiskup Lwowa (poseł na sejm ustawodawcy, a następnie senator) powiedział w swoim kazaniu: „ Bóg łaskę zwycięstwa i cud pod Warszawą dał nam prze ręce Tej, która Polski jest Królową. Mówił mi kapłan pracujący w szpitalu wojskowym, iż żołnierze rosyjscy zapewniali go i opisywali, jak pod Warszawą widzieli Najświętszą Pannę okrywającą swym płaszczem Polski stolicę. I z różnych innych stron szły podobne świadectwa”.

4. Zaniechania ze strony polskiego Kościoła

No właśnie. Szły świadectwa i co z nimi robiono? Co Kościół z nimi robił? Tak naprawdę nic. Informacje o objawieniach miał kard. Aleksander Kakowski. Pisał przecież o nich. Był w latach 1913-1938 arcybiskupem metropolitą warszawskim , a w latach 1925- 1938 również prymasem.
To on, jak słusznie zauważają ks. Józef Maria Bartnik i Ewa J. P. Storożyńska, autorzy książki „Matka Boża Łaskawa a cud nad Wisła”, powinien wydać komunikat: „Kuria Metropolitarna Warszawska rozpoczyna kanoniczne badanie publicznego zjawienia się Bogurodzicy bolszewikom 14 sierpnia roku 1920 w Ossowie i 15 sierpnia w Wólce Radzyńskiej. Uprasza się bezpośrednich i pośrednich świadków o składanie relacji na ręce notariusza Kurii Metropolitalnej”.
To on powinien przypilnować, by odpowiednie komisje przesłuchały pod tym kątem jeńców. To on powinien zadbać, by rzetelne informacje na ten temat docierały do katolików w Polsce i na całym świecie.
Inni biskupi również powinni się w to zaangażować. W Bitwie Warszawskie brali udział ludzie z całej Polski. Najłatwiej było do nich dotrzeć w ich parafiach.
Nikt nie kiwnął palcem? Dlaczego? Przede wszystkim dlaczego taki bierny był kard. Kakowski?
Pełna odpowiedź na to pytanie powinna być poprzedzona szczegółowymi badaniami historycznymi. Bez nich jednak też możemy postawić pewne hipotezy, jak się wydaje bliskie prawdy.
Ze strony polityków, ukrytej w tych środowiskach masonerii, mającej ponadto w tej sferze znaczne wpływy, oraz ze środowisk piłsudczykowskich płynął jeden silny, wyraźny i jednoznaczny sygnał: „Zwycięstwo w Biwie Warszawskiej było wyłącznie dziełem człowieka, dziełem armii polskiej, dziełem narodu polskiego, dziełem Piłsudzkiego”.
Taki sygnał trafiał na podatny grunt. Cechą polskich ówczesnych biskupów była spolegliwość wobec władzy państwowej. Polscy biskupi ówcześni to byli biskupi, którzy objęli swoje stanowiska podczas zaborów, a zaborcy tolerowali tylko biskupów spolegliwych. Bez zgody zaborców nikt w zasadzie nie mógł zostać biskupem.
Historia życia ks. Kakowskiego potwierdza, jak się wydaje, te prawdy. Interesująca może tu być dla nas rozprawa naukowa ks. Bronisława Czaplickiego pt. „Działalność ks. Aleksandra Kakowskiego w Petersburgu w latach 1910-1913”.
Akademia Duchowna w Petersburgu była jedyną uczelnią katolicką na terenie Rosji (nie było takiej zatem w zaborze rosyjskim).
„Według zamysłu władz rosyjskich – czytamy w pracy ks. Czaplickiego – służyła raczej celom państwa rosyjskiego niż dobru Kościoła katolickiego. Miała przygotowywać posłusznych sług caratu, dlatego znajdowała się pod szczególną presją. Chociaż była ona wyższą uczelnią teologiczną, to jednak znaczną część czasu wykładowego zajmowały lekcje z historii i geografii Rosji oraz literatury i języka rosyjskiego. Władze żądały, aby wykładane było też prawodawstwo rosyjskie. Zarówno objęcie stanowisk w Akademii, jak i jej finansowanie było uzależnione od woli władz państwowych. Kościół katolicki w Rosji, jak i inne tzw. wyznania obce, podlegał ministerstwu spraw wewnętrznych, a w nim Departamentowi Spraw Duchownych Wyznań Obcych (Departament duhovnyh del inostrannyh ispovedanij –DDDII)”.
W 1910 r. arcybiskup mohylewski Wincenty Kluczyński, po odejściu rektora, zaproponował na to stanowisko jej długoletniego profesora, swojego biskupa pomocniczego Jana Cieplaka. Władze carskie nie zaakceptowały tej kandydatury. Wtedy na to stanowisko zgłosił się ks. Kakowski. Poparł go jego ordynariusz, metropolita warszawski abp Wincenty Popiel uznawany przez władze carskie za „swojego”. W czerwcu 1905 r. odczytano z ambon w diecezji warszawskiej jego list pasterski pt. „Do rodziców polskich”, „nawołujący do zaniechania bojkotu szkoły carskiej”. W liście tym abp Popiel nazwał strajk szkolny „sprzeniewierzeniem wobec wielkich ideałów” Przypomnijmy, że: „Głównymi postulatami strajkujących było wprowadzenie do szkół języka polskiego jako wykładowego, powszechny i bezpłatny dostęp do edukacji, zniesienie policyjnego nadzoru nad młodzieżą szkolną, wprowadzenie kontroli rodziców nad doborem kadry nauczycielskiej, zniesienie ograniczeń wyznaniowych, narodowościowych i stanowych w przyjmowaniu uczniów, wprowadzenie prawa kobiet do wyższego wykształcenia”.
Władze carskie zaakceptowały kandydaturę Kakowskiego. Dopomogły też w poparciu jego kandydatury przez Watykan (i tak np. agent carski w Rzymie wniósł odpowiednią sumę za przygotowanie dokumentów). Jego działania jako rektora były przez niektórych wykładowców oceniane bardzo negatywnie. I tak np. ks. Karol Dębiński napisał w swoich wspomnieniach, że ks. Kakowski „umiał chodzić około swoich spraw” i był „prorządowy”.
Wreszcie to władze carski spowodowały, że ks. Kakowski został metropolitą warszawskim. Tak o tym pisze ks. Czaplicki: „Udział władz rosyjskich w wyniesieniu ks. Kakowskiego na stanowisko metropolity warszawskiego widzimy w sprawozdaniach, które minister spraw wewnętrznych składał cesarzowi Mikołajowi II. 10 marca 1913 r. informował on cara O rozpoczęciu rozmów z Watykanem w sprawie naznaczenia kanonika Kakowskiego arcybiskupem warszawskim, 7 kwietnia 1913 r. – składał sprawozdanie O wydatkach, związanych z oczekiwanym naznaczeniem kanonika Kakowskiego…, a 30 maja 1913 r. informował cara O naznaczeniu kanonika Kakowskiego arcybiskupem warszawskim. W tym właśnie dniu Mikołaj II polecił ks. A. Kakowskiemu objąć stanowisko arcybiskupa warszawskiego. Powyższe zestawienie pokazuje, że procedura obsadzenia stolicy metropolitalnej warszawskiej została przeprowadzona przez administrację rządową dość szybko. Brak zastrzeżeń ze strony rządu oznacza, że kandydat był oceniany jako człowiek oddany władzy państwowej lub przynajmniej nieszkodliwy”.
Kard. Kakowski nie nagłaśniając sprawy objawień w dniach 14 i 15 sierpnia 1920 r. nie tylko poszedł na rękę wielu środowiskom politycznym (i masonom), ale ustrzegł się od spodziewanych ataków, w ramach których wyciągano by prawdopodobnie różne fakty z jego przeszłości i zarzucano współpracę z zaborcą.

5. Wyciszanie i dezawuowanie objawień

To zjawisku pojawiło się już w 1920 r. i trwa do dziś. Podejście do problemu i „argumenty” są wciąż te same.
Bezpośrednio po 15 sierpnia 1920 r. rozpowszechniano informacje, że bolszewicy zmyślili sobie objawienia „by wytłumaczyć niechlubną ucieczkę z pola walki”. Głoszono, że „bolszewicy na skutek nadużycia alkoholu mieli zaburzenia psychiczne i zwidy”.
Były to bardzo słabe „argumenty”, ponieważ to samo mówiło setki żołnierzy rosyjskich i jeńców, którzy znajdowali się w różnych miejscach i nie mieli ze sobą kontaktu.
Rozpowszechniano też opinie, że samo określenie „Cud nad Wisłą” wymyślili bolszewicy, by „zatuszować swoją porażkę” oraz opinię, że to określenie wymyśliła opozycja wobec Piłsudzkiego, by pomniejszyć jego zasługi.
Do dziś rozpowszechnia się opinię, że objawienia wymyślili albo endecy albo „kościelni historycy”.
Andrzej Garlicki, współczesny historyk napisał: „Piłsudczycy bardzo nie lubili określenia cud nad Wisłą, gdyż w ich mniemaniu wskazywanie na udział sił nadprzyrodzonych podważało zasługi Józefa Piłsudskiego w bitwie warszawskiej”.
W „Polityce” Wiesław Władyka napisał: „Określenie cud nad Wisłą wymyślił endecki pisarz Stanisław Stroński tuż po 15 sierpnia 1920 r., próbując w ten sposób odebrać laury zwycięstwa znienawidzonemu Piłsudskiemu. To nie wódz był autorem zwycięstwa, to Bóg natchnął siłą Naród, który mimo nieporadności przywódcy stanął do bohaterskiej walki z Sowietami i wygrał”.
Na portalu „zadane.pl” w dziale przeznaczonym dla uczniów szkół podstawowych znajdujemy krótki materiał pt. „Kto wymyślił określenie cud nad Wisłą?”. Czytamy tam: „W roku 1920 fala wojsk bolszewickich zalała cały kraj. Polacy oczekiwali jakiegoś cudu, pomocy siły wyższych, aby pokonać Sowietów. Po raz pierwszy tego wyrażenia użył prof. Stanisław Stroński w jednym ze swych artykułów. Polacy pokonali armię bolszewicką 15 sierpnia, w święto Matki Boskiej Zielnej w bitwie pod Radzyminem. To zwycięstwo szybko nazwano cudem nad Wisłą, ponieważ wielu Polaków zaczęło naprawdę wierzyć w to, że zatrzymaliśmy pochód komunizmu na zachód dzięki boskiej pomocy”.
Na Portalu Radia Maryja pojawił się wywiad udzielony przez ks. dr Józefa Marię Bartnika. W jego trakcie padło pytanie: „Jakie były różnice między zatajaniem prawdy o objawieniu Matki Bożej przed II wojną światową a tym w czasach reżimu komunistycznego?” A oto odpowiedź ks. Bartnika: „W czasie międzywojnia prawda o zjawieniu się Matki Bożej była dla czynników oficjalnych nader niewygodna. W wolnej, rozwijającej się, postępowej i dążącej do nowoczesności Polsce fakt ten był nie do zaakceptowania! Tym bardziej, że jeśli rozeszłaby się wieść o tym objawieniu, to nieuchronnie nasunęłaby się konkluzja, że dla pokonania bolszewików waleczni Polacy musieli otrzymać pomoc z Nieba! Co by sobie Europa pomyślała o naszej armii i dowódcach, gdyby doszło do jej uszu, że w walkach z bolszewikami przyszła nam z pomocą sama Matka Boża? Już samo słowo cud, które mogłoby sugerować nadprzyrodzoną interwencję w czasie walk o Warszawę, było cenzurowane i usuwane z prasy i wydawnictw sanacyjnych. Dla piłsudczyków żadnego cudu, a nie daj Boże, pojawienia się Najświętszej Dziewicy w czasie walk z bolszewikami, nie było i być nie mogło! W trzeciej, największej wygranej bitwie w historii polskiego oręża (po Grunwaldzie i Wiedniu), która uratowała Europę przed rewolucją bolszewicką, decydującej o losach Polski, Europy i świata, jedynym animatorem zwycięstwa miał być sam Marszałek Piłsudski, bez pomocy sił nadprzyrodzonych. Dlatego pomimo setek relacji naocznych świadków fakt ten zaliczono do pobożnych ludowych legend i nie dopuszczono, by został w jakikolwiek sposób nagłośniony. Sprawa zjawienia się Matki Bożej stała się tematem tabu. Efektem tej polityki było to, że relacje bolszewików, bezpośrednich świadków ukazania się Maryi, nie mogły być publikowane ani w prasie, ani w książkach wspomnieniowych. To wiekopomne wydarzenie nie zatarło się i nie znikło z pamięci Narodu, a to dzięki osobom, które posługiwały w obozach jenieckich i dalej kolportowały zasłyszane świadectwa. Bolszewicy chętnie dzielili się swoimi przeżyciami. Pamiętna noc z 14 na 15 sierpnia była najbardziej wstrząsającym momentem całego ich dotychczasowego życia: Na własne oczy ujrzeli Matier Bożiju!”.
W dalszej części wywiadu powiedział też: „W latach 50. propaganda komunistyczna określała wojnę 1920 roku najazdem jaśnie panów na kraj radziecki! W tej sytuacji nie trudno się dziwić, że wszystkie wypowiedzi nawiązujące do objawienia się Maryi były cenzurowane, rugowane i ośmieszane. Autorzy, nawet zawoalowanych aluzji, stawali się obiektem ataków i niewybrednych drwin tzw. naukowej krytyki reżimowych publicystów. Niestety, do dziś nie nastąpił w tej materii żaden przełom. Temat jest konsekwentnie pomijany, co szczególnie bolesne, w homiliach wygłaszanych 15 sierpnia”.

6. Wymowa objawień z 1920 r.

Nie natrafiłem, pomimo usilnych poszukiwań, na żadne teksty (poza tekstem ks. Józefa Marii Bartnika i Ewy Storożyńskiej, którzy starają się odpowiedzieć tutaj na niektóre pytania), w których próbowano by zrozumieć objawienia 1920 r., odczytać ich wymowę, dokonać jakiejś, choćby pobieżnej ich interpretacji. Tak jakby milcząco przyjęto założenie, że wszystko jest jasne, że jedynym celem objawień było doprowadzenie do wygrania przez Polaków Bitwy Warszawskiej.
Jeśli mamy do czynienia z objawieniem Matki Bożej powinniśmy, jak już o tym pisałem w rozdziale I, głęboko zastanowić się nad jego wymową i szczegółowo przeanalizować wszystkie jego składowe, tak by nie uronić niczego z przekazu Matki Bożej.
Nie zastanawiano się w odniesieniu do objawień z 1920 r. nad tym: dlaczego w 1920 r. objawiła się właśnie Matka Boża Łaskawa?; dlaczego Matka Boża ukazała się tylko rosyjskim żołnierzom? (dlaczego nie ukazała się Polakom?); dlaczego pierwszego dnia miała w rękach wyeksponowane (bo jaśniały) pęki strzał Bożego gniewu, a drugiego już nie?; dlaczego drugiego dnia miała tarczę?; dlaczego za Matką Bożą były „oddziały przerażających skrzydlatych, konnych rycerzy, zakutych w pobłyskujące mimo ciemności stalowe zbroje, pokryte lamparcimi skórami”?.
I wreszcie pytanie, które należy chyba do najważniejszych: dlaczego Matka Boża ukazała się bez korony?
Gdy odpowiemy an te pytania odpowiemy w sposób pełny, na ile to możliwe, na pytanie: jaka była wymowa objawień z 1920 r.?

7. Matka Boża Kębełska i Matka Boża 1920 r.

Pierwsze zdanie tego rozdziału było następujące: „Podobne objawienia maryjne co w Kęble we wrześniu 1278 r. miały miejsce na Mazowszu w dniach 14 i 15 sierpnia 1920 r.”.
W czym te objawienia były podobne?
Podobieństwo rzuca się w oczy: w obu wypadkach Matka Boża ukazała się w trakcie bitwy, którą Polacy toczyli z wrogiem Polski, ale i Chrystusa; w obu wypadkach wrogiem byli barbarzyńcy, którzy przyszli ze wschodu; w obu wypadkach Matka Boża dokonała takiej ingerencji w bitwę, która spowodowała, że zwycięstwo stało się udziałem Polaków; w obu objawieniach Matka Boża nie powiedziała ani słowa – objawienie było wizualne; w obu wypadkach pojawił się ten sam czytelny przekaz: „Ja was bronię w trudnych chwilach. Nie pozwolę wam zginąć”.

8. Dlaczego w 1920 r. objawiła się właśnie Matka Boża Łaskawa?

Po opisaniu roli obrazu Matki Bożej łaskawej w życiu Warszawy stwierdziliśmy: „Z powyższego w sposób jednoznaczny wynika dlaczego Matka Boża objawiła się bolszewikom właśnie w postaci Matki Bożej Łaskawej z Warszawy. To przecież Matka Boża Łaskawa zawsze broniła Warszawy jako jej patronka. W tym objawieniu było przypomnienie tego faktu i wezwanie, by Warszawa (jej mieszkańcy i włodarze) pamiętali o Niej i do Niej właśnie się odwoływali, Jej oddawali się w opiekę”.
Nie był to jednak, jak się wydaje jedyny powód.
Zauważmy, że obraz Matki Bożej Łaskawej został uroczyście wprowadzony w dniu 24 marca 1651 r. do drewnianego kościoła pw. Świętych Prima i Felicjana przy ul. Długiej (gdzie obecnie stoi katedra polowa), gdy królem Polski był Jan Kazimierz. Nuncjusz w obecności pary królewskiej odczytał bullę papieża Innocentego X ustanawiającą święto Mater Gratiarum Varsaviensis na drugą niedzielę maja.
Kościół ten spłonął w czasie bitwy ze Szwedami o Warszawę w 1656 r.. To Król postanowił wybudować w jego miejsce murowaną świątynię (i umieścić w niej obraz).
Zauważmy ponadto, że Jan Kazimierz złożył swoje Śluby Lwowskie w 1656 r. w Katedrze Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny we Lwowie przed tamtejszym, również cudami słynącym, obrazem Matki Bożej Łaskawej.
Mógł złożyć te śluby przed tym obrazem, ponieważ sam przeniósł obraz do katedry lwowskiej i sam umieścił w głównym ołtarzu (dotąd obraz był w kaplicy przy cmentarzu; w tej kaplicy Jan Kazimierz przed tym obrazem dziękował Matce Bożej w 1651 r. za zwycięstwo pod Beresteczkiem).
Wiele zatem wskazuje na to, że Matka Boża ukazując się w 1920 r. w postaci Matki Bożej Łaskawej odwołała się do tych faktów, a zatem w bardzo subtelny sposób przypomniała, że została ogłoszona Królową Polski. I że Polska została oddana pod Jej opiekę.

9. Dlaczego Matka Boża ukazała się tylko rosyjskim żołnierzom?

W Kęblu objawienie Matki Bożej widzieli zarówno Tatarzy jak i Polacy. Matka Boża wystraszyła Tatarów, a Polaków wyraźnie zagrzewała do walki, dawała im nadzieję – znak, że jest z nimi i ich wspiera.
W Bitwie Warszawskiej Polacy Matki Bożej nie widzieli. Matka Boża w trakcie bitwy nie zagrzewała Polaków do walki, nie sygnalizowała im, że jest z nimi, że ich wspiera. Nie dawała im nadziei. Polacy o objawieniu dowiedzieli się dopiero po bitwie.
To zaskakujące i dające do myślenia. Wniosek może tu być chyba tylko jeden. Mastka Boża zasygnalizowała w ten sposób Polakom, że nie są godni ujrzenia Jej objawienia, że na to nie zasłużyli.
Matka Boża nie zamierzała tu spowodować, aby Polacy walczyli skutecznie (wiedząc, że Matka Boża ich wspiera w tak cudowny i nadprzyrodzony sposób). Ona sama „załatwiała sprawę”.
Dlaczego Matka Boża wysłała taki negatywny sygnał do Polaków?
Ktoś powie: przecież Polacy się modlili. Przecież w dniu 19 czerwca 1920 r. nastąpiło publiczne zawierzenie Polski Sercu Jezusowemu przez najwyższe władze kościelne, w którym oficjalny udział wzięli Naczelnik Państwa i przedstawiciele władzy. Przecież nastąpiło powtórzenie tego zawierzenia przez Konferencję Episkopatu Polski na Jasnej Górze w dniach 26-27 lipca 1920 r. Przecież w dniach 26-27 lipca 1920 r. nastąpiło też ponowienie aktu obrania Maryi Królową Polski, dokonane przez Episkopat Polski na Jasnej Górze. Przecież w całej Polsce, a szczególnie w Warszawie w dniach 6-15 sierpnia 1920 r. miały miejsce liczne nowenny błagalno-pokutne, połączone z procesjami i całodziennym czuwaniem przed Przenajświętszym Sakramentem. Przecież w dniach 7-15 sierpnia miała miejsce na Jasnej Górze nowenna błagalno-pokutna w intencji ocalenia Ojczyzny. Przecież przed Bitwą Warszawską w każdym polskim kościele miała miejsce nowenna o wstawiennictwo Matki Bożej i ratunek dla Polski. Przecież biskupi polscy wystosowali apel do Papieża o modlitwę za Polskę i identyczny apel do wszystkich episkopatów świata.
Nie będziemy tutaj dokonywać szczegółowej analizy historycznej stanu duchowego i moralnego Polaków tamtego okresu.
Podajmy tylko kilka przykładów.
W swoim wspomnieniach Wincenty Witos dał wyraz stanowi świadomości polskich elit politycznych. Wyrażał tam irytację z tego powodu, że tłumy ludzi modliły się i „chodziły procesją z chorągwiami” zamiast pracować dla obrony. Witos nie rozumiejąc tego zwrócił się do jednego z robotników, który uczestniczył w takiej procesji: „Na moją uwagę, że modlić się należy i prosić Boga, ale nie można się nim wyręczać wszędzie, gdyż Bóg zostawił ludziom także wolną wiolę, oburzył się i odrzekł, że to takie bezbożne gadanie, bo bez woli Bożej nic się na świecie stać nie może. Gdy nie zbity z tropu zapytałem go, czy także zgodnie z wolą Bożą bolszewicy bezczeszczą i niszczą wszystko co święte, powiedział, że to moje wykręty, a jego zdaniem najazd bolszewicki jest karą za grzechy i próbą zesłaną przez Boga na naród, gdyż On się często i takimi narzędziami posługuje. A w samej Warszawie zawarła się od dawna Sodoma i Gomora”.
Jaka była Polska lat 1918-1939 r.?
Ta rozmodlona Polska, w której zawierza się Ojczyznę Sercu Jezusowemu, w której Episkopat ponawia akt obrania Maryi Królową Polski jest zdominowana w większości porządków przez masonów i poddaje się ich woli. Pierwszy prezydent Polski to mason. Hymn i godło zostają ustalone przez masonów. W obydwu konstytucjach przyjętych w tym okresie nie wspomina się nawet o Matce Bożej, nie określa się Polski jako kraju katolickiego, nie uznaje się chrześcijańskich zasad moralnych jako zasad wyznaczających prawo, obowiązujących w państwie. W pierwszej konstytucji, konstytucji marcowej z 1921 r., jedyny zapis dotyczący bezpośrednio katolicyzmu i Kościoła katolickiego brzmi: „Wyznanie rzymsko-katolickie, będące religią przeważającej większości narodu, zajmuje w Państwie naczelne stanowisko wśród równouprawnionych wyznań.  Kościół Rzymsko-Katolicki rządzi się własnymi prawami. Stosunek Państwa do Kościoła będzie określony na podstawie układu ze Stolicą Apostolską, który podlega ratyfikacji przez Sejm” (art. 114). To sformułowanie. „zajmuje w Państwie naczelne stanowisko wśród równouprawnionych wyznań” jest tylko „kurtuazyjnym” zapisem. W konstytucji kwietniowej z1935 r. nawet takich zapisów już nie ma. Nie ma tam bowiem żadnej wzmianki o katolicyzmie i jego wartościach.
W Polsce okresu międzywojennego Kodeks Karny tak reguluje kwestie związane z aborcją, że „było to jedno z najbardziej liberalnych ustawodawstw aborcyjnych w Europie” (i praktycznie na świecie), że: „Bardziej liberalne przepisy aborcyjne miał jedynie ZSRR w latach 1920-1936”.
W tej Polsce dominuje prasa, którą św. Maksymilian Maria Kolbe nazywa bezbożną, prasa, która demoralizuje Polaków, szkolnictwo jest zdominowane przez elementy „wolnomyślicielskie”. Obowiązujący „Elementarz”, z którego dzieci uczą się pisać i czytać jest autorstwa masona, nie zawiera elementów religijnych (nie wspomina nawet o Bogu; poprzednie elementarze odwoływały się co rusz do Chrystusa, Matki Bożej i wartości chrześcijańskich) itp., itd.
Polska 1920 r. to był kraj takich Polaków, którzy Polskę okresu międzywojennego wyznaczyli albo przez swoją bierność umożliwili jej powstanie.

10. Dlaczego podczas pierwszego objawienia Matka Boża miała w rękach pęki strzał Bożego gniewu, a w trakcie drugiego już nie?

Jest taka prawda naszej wiary, o której dziś mało kto mówi i prawie nikt nie pamięta, prawda, którą przybliża nam np. ks. Piotr Skarga w swojej pracy pt. „Jak się dobrze spowiadać?”. Przypomina nam tam o tym, że pomimo spowiedzi, żalu za grzechu, zadośćuczynienia i rozgrzeszenia czekają nas nie tylko kary wieczne, ale i kary doczesne. Tych kar doczesnych możemy często uniknąć podejmując odpowiednie, specjalne działania. Często ich jednak nie podejmujemy i te kary nas dotykają.
Do tego zjawiska odwołuje się obraz Matki Bożej Łaskawej z Warszawy. Matka Boża trzyma na nim w obu dłoniach skruszone (połamane) strzały Bożego gniewu. W tej perspektywie wymowa obrazu jest bardzo czytelna i jednoznaczna. Matka Boża będąca Patronką Warszawy i Strażniczką Polski neutralizuje Boży gniew wymierzony w Warszawiaków i Polaków jako pojedyncze osoby oraz w Warszawę i Polskę.
Fakt, że w objawieniu z 15 sierpnia 1920 r. Matka Boża nie trzyma już w dłoniach tych strzał byłby dla nas, jak się wydaje, jednoznaczną sugestią, że nie będzie już tych strzał kruszyć – neutralizować Bożego gniewu zwróconego ku Warszawie i Polsce, że ten gniew odtąd zacznie nas dotykać.
Można, tak na marginesie zapytać – czy efektem Bożego gniewu nie był napad Niemców na Polskę w dniu 1 września 1939 r., napad bolszewików na Polskę w dniu 17 września 1939 r., okupacja hitlerowska, klęska Powstania Warszawskiego, stalinizm, PRL, i wreszcie to, co zdarzyło się w latach 1989-2015?
W dniu 15 sierpnia 1920 r. Matka Boża trzymała jednak w ręku tarczę, którą osłaniała Polaków. Jednak ci nadal ginęli, choć część pocisków bolszewickich odbijała się od tej tarczy i powracała do bolszewików.
Wynikałoby stąd, że Matka Boża będzie nadal starała się nas bronić i eliminować niektóre skutki Bożego gniewu, że jednak nie pozwoli nam zginąć.

11. Dlaczego za Matką Bożą, w trakcie drugiego objawienia, byli zbrojni rycerze?

Bolszewiccy świadkowie objawienia z 14 sierpnia 1920 r. zeznawali, przypomnijmy, że za Matką Bożą stały „oddziały przerażających skrzydlatych, konnych rycerzy, zakutych w pobłyskujące mimo ciemności stalowe zbroje, pokryte lamparcimi skórami”. Oddziały te, według zeznań świadków, przygotowywały się do ataku.
Matka Boża wyraźnie sygnalizowała, że jeśli Polacy nie dadzą sobie rady Ona sama, poprzez swoje wojsko, rozstrzygnie bitwę.
Te oddziały zbrojnych rycerzy, ich wygląd, gotowość do ataku, jeszcze bardziej przeraziły bolszewików.
Zauważmy, że nie ma wątpliwości co do tego, że były to oddziały husarii. Rycerze ci wyglądali, z opisu bolszewików, jak husarze. Jednym z istotnych elementów charakterystycznych, były te lamparcie skóry.
Oddziały husarskie były to najbardziej skuteczne i niezwyciężone oddziały w historii Polski (jeżeli nie świata). Rozbijały one i druzgotały oddziały wroga, zarówno oddziały konnicy jak i piechoty, i nikt nie był w stanie ich powstrzymać.
Ich skuteczność i sława wywarła w swoim czasie tak wielkie wrażenie an Rosjanach, że wielokrotnie ponawiali próby, zresztą nieudane, utworzenie swoich oddziałów husarii.
Gdy Jan Kazimierz udawał się do Lwowa – do miejsca, w którym złożył swoje śluby Matce Bożej towarzyszyło mu w drodze i chroniło go 200 husarzy (dwie chorągwie).

12. Dlaczego Matka Boża ukazała się bez korony?

Jeśli wiedzielibyśmy tylko tyle, że w dniach 14 i 15 sierpniach 1920 r. pojawiła nad polami Bitwy Warszawskiej Matka Boża w postaci takiej w jakiej jest na obrazie Matki Bożej Łaskawej doszlibyśmy sami do jedynego, wydawałoby się, wniosku: nad tą Matką Bożą musiało unosić się dwóch aniołów trzymających w rękach koronę. Tę scenę odczytalibyśmy jednoznacznie: Matka Boża oczekuje, że wreszcie nastąpi Jej koronacja, że zostanie w pełni i realnie Królową Polski.
Gdyby jednak poinformowano nas, że bolszewicy żadnych aniołów z koroną nie widzieli doszlibyśmy do wniosku, że Matka Boża pojawiła się w koronie na głowie.
Obraz Matki Bożej Łaskawej z Warszawy ukazuje Matkę Bożą bezpośrednio przed koronacją. Aniołowie spływają z góry, aby nałożyć jej koronę. Pojawia się tu wyraźne wezwanie: Matkę Boża należy koronować na Królową Polski.
Ktoś mógłby założyć, że Matka Boża w dniach 14 i 15 sierpnia 1920 r. pojawiła się w koronie uznając, że może się już po Ślubach Lwowskich i innych obietnicach i ślubowaniach Polaków pokazywać w koronie.
A jednak Matka Boża pojawiała się w 1920 r. bez korony (czy to nad głową czy na głowie).
I oto mamy również dopowiedzenie do odpowiedzi an pytanie: „Dlaczego Matka Boża w 1920 r. ukazała się tylko bolszewikom?”.
Występując bez korony Matka Boża tak jakby powiedziała Polakom: „Ciągle powtarzacie, że obieracie mnie na Królowa Polski, ale to są tylko słowa. Nic z tego w praktyce nie wynika”.
Matka Boża Łaskawa ukazująca się w 1920 r. bez korony i tylko Rosjanom łaje Polaków, przesyła nam ostrzeżenie, uświadamia, że się Jej Polacy sprzeniewierzyli.
To powinno nami wstrząsnąć, to powinno nas obudzić.
Być może w okresie międzywojennym uświadomiono sobie taką wymowę objawienia z 1920 r. i również z tego powodu je wyciszono.