Rozdział II – Wielki krach i islamska rewolucja w Europie

Szatan, gdzieś w początkach swojej działalności wypracował sobie plan zniszczenia chrześcijaństwa, przejęcia władzy na świecie, stworzenia swojego kościoła, ogłoszenia się królem i bogiem.
Od początku zaczął dobierać sobie ludzi jako swych pomocników. Bez nich nie miałby żadnej szansy. Ludziom tym obiecywał „złote góry”, bogactwo i władzę, wmawiał im, że osiągną to do czego on zmierza – też zostaną w końcu bogami.
W pewnym momencie ci pomocnicy utworzyli masonerię. Masoneria, przypomnijmy. jest właśnie nazywana przez Kościół w jego dokumentach, „pomocnikami szatana na ziemi”.
Pomocnicy ci ten plan konkretyzowali i wprowadzali w życie.
Dotyczył on dwóch podstawowych płaszczyzn: duchowej (w tym oczywiście moralnej) i materialnej (finansowej, gospodarczej i politycznej).
Tylko zwycięstwo w obu płaszczyznach gwarantowało szatanowi i masonom osiągnięcie ujętych w pierwszym akapicie celów.
Początkowo szatan wyraźnie uznawał, że można „pójść na skróty”, wykorzystać ziemskich władców do tego, by fizycznie wyeliminować chrześcijan, dosłownie zburzyć i wymordować Kościół.
W ten sposób, jak uznawali masoni, można najszybciej wyeliminować „z gry” Boga – Chrystusa, zniszczyć Jego Kościół, przekształcić ludzi z dzieci Bożych w „dzieci szatana”, zbudować oficjalny Antykościół.
W tym celu masoni tworzyli różne sekty, wywoływali rewolucje ( w tym te, z którymi wiązali największe nadzieje: francuską i bolszewicką), tworzyli ustroje polityczne (takie jak w Meksyku czy w Rosji). Szatan pomagał im tworząc takie jak islam „wielkie religie” i uruchamiając je, by zniszczyły świat chrześcijański. Pierwszą wielką próbą było wysłanie na Europę największej w dziejach armii islamskiej Kara Mustafy, którą Sobieski zatrzymał pod Wiedniem.
Te wszystkie próby nie były na tyle skuteczne, by to satysfakcjonowało tak szatana jak i jego pomocników. Chrześcijanie potrafili się bronić, a gdy jednak fizycznie przegrywali zwyciężali duchowo.

1. „Trzeba zniszczyć Kościół zepsuciem obyczajów”

Masoni (w porozumieniu z szatanem) szybko doszli do wniosku, że sama eksterminacja chrześcijan nie wystarczy, że nie będzie skuteczna, że często będzie tylko powodować, że Kościół zejdzie do podziemia, że w istocie będzie się umacniać, bo przykład, modlitwa i krew męczenników będą wyposażać chrześcijaństwo w nową, olbrzymią duchową i moralną siłę.
Św. Maksymilian Maria Kolbe zauważył, że masoneria w pewnym momencie przyjęła nową, szeroko zakrojoną, taktykę: zniszczyć Kościół zepsuciem obyczajów.
Uruchomili tu literaturę piękną (która stawała się coraz mniej piękna, a coraz bardziej mroczna i diaboliczna), prasę, o której destruktywnym, demoralizującym wpływie pisał już św. Maksymilian Kolbe, a potem nowe środki przekazu (środki masowej duchowej zagłady), film, radio, telewizję, gry komputerowe wreszcie Internet
Demoralizacja społeczeństw, ich laicyzacja i poganizacja następowały lawinowo, w coraz szerszym zakresie i z coraz większą intensywnością i coraz bardziej skutecznie.
W pewnym momencie użyto nowego „intelektualnego” narzędzia: politycznej poprawności. Był to zespół masońskich dogmatów dotyczących wszystkich praktycznie sfer życia (ale głównie porządku duchowego i moralnego), nowy sposób myślenia, nowy typ cenzury „obyczajowej” (dobro i prawda są zabronione; dokładnie jak w „Państwie” Platona).
Masoni krzycząc o wolności i stawiając ją na piedestale prali ludzkie mózgi tak, by nie pozostał tam nawet ślad prawdziwej wolności, przywiązania do niej, umiłowania jej. W to miejsce wprowadzali nowe pojęcie (używając starego słowa), równając wolność ze swobodą, a swobodę traktując jako tylko swobodę grzeszenia.
Jednocześnie masoni budowali ołtarze dla seksu, pieniądza i konsumpcji. Hasło „Hulaj dusza piekła nie ma” starali się przekształcić w nowe, pierwsze przykazanie.

2. Rozsadzanie Kościoła od środka – modernizm

Obok tego masoneria przyjęła jeszcze inny plan: rozmydlić Kościół, rozwodnić, nasączyć go szatańskimi elementami i wątkami, pogubić wyznawców Chrystusa w zwodniczych i fałszywych naukach, zinfiltrować go, wprowadzić do niego swoich agentów, zacząć rozsadzać go od środka, powodować pęknięcia w jego gmachu, a przede wszystkim w jego fundamentach.
Jednym z wielkich i bardzo udanych eksperymentów szatana i jego pomocników masonów był protestantyzm. Praktyczne zlikwidował on chrześcijaństwo na wielu terenach, na których dotąd było ono wszechobecne.
Doświadczenia zyskane w trakcie przebiegu tego eksperymentu masoni wykorzystali tworząc swoisty kryptoprotestantyzm w samym sercu Kościoła katolickiego. Tak powstał modernizm. Kościół bronił się długo przed tą trucizną. Efektem tego była, między innymi, „Encyklika Ojca Świętego Piusa X o zasadach modernistów” i „Przysięga antymodernistyczna”.
Przed modernizmem przestrzegała, jak wszystko na to wskazuje, Matka Boża w Fatimie w Trzeciej Tajemnicy (o czym piszę w książce pt. „Fatima i masonerii – czy Trzecia Tajemnica Fatimska wypełni się w 2017 roku czy później?”) mówiąc tam o zagrożeniu jakie płynie dla Kościoła ze strony „złego soboru” i „złej liturgii”.
O miejscu modernizmu w dzisiejszym Kościele, roli jaką spełnia dziś w jego patologizowaniu, o jego metodach rozmywania doktryny będę pisał obszerniej w książce pt. „Masoneria polska 2017 – w centrum wydarzeń”.

3. Rozsadzanie Kościoła od środka – kult człowieka

Metodą duchowego osłabiania Kościoła i kierowania go na manowce jest też wprowadzanie przez masonów w katolickie myślenie i duszpasterską praktykę w istocie sensu stricte masońskiego kultu człowieka, zastępowanie zasady „wszystko dla Boga” zasadą „wszystko dla człowieka”.
Pojawiają się tu takie myśli jak „człowiek centrum Kościoła”, takie modlitwy jak „by człowiek był w centrum każdego państwa”, takie mantry jak „Chrystus nas kocha” (przemilczanie prawdy, że chrześcijaństwo jest żywe wtedy, gdy człowiek kocha Chrystusa) czy „Chrystus lekarstwem na wszystko” (zamiast „wszystko dla Chrystusa”), „człowiek ma wzrastać” (zamiast „On ma wzrastać”).
W tej perspektywie przyznaje się status wartości ambicji zamiast mówić o tym, że każdy powinien zidentyfikować to miejsce i rolę, które wyznaczył mu Bóg itd., itp.
O tym też będę więcej pisał w książce pt. „Masoneria polska 2017 – w centrum wydarzeń”.

4. Rozsadzanie Kościoła od środka – równanie fałszu z prawdą

To zadanie masoneria realizuje w dwóch perspektywach.
Po pierwsze, wprowadzając w myślenie, język i praktykę Kościoła obcą mu całkowicie doktrynę tolerancji, co powoduje, że fałsz i zło są traktowane na równi z prawdą i dobrem i, z reguły, w bardzo wielu perspektywach, nie są nazywane po imieniu.
Po drugie, dokonując rozlicznych manipulacji w perspektywach wyznaczonych przez Sobór Watykański II a związanych z terminami ekumenizm i dialog międzyreligijny. Miało to być, początkowo „uzgodnienie stanowisk”, „odnalezienie punktów stycznych czy wspólnych”, „współpraca w dobru”, np. w obronie życia nienarodzonych czy w zwalczaniu dechrystianizacji czy demoralizacji.
Nim się kto obejrzał stało się to rozmywaniem granic najpierw pomiędzy katolicyzmem a protestantyzmem i prawosławiem, a potem pomiędzy chrześcijaństwem i tzw. wielkimi religiami.
Gdy w Kościele królowała zdrowa doktryna i prawda nazywało się protestantów heretykami. Teraz nazywa się ich „braćmi odłączonymi” i już w zasadzie nie mówi się o tym, że gdyby katolik głosił to, co protestant to popełniałby grzech przeciwko Duchowi Świętemu i przekreślał tym samym swoje zbawienie.
Wiele lat temu prowadziłem warsztaty dziennikarskie dla młodzieży ze szkół katolickich. Mieli to być z założenia najlepsi z najlepszych. Gdy na jednym z warsztatów zadałem pytanie: „Dlaczego jesteś katolikiem, a nie protestantem?” usłyszałem odpowiedź: „Bo urodziłem się w rodzinie katolickiej”. Gdy zadałem pytanie: „Czy innych powodów nie ma?” (chciałem usłyszeć odpowiedź: „Bo tylko katolicyzm jest prawdziwym chrześcijaństwem”) młodzież chórem zakrzyknęła: „Nie”.
„Zbliżenie” katolików (w tym duchownych i biskupów) z innymi religiami przybiera postać, która nie jest już niczym innym niż wymarzonym przez masonów „chrześcijaństwem wodnikowym”, które jest tylko pewną modyfikacją masońskiej religii dla ludu, czyli New Age. Inne religie traktuje się tu jako „odmienne drogi” do tego samego celu. W książce pt. „Islamizacja Polski – pierwszy” przytaczam następujące, przykładowe, wypowiedzi polskich biskupów w tej perspektywie: „To Bóg stworzył muzułmanów”,, „Muzułmanin to człowiek, który poświęcił się Bogu” (bp. Tadeusz Pikus), „Duch Święty działa w islamie” ( bp Grzegorz Ryś)1.
Następny rozdział będzie poświęcony temu problemowi, ujawni jak poprzez „dialog międzyreligijny” następuje zbratanie się z samymi masonami.

5. Czym jest ekonomia magiczna i jak zaczęła funkcjonować?

Tutaj skupimy naszą uwagę na tych elementach programu i planu masonerii, które związane są z perspektywą materialną i dotyczą przejęcia przez nich władzy na świecie (utworzenia niedemokratycznego rządu światowego), tych elementach, których wdrożenie planowane było, jak wiele na to wskazuje, na rok 2017 (z rozdziału IV można wyciągnąć wniosek, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że w tym roku to im się jednak nie uda).
Plan, który ułożyła sobie, w tej płaszczyźnie, masoneria zakładał kilka etapów i porządków.
W pierwszym rzędzie miało to być przejęcie finansów światowych poprzez zastosowanie zasad ekonomi magicznej, jak również doprowadzenie do tego, że ta ekonomia stanie się ekonomią przyjętą przez ludzkość.
Ekonomia magiczna to, jak sama nazwa wskazuje, ekonomia, w której za podstawowe narzędzie uznaje się „czarodziejską różdżkę”., to ekonomia, której zastosowanie polega na tym, że robi się różne „czary, mary”, tak, że to co jest efektem pracy społeczeństw i narodów staje się własnością pomocników szatana, od pewnego momentu masonerii.
Ekonomia ta narodziła się już w swoim dojrzałym kształcie prawdopodobnie, jak pisaliśmy o tym w poprzednim rozdziale, za czasów rozkwitu interesu Medyceuszy, gdy w rozliczeniach finansowych zaczęto w znacznym stopniu posługiwać się czymś, co dzisiaj nazwano by papierami wartościowymi. Stała się ekonomią obowiązującą na całym świecie, jeszcze w ograniczonym zakresie, w 1971 r., a pojawiła się bez ograniczeń po roku 2000.
Jej początków należy oczywiście szukać w zamierzchłej przeszłości (na długo jeszcze przed pojawieniem się banku Medyceuszy).
Załóżmy, dla uproszczenia, że to był pomysł jednego spłukanego bankiera-„alchemika” i początkowo był wdrażany w życie jako swoisty eksperyment. Musiało to mieć miejsce w takich czasach, w których Europę oplatała już sieć banków (w jej głównych ośrodkach handlowych i na trasach handlowych i pielgrzymkowych musiały funkcjonować kantory bankierów).
Nasz spłukany bankier, nazwijmy go A zawarł umowę z innymi bankierami, że będą honorować jego zaświadczenia i wydawać (za opłatą np. 5% od każdej transakcji) klientom taką ilość złoto na jaką opiewa dane zaświadczenie, a odbierać to złoto od bankiera po np. 13 miesiącach od dnia wydania złota za co on im zapłaci kolejne 5%. Teraz A czekał na klienta. Pewnego dnia pojawiał się klient B, który zostawił u niego 1, 2 kg złota i otrzymał 100 zaświadczeń każde dotyczące 10 dkg złota (w sumie na 1 kg złota; te 200 gram to była opłata za tę usługę)). B udawał się w interesach na drugi koniec Europy i bał się wieźć ze sobą złoto (obawiał się rozbójników). W następnym tygodniu u bankiera A pojawiło się 100 klientów, z których każdy chciał pożyczyć 1 kg złota (każdy z nich jak klient B udawał się w interesach na drugi koniec Europy i każdy z nich nie miał złota (miał majątek ziemski). Każdemu z nich A pokazywał kg złota. Mówił: „Pożyczam go panu na rok”, wydawał zaświadczenia na 1 kg złota i podpisywał umowę, że w ciągu roku zwrócą mu 1, 3 kg złota (zastawem były dobra ziemskie o przynajmniej dwukrotnej w stosunku do 1, 3 kg złota wartości). Pan B i pozostałych 100 klientów pobrali na te zaświadczenia w sumie 100 kg „złota” (w istocie był, przypomnijmy tylko 1 kg). Następnie po roku wracali do bankiera A i oddawali mu figurujące w umowach sumy. W ten sposób już po roku pan A posiadał w swoim sejfie 131, 2 kg złota. Po trzynastu miesiącach zgłaszali się do niego bankierzy z całej Europy i wydał im 105, 05 kg złota. W ten sposób w ciągu roku zarobił (nie posiadając w punkcie wyjścia ani grosza i nie dokonując żadnych inwestycji) 26,15 kg złota stając się tym samym najbogatszym człowiekiem w danej krainie. Dokonało się to w magiczny sposób – za „dotknięciem czarodziejskiej różdżki”.
Oczywiście istniało tu pewne ryzyko. Największe związane było z tym, że ktoś wykryłby charakter tej operacji. Wtedy bankier A natychmiast zawisłby na szubienicy. Uznano by go bowiem za groźnego oszusta i złodzieja. Bankierzy „alchemicy” stosowali zatem zasady ekonomi magicznej ostrożnie w bardzo ograniczonym zakresie, wystarczającym jednak do tego, by bogacić się jak nikt w Europie. Po kilkuset latach ich prawnukowie dysponowali majątkiem większym niż budżety wielkich państw.
Oczywiście poprzez lata i wieki system tych „zaświadczeń” stawał się coraz bardziej skomplikowany (rodziły się wciąż nowe ich formy) i wydłużał się coraz bardziej, w wielu wypadkach, okres, od momentu ich wystawienia do momentu zamiany ich na złoto.
Ekonomia magiczna funkcjonowała do początku XX w. na marginesie normalnej opartej na obiektywnych podstawach ekonomii. Jej funkcjonowanie było skrzętnie chronioną tajemnicą i o tym że ma miejsce wiedzieli tylko nieliczni wtajemniczeni.
Wszystko zaczęło się zmieniać wraz z powstaniem w 1913 r. Funduszu Rezerwy Federalnej. Rozpoczął się wtedy trwający niecałe 100 lat proces przekształcania światowych finansów i systemu bankowego zmierzający do całkowitego zastąpienia ekonomii naturalnej ekonomią magiczną. Proces ten opisałem szczegółowo w dwóch książkach: „Polska i masoneria – w przededniu wielkiego krachu” i „Masoneria polska 2014”. W tej pierwszej książce ujawniłem jak ekonomia magiczna funkcjonuje w polskich realiach (ale również gdzie indziej) i do czego to prowadzi (jakie są i będą skutki dla Polski). W tej drugiej scharakteryzowałem szczegółowo przebieg tego procesu od 1913 do 2014 r. i udowodniłem, że jest on tak kształtowany, by doprowadzić do wielkiego krachu, który zmiecie cały ten system i wytworzy warunki, w którym masoneria będzie mogła „wziąć wszystko”.
Przypomnijmy tutaj tylko zatem, w pewnym skrócie, najważniejsze fakty i wnioski, które należy z nich wyprowadzić.

6. Ekonomia magiczna: powstanie Funduszu Rezerwy Federalnej – początek wprowadzania nowego porządku w finansach

Mayer Rothschild (1744-1812), założyciel dynastii finansowej rodziny Rothschildów wypowiedział kiedyś zdanie, które stało się pierwszą zasadą działania masonerii, zasadą, której realizacja miała ją doprowadzić do wytworzenia świata, nad którym będzie sprawować kontrolę już nie tylko w perspektywie finansowej czy gospodarczej, ale i politycznej (a co za tym idzie również, w coraz większym stopniu we wszelkich pozostałych dziedzinach). Zdanie to brzmiało: „Dopóki jestem w stanie kontrolować emisję pieniądza w danym kraju, nie dbam o to, kto w nim stanowi prawo”2.
Fundusz Rezerwy Federalnej został powołany do życia w 1913 r. przez grupę finansistów i polityków, nazwaną potem „Niewidzialnym Rządem” (większość z nich w taki czy inny sposób powiązana była z rodziną Rockefellerów). Efekt tego był taki, że przeniesiono prawo wytwarzania pieniędzy (dolarów) z amerykańskiego rządu na prywatną grupę finansistów (dolar stał się własnością prywatną), co spowodowało, że powstał największy na świecie prywatny „generator długów”3.
Skutek tego był również taki, że powstała druga władza tak gospodarcza jak i polityczna. Tak to określił w latach sześćdziesiątych XX w. amerykański kongresmen Wright Patman: „W dzisiejszych Stanach Zjednoczonych mamy w efekcie dwa rządy… Mamy prawidłowo ukonstytuowany rząd… Potem mamy niezależny, niekontrolowany i nie podlegający koordynacji rząd w postaci Systemu Rezerwy Federalnej”4.
Warto przy okazji zauważyć, że jednym z pierwszych aktów Rezerwy było pożyczenie pieniędzy komunistom w Rosji w trakcie trwania rewolucji5.
Obecnie System Rezerwy Federalnej należy do kilkunastu banków, personalnie do kilkuset osób (w tym obok przedstawicieli rodziny Rockefellerów również do przedstawicieli rodziny Rothschildów, Morganów i Warburgów). System nie jest, nawet formalnie, agencją rządową. Rząd USA nie posiada w nim żadnych udziałów. Decyzje władz Systemu zapadają na tajnych zebraniach, a protokoły z nich są od lat siedemdziesiątych XX w. niszczone. Kumuluje on około jednej szóstej całego bogactwa świata i jak pisze T. Flynn: „W praktyce ów system kontrolowania narodów okazał się całkiem prosty. (…) bankierzy globalni kontrolują dopływ pieniędzy, który mogą przeciąć lub uwolnić. Na wąskim rynku ludzie nie będą w stanie uzyskać tyle, ile potrzebują i wkroczą bankierzy i przejmą kontrolę lub przechwycą dostępne środki”6.
Ponadto osoby kontrolujące System wywołują inflację i deflację pieniądza osiągając przy tym ogromne zyski kosztem społeczeństw. Mogą też wywoływać (i wywołują) lokalne i światowe kryzysy finansowe oraz sterować nimi. System finansuje też wojny. I tak np. 70% kosztów I wojny światowej „pokryto poprzez inflację, a nie z podatków, a proces ten przeprowadził System Rezerwy Federalnej”7.
W drugiej połowie XX w., jak zauważa to choćby E. G. Griffin, System Rezerwy Federalnej (Fed) stał się podstawowym mechanizmem zagłady gospodarki światowej i w jakiejś mierze całej współczesnej cywilizacji8.
Zwróćmy tu uwagę na pewną ważną kwestię.
Do czasu powołania Fed-u dolar był pieniądzem naturalnym. Miał jako pieniądz obiektywną, niezależną od woli jakiegokolwiek człowieka czy całego społeczeństwa, wartość. Albo był ze złota (złote monety) albo posiadał pokrycie w złocie, co oznaczało, że w każdym momencie każdy papierowy banknot można było łatwo wymienić na odpowiednią porcję kruszcu.
Powodowało to, że od momentu jego powstania do 1913 r. nie znano takiego zjawiska jak inflacja (ludzie mogli spokojnie przez kolejne pokolenia oszczędzać w dolarach; ich oszczędności nie traciły na wartości).
Fed miał tego pilnować, nie dopuścić, by rządzący politycy ze względu na swoje polityczne, sprzeczne ze społecznymi, interesy majstrowali przy pieniądzu.
Fed obiecał na początek tylko jedno: dolar będzie miał pokrycie w złocie.
Nie było mowy o drugiej zasadzie (wręcz dogmacie), który musi towarzyszyć papierowym pieniądzom opartym na parytecie złota.
Zasada ta jest taka. Powołując do życia papierowy pieniądz powołuje się go jak znak dla określonej porcji złota. W banku leży złoto, a poza bankiem reprezentują je banknoty. Powołuje się do życia np. dolar i ustala się np., że jeden dolar to jeden gram złota. W bankach jest np. 100 tom złota. Oznacza to, że w ludzkich rękach (a więc na tzw. rynku – w obiegu) może być nie mniej i nie więcej niż tyle dolarów ile jest gramów złota w tych stu tonach. Jeśli chcemy zwiększyć ilość dolarów w obiegu musimy zwiększyć ilość złota w bankach.
To jest ten drugi dogmat. Jeśli go naruszmy cały system się zawali i pojawi się na jego miejsce inny, już złodziejski, system.
W jaki sposób Fed mógł wywołać inflację i sfinansować w ten sposób 70% kosztów I wojny światowej. Nic nie mówiąc nikomu zaczął on dodrukowywać dolary nie zmieniając ilości złota w bankach. Spowodowało to złamanie drugiej zasady. W praktyce po kilku latach okazało się, że 1 dolar to znak dla 0,5 grama a nie dla 1 grama złota.
Fed mógł potem, zarabiając na tym krocie wywołać deflację (zwiększenie wartości dolara) zwiększając ilość złota w bankach, a nie zwiększając ilości banknotów w obiegu.
Na początku lat trzydziestych coraz więcej było takich, którzy podejrzewali, że „coś jest nie tak” z dolarem, że Fed „chachmęci” .
Podejrzewał to i nowy prezydent Franklin Delano Roosevelt, który zaczął urzędować w dniu 4 marca 1933 r. Już w dniu 6 marca Roosevelt nakazał zamknąć wszystkie banki w USA „aż do momentu – jak czytamy w pracy Songa Hongbinga „Wojna o pieniądz” – kiedy zostanie zakończone dochodzenie dotyczące salda na wszystkich rachunkach bankowych”. Było to bezprecedensowe wydarzenie w historii bankowości. Stan ten trwał 10 dni. Po tych 10 dniach, gdy zapoznano prezydenta z wynikami kontroli natychmiast „schował głowę w piasek” i nigdy już nie wracał do tej sprawy9.
Interesujący jest fakt, że szybko ktoś (mogła to być tylko masoneria) przekonał Roosevelta nie tylko do tego, że Fed jest „w porządku”, ale również do tego by zmienić system finansowy w USA i zrezygnować z parytetu złota. Roosevelt zaczął te kwestię konsultować. Decydująca była dla niego opinia Thomasa Gore`a, jednego z najbardziej wykształconych i światłych kongresmenów. Gore powiedział mu krótko: „To jest ewidentna kradzież – czyż nie – panie prezydencie?”. To zapewne zadecydowało. Parytet złota pozostał10.
Nadal jednak coraz głośniej mówiło się, że Fed to „złodzieje”. Najlepiej, i najgłośniej, wraził to Eustace Mullins, autor książki pt. „Tajemnice Rezerwy Federalnej” („The Secrets of the Federal Reserve”): „W latach 1913-1949 środki trwałe Rezerwy Federalnej gwałtownie zwiększyły swą wartość ze 143 milionów do 450 miliardów dolarów. Te pieniądze bezpośrednio wpłynęły do kieszeni udziałowców Rezerwy Federalnej”11.
Pewnym tłumaczeniem tego zjawiska jest fragment tekstu (który miał prawdopodobnie stanowić reklamę Fed-u), pod którym podpisany jest bank Rezerwy Federalnej w Bostonie: „Kiedy wypisujesz nam czek, na naszym rachunku musi być wystarczająca ilość pieniędzy potrzebna do wypłacenia całej sumy, na którą on opiewa. Jednakże kiedy rezerwa Federalna wypisuje czek, na koncie w banku nie ma ani centa pokrycia dla owego czeku. Kiedy Rezerwa Federalna wypisuje czek, to tym samym tworzy pieniądze”12.

7. Ekonomia magiczna: Konferencja w Bretton Woods w 1944 r. – drugi etap wprowadzania nowego porządku w finansach

W Bretton Woods w New Hampshire w USA zebrali się w 1944 r. przedstawiciele 44 państw i ustalili na skutek dyktatu Systemu Rezerwy Federalnej nowy porządek walutowy wspólnoty narodów. Polegał on na uznaniu „hegemonii dolara jako jedynej waluty wymienianej przez zagraniczne banki na złoto”. Na konferencji tej utworzono dwie instytucje mające strzec tego porządku: Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Bank Światowy (Międzynarodowy Bank Rozbudowy i Rozwoju)13.
Tak o skutkach tego wydarzenia pisze James Dines w książce pt. „The invisibile Crash”: „MFW wymagał, aby każdy kraj ustalał parytet swojej waluty w złocie lub dolarach amerykańskich przy czym kursy walut mogły się wahać tylko w granicach 1% w górę lub w dół od kursu parytetowego. Aby dać innym państwom czas na uporanie się z brakiem równowagi w ich międzynarodowym obrocie płatniczym, Fundusz udzielał im kredytów z własnych środków. Kredyty kastrowały potęgę złota, w ten sposób traciło ono bowiem swoją dyscyplinującą funkcję i rolę, zmuszającą państwa do utrzymania poziomu importu i eksportu we względnej równowadze. Ten fatalny błąd spowodował całkowite rozregulowanie mechanizmu międzynarodowej równowagi. Złota kotwica została zepsuta i zerwana. Gdy jakiś kraj nie mógł wyrównać swojego bilansu płatniczego poprzez wprowadzenie ograniczeń, czyli oszczędności, mógł odtąd po prostu zmienić parytet własnej waluty, co eliminowało deflację i tworzyło atmosferę ustawicznej euforii. Tak więc waluty wszystkich państw sprzęgnięto z dolarem i każdą wyrażono w tej właśnie walucie, po określonym kursie. Dolar amerykański był z kolei powiązany ze złotem i stał się miarą jego wartości. Tylko Stany Zjednoczone mogły zmieniać cenę złota, pozostałe kraje były zmuszone do dokonywania rewaloryzacji lub dewaluacji w odniesieniu do dolara. Niewiarygodna władza, którą dzięki temu zyskały Stany Zjednoczone (w istocie: System Rezerwy Federalnej – dop. S. K.), została ostatecznie nadużyta i wykorzystana w fatalny sposób…”14.
Ten sam autor stwierdza: „W Bretton Woods postanowiono także, że na rezerwy walutowe jakiegoś państwa może się składać złoto lub waluty podlegające konwersji na złoto. I to był właściwie śmiertelny cios. W grę wchodził dolar amerykański, a później również funt brytyjski, w okresie, gdy był silną walutą i można go było swobodnie zamieniać na złoto. Cios był śmiertelny, ponieważ nikt nie przewidział, że dolar zostanie kompletnie zniszczony. W rezultacie podkopano praktycznie każdą walutę, inicjując międzynarodową inflację, jakiej świat nigdy dotąd nie widział”15.
Ferdinand Lips pisze: „Z chwilą wejścia w życie układu z Bretton Woods Amerykanie zobowiązali się, że utrzymają wartość dolara, kupując i sprzedając nieograniczone ilości złota po 35 dolarów za uncję. Jak na ironię zobowiązali się także do wypłacania złota zagranicznym bankom centralnym, ale nie własnym obywatelom, którym odebrano prawo do posiadania złota. Często nie dotrzymywano przyrzeczenia, bo rząd amerykański pozbyłby się całego zapasu złota. Aby udaremnić odpływ złota ze Stanów Zjednoczonych, od czasu do czasu wywierano także naciski dyplomatyczne. James Dines przywołuje sytuację, gdy prezydent Johnson powstrzymał Niemcy przed zamianą ich dolarów na złoto, kolejny raz przypominając Niemcom, że między nimi a Rosjanami nadal stacjonują amerykańskie wojska”16.
Cały system funkcjonował zatem faktycznie tylko w oparciu o dobrą wolę „Amerykanów”. Opierał się też na wierze, że dolar amerykański ma pokrycie w złocie i System Rezerwy Federalnej nie dodrukowuje dolarów bez pokrycia według własnego widzi mi się. Nikt tego jednak nie był w stanie sprawdzić. Jedyną metodą sprawdzenia była bowiem dokonana w USA wymiana dolarów na złoto. Wszyscy jednak w połowie XX wieku zdawali sobie sprawę z tego, że taka wymiana nie jest już możliwa, że jest więcej dolarów niż złota. System Rezerwy Federalnej faktycznie drukował coraz więcej dolarów i posiadał, zgodnie z obowiązującym prawem coraz mniej złota. I tak np. w dniu 18 marca 1968 r. Kongres USA zlikwidował regulację, która narzucała na System przymus posiadania złota o wartości stanowiącej 25% emitowanych dolarów17.
Wszystkie kraje, których przedstawiciele byli obecni na konferencji w Bretton Woods i zobowiązali się w ich imieniu do przestrzegania ustaleń tej konferencji wpadły w potrójną i to, można powiedzieć z całą mocą, śmiertelną pułapkę.
Po pierwsze stały się na lata 1944-1970 zakładnikami Funduszu Rezerwy Federalnej i musiał „tańczyć” tak jak ona „zagra” tracąc tym samym nie tylko suwerenność finansową, ale również w znacznej mierze niepodległość.
Po drugie, musiały, chcąc nie chcąc, płacić coroczny coraz większy, horrendalny haracz na rzecz masonów (nie na rzecz USA, lecz formalnie na rzecz Międzynarodowego Funduszu Walutowego, Banku Światowego i Fed-u).
Po trzecie, los ich walut, tego co wyznacza tak wiele ważnych płaszczyzn w życiu państw, społeczeństw i jednostek był całkowicie w rękach obcych, którzy w każdej chwili mogli te waluty zniszczyć (i zrobili to w 1971 r. rozpoczynając proces rozkładu światowych finansów i światowej gospodarki).

8. Ekonomia magiczna: rok 1963 – symptomy rozkładu

Jedyną chyba osobą ze świecznika w USA, która próbowała w sposób zdecydowany powstrzymać opisywany tu proces poddawania światowych finansów zasadom ekonomii magicznej był prezydent Edward Kennedy. Doskanel zdawał sobie sprawę z tego, że rząd USA nie panuje już nad finansami państwa i że taka sytuacja prowadzi do upadku gospodarki USA. Wiedział też, jak wszystko na to wskazuje (patrz rozdział następny), że taką sytuację spowodowały „tajne organizacje”. Pragnąc temu przeciwdziałać „chciał – jak stwierdza Hongbing – wyrwać prawo do emisji waluty z rąk prywatnego banku centralnego – Rezerwy Federalnej”18.
W dniu 4 czerwca 1963 r. Kennedy podpisał mało znany prezydencki dekret o numerze 11110 zakazujący wyprzedaży rządowego srebra i zawierający instrukcję dla Departamentowi Skarbu, by ten „wykorzystując srebro we wszelkich dostępnych postaciach, włączając srebrne buliony (monety inwestycyjne – dop. S. K.), srebrne monety oraz standardowe srebrne dolary, dokonał emisji srebrnych certyfikatów, tak by natychmiast weszły one do obiegu pieniężnego”19.
Miała to być największa rewolucja w dziejach finansów USA. „Gdyby ten plan wszedł w życie – pisze Hongbing – amerykański rząd stopniowo pozbyłby się przymusu pożyczania pieniędzy z Rezerwy, a przede wszystkim wypłacania jej absurdalnie wysokich odsetek. Co więcej pieniądz wsparty przez srebro nie jest zaciągniętym debetem na przyszłość pieniądza długu, ale opartym o fizyczne rezultaty ludzkiej pracy uczciwym pieniądzem. Wejście srebrnych certyfikatów w obieg pieniężny stopniowo miałoby zmniejszać znajdującą się w nim liczbę emitowanych przez Rezerwę Federalną dolarów, co najprawdopodobniej ostatecznie doprowadziłoby banki Rezerwy Federalnej do bankructwa. W przypadku utraty kontroli nad prawem do emisji pieniądza, międzynarodowi bankierzy utraciliby w dużym stopniu wpływ na kraj wytwarzający najwięcej majątku na świecie. Dla bankierów była to więc kwestia życia i śmierci”20.
Plan Kennedy`ego wszedłby w całości w życie w 1966 r. (wtedy zgromadzono by wystarczające ilości srebra) i System Rezerwy Federalnej przestałby praktycznie istnieć21.
Już jednak w dniu 22 listopada 1963 r. Kennedy został zamordowany. Człowiek oskarżany o jego zastrzelenie – Lee Harvey Oswald (strzelców było najprawdopodobniej kilku) został zabity przez Jacka Rubego – Żyda z rodziny pochodzącej z Sokołowa Podlaskiego. Wszystkie dokumenty, akta i dowody związane z tymi zbrodniami zostały utajnione do 2039 roku22.
Po śmierci Kennedy`ego prezydentem został „z automatu” wiceprezydent Lyndon Baines Johnson. Wcześniejsze stosunki pomiędzy Kennedy`m a Johsonem nie układały się dobrze. Kennedy nie wybrał dobrowolnie Johnsona na wiceprezydenta. Johnson był jego kontrkandydatem w Partii Demokratycznej do nominacji na jej kandydata na prezydenta i przegrał niewielką ilością głosów. Był, jak mówi Hongbing, „człowiekiem bankierów”. W marcu 1964 r. Johnson po przejęciu władzy prezydenckiej „wydał Departamentowi Skarbu dyrektywę nakazującą wstrzymanie wymiany srebrnych certyfikatów na fizyczne srebro”. W ten sposób, stwierdza Hongbing, „nastąpił faktyczny koniec emisji srebrnych certyfikatów”. Działając na rzecz całkowitej eliminacji srebra z dziedziny finansów Johnson w czerwcu 1965 r. wydał dyrektywę, „w której polecił zmniejszyć zawartość czystego srebra w srebrnych monetach”23.
Hongbing jest głęboko przekonany co do tego, że Kennedy zginął z powodu dyrektywy 11110. Wydarzenia te opisuje w punkcie pt. „Prezydencka dyrektywa 11110: wyrok śmierci na Kennedy`ego”. Tak podsumowuje swoje analizy dotyczące tego wydarzenia: „Jednak bankierzy dostrzegli zamiary Kernnedy`go. Zdawali sobie sprawę, że ten szalenie popularny, wręcz uwielbiany prezydent był pewnym zwycięzcą kolejnych wyborów w 1964 roku, co oznaczało jego rządy przez drugą kadencję. Gdyby tak się stało, sytuacja na rynkach walutowych mogłaby całkowicie wymknąć się spod kontroli. Jedynym wyjściem było pozbycie się niewygodnego prezydenta”24.
To, co się stało po śmierci Kennedy`go powinno otrzeźwić przynajmniej polityków europejskich i skłonić ich do natychmiastowego ratowania swoich walut, zabiegania o suwerenność finansową, a zatem do natychmiastowego wycofania się z układu z Bretton Woods. W tym momencie powinny bowiem posiadać już pełną i bolesną świadomość, że ten układ był dla ich krajów samobójczy, a pozostawanie w nim dłużej przypomina dokonywane bez znieczulenia harakiri.
Jednak Europa nie zareagowała na wydarzenia z 1963 r. zachowując się tak jakby nic się nie stało i nic się nie zmieniło, jakby można było sobie mówić: „Jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej”.
Jest to niezrozumiałe. Świadczy o tym, że politycy europejscy tamtych czasów działali świadomie przeciwko interesom swoich państw i narodów, które ich wybrały, ukrywając przed nimi tragiczną dla nich prawdę. Stąd można by wyciągnąć wniosek, że szli na pasku masonów alb sami byli, tak jak np. Mitterrand, wysoko postawionymi masonami.
Jedynym chyba wyjątkiem był de Gaulle, który „pałał szczerą nienawiścią” do „dynastii Bretton Woods” i robił wszystko, by zwiększyć francuskie rezerwy złota25.
Można jeszcze zrozumieć, że wielu polityków europejskich nie protestowało przeciwko układowi z Bretton Woods w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX w., ponieważ ten układ przyspieszał bardzo wzrost dobrobytu w Europie Zachodniej. Jednak już wtedy powinni oni wiedzieć, że to przyspieszenie jest „na kredyt” i że potem trzeba będzie zaciskać pasa i płacić za to bardzo wysoką cenę.
Nie chcę tutaj popełniać „błędu historycznego” i przypisywać ówczesnym politykom wiedzy, którą dziś my mamy. Najprawdopodobniej prawica europejska, która, jak to najczęściej prawica, mało interesowała się kwestią systemu finansowego, nie zauważała problemu lub go bagatelizowała, a lewica robiła „swoje” (czyli spełniała masońskie życzenia).
Co się stało po śmierci Kennedy`ego?
Wydawnictwo „Wektory” wydało w 2016 r. książkę autorstwa Adama LeBora pt. „Wieża w Bazylei. Tajemnicza historia banku, który rządzi światem”, w której opisane zostało to, co stało się wtedy w świecie finansów.
W tym czasie szarą eminencją Fed-u był niejaki Charles Coombs26.
Gdy pojawiał się jakiś poważny problem bankierzy z całego świata zwracali się do niego o opinię lub radę. Od 15 lat pracował on w Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku. W momencie zabójstwa prezydenta był w pracy. Natychmiast dotarła do niego ta informacja oraz informacja o tym, że na giełdach światowych powstała panika. Coomb stwierdził, że dolar jest „śmiertelnie” zagrożony i uznał, że jedyną właściwą decyzją dla jego ratowania będzie „sprzedaż ogromnej ilości obcej waluty”. Był tutaj jednak jeden poważny problem. Prezydent został zastrzelony o godz. 13,30 „czasu wschodniego”, a więc w Europie była godzina 19, 30 i prezesi europejkach banków byli właśnie w drodze do domu (a telefonów komórkowych wtedy nie było), a bez nich Coomb miał związane ręce. Mógł podjąć decyzję bez ich zgody, ale gdyby zaczął sprzedawać waluty w ilościach setek milionów, a „prezesi by zaprotestowali lub odmówili autoryzowania transakcji”, to wtedy „zarówno on, jak i dolar, byliby skończeni”27.
Coombs podejmuje decyzje o godz. 14,00. Nakazuje wystawić na sprzedaż 10 mln marek niemieckich. Po ośmiu minutach Rezerwa Federalna rzuca też na rynek miliony funtów szterlingów, holenderskich guldenów i franków szwajcarskich. O godz. 14,30 Coombs nakazuje poinformować „rynki”, że Fed broniąc dolara dostarczy na rynki „nieograniczone ilości obcej waluty, a w razie potrzeby wycofa z obiegu całe dwa miliardy dolarów w postaci płynnych swapów kredytowych”. Po 14,30 Coombs informuje Alfreda Hayesa, prezesa Banku Rezerwy Federalnej w Nowym Jorku o tym, co zrobił. Kilka godzin potem Coombs uzyskuje połączenia telefoniczne z prezesami wielkich banków europejskich i ci akceptują jego decyzje. Dolar zostaje uratowany.
Przedziwna opowieść, dramatyczna i sensacyjna. Pytanie: czy tylko do końca prawdziwa?
Jedno tu z pewnością jest prawdziwe. W dniu 22 listopada 1963 r. dolar mógł przestać istnieć, a za nim w konsekwencji waluty europejskie.
Był to wtedy i jest teraz, dowód na to, że cały światowy system finansowy już w 1963 r. był tylko oszustwem na wielką skalę, że ekonomia magiczna już wtedy królowała.
Jeśli dolar oparty byłby wtedy faktycznie na parytecie złota i miał w nim pokrycie śmierć amerykańskiego prezydenta nie miałaby żadnego przełożenia na świat finansów.
Było jednak inaczej. Wniosek może być tylko jeden: dolar nie miał już pokrycia w złocie, a zatem nie miał żadnego pokrycia w niczym.
Dlaczego?
Bo masoni zaczęli go pomnażać w magiczny sposób – stwarzali go z niczego i za pośrednictwem „pustego” dolara kosztem narodów, państw i pojedynczych osób prywatnych przejmowali światowe bogactwo zarazem utrzymując świat w przekonaniu, że dolar jest posiadającym swą obiektywną wartość towarem (bo to w istocie złoto), że funkcjonuje obiektywna ekonomia, że wszystko jest uczciwie i sprawiedliwie. Świat w 1963 r. roku (i w w latach 1964-1970) wyglądał tak, że były pewne reguły gry, które stosowali wszyscy oprócz masonów. Efekt był taki, że masoni w przyspieszonym tempie osiągali swoje cele.
Wydaje się, że wyżej opisane wydarzenia są też dodatkowym dowodem na to, że masoni zamordowali Kennedy`ego. Za pięknie i za „bajkowo” to wszystko wygląda. Prawda musi być taka: system finansowy był przygotowany na śmierć Kennedy`go i to dokładnie w tym momencie.

9. Rok 1971: ekonomia magiczna wchodzi w życie na całym świecie

Mało kto ze zwykłych ludzi zauważył, że w 1971 r. zmienił się pieniądz i że zmienił się nie tylko on, ale że zmieniła się cała gospodarka i wiele innych dziedzin, że świat Zachodu przeszedł płynnym ruchem z jednej cywilizacji do drugiej, ze świata realnego wkroczył w świat wirtualny.
Kolejne wydarzenie, które pozwoliło Systemowi Rezerwy Federalnej zastosować mechanizm zagłady gospodarki światowej było ostateczną konsekwencją pierwszego (powstania Fed-u): w dniu 15 sierpnia 1971 r. prezydent Nixon ogłosił, że USA przestają przestrzegać ustaleń układu z Bretton Woods. Dzień ten „stał się punktem zwrotnym w historii amerykańskiego i światowego pieniądza”. Jak stwierdza John Exter, reprezentant Systemu Rezerwy Federalnej: „Oderwanie dolara od złota oznaczało dla Fed-u usunięcie wszelkich ograniczeń związanych z kreowaniem pieniądza przez zakupy rządowych papierów wartościowych. Wynikiem była niespotykana nigdy wcześniej eksplozja długów, która pewnego dnia zmieni się w kontrakcję kredytową, ta zaś z kolei wywoła deflacyjną zapaść i bezprzykładny kryzys ekonomiczny”28.
Co było bezpośrednim powodem ogłoszenia przez Nixona takiej decyzji?
Wyżej już zacytowany Exter odpowiada na to pytanie w artykule pt. „The U.S. and the World are”. Pisze tam, że 10 sierpnia 1971 roku grupa bankierów, ekonomistów i ekspertów finansowych spotkała się w Mantoloking, nadmorskim mieście w Stanie New Jersey, by przedyskutować problem kryzysu finansowego. Na spotkaniu tym był obecny Paul Volcker, podsekretarz Departamentu Skarbu USA, odpowiedzialny za międzynarodowe kwestie walutowe. W pewnym momencie dyskusji Volcker zapytał Extera, co by zrobił w zaistniałej sytuacji. Exter stwierdził krótko, że należy „zamknąć złote okno”. Z tekstu Extera wynika, że Volcker skłonił Nixona do dokonania tego aktu29.
W 1971 r. wytworzono sytuację, w której, jak zauważa Hongbing, System Rezerwy Federalnej mógł w sposób nieograniczony dodrukowywać banknoty dolarowe. „Nieograniczony dodruk banknotów umożliwił korzystanie z owoców pracy innych”. Gdy płacono tymi banknotami wywoływało to inflację na całym świecie, co w praktyce oznaczało, że te wydatki pokrywali zwykli obywatele Ameryki i Europy.
Hongbing tak to komentuje: „Absurdalność, stopień degeneracji i niesprawiedliwość tego układu nie mają precedensu w dziejach”30.
Pisze też: „Gdy 15 sierpnia 1971 roku ostatnia nić łączącą dolar ze złotem została przerwana przez Nixona, nadeszła dla międzynarodowych bankierów długo oczekiwana, ekscytująca chwila. W ten sposób ludzkość po raz pierwszy w dziejach weszła w epokę wyłącznie prawnego środka płatniczego. (…) Nietrudno się domyśleć, że po porzuceniu więzów złota przez świat przemysłowy Zachodu z Rezerwą Federalna w roli głównej, nastąpił okres bezprecedensowego rozwoju kredytu, a emisja waluty osiągnęła poziom pozostający poza wszelką kontrolą i była dokonywana praktycznie na życzenie”31.
W ten sposób został zrealizowany jeden z podstawowych masońskich pomysłów zaprezentowanych w „Atlasie zbuntowanym” Ayn Rand. Jeden z „boskich siłaczy”, bohaterów tej książki, niejaki Danneskjőld rozpoczyna, już w początkach opisywanego w powieści kryzysu, działalność jako pirat. Mówi, że jest przeciwieństwem Robin Hooda i stwierdza: „Zabieram biednym i rozdaję bogatym”32.

10. Magiczne pomnażanie pieniędzy

W poprzednim punkcie padły słowa „nieograniczony dodruk banknotów”. Trzeba, żeby się nie pogubić, pamiętać o tym, by potraktować te słowa jako przenośnię. Trzeba mieć świadomość, że odnosiło się to, ale i tu w ograniczonym zakresie, tylko do dolarów i tylko przez praktycznie pierwsze 10-15 lat. Dolary mogły być dodrukowywane bez ograniczeń, bo ich druk dokonywała prywatna firma „na własny rachunek” (Fed). W państwach europejskich dodrukowywano banknoty tylko z przyczyn praktycznych: państwo musiało zadbać o to, by nie zabrakło gotówki na rynku. Jednak od 1971 r. ci, którzy zarządzali systemem finansowym (czyli masoni) robili wszystko w wielu płaszczyznach (w tym płaszczyźnie, która można nazwać propagandową), by obywatele jak najrzadziej sięgali po gotówką. Wprowadzano na wielką skalę wszelkie ułatwienia (ale i przymuszenia), by posługiwali się tzw. pieniądzem depozytowym (zwanym inaczej: wkładowym, żyrowym, bezgotówkowym) czyli innymi formami pieniądza niż banknoty i monety (początkowo były to czeki i przelewy, weksle, potem cały szereg różnego rodzaju „papierów wartościowych”, wreszcie pieniądz elektroniczny).
Oddajmy tu na chwilę głos niemieckiemu ekonomiście (w swoim czasie doradcy Franza Josefa Straussa, współzałożyciela i przewodniczącego partii CSU) Bruno Banduletowi. Pisze on w swojej pracy pt. „Ostatnie lata euro. Raport o walucie, której nie chcieli Niemcy”: „Od czasu, kiedy naturalny system pieniężny oparty na złocie został porzucony, pieniądza nie wydobywa się już w kopalniach, lecz produkuje w drukarniach. Dokładnie rzecz biorąc, mamy system mieszany z dwoma producentami pieniądza i z dwoma rodzajami pieniądza – gotówką i pieniądzem depozytowym. Gotówkę, nazywaną także pieniądzem banku centralnego, wolno wytwarzać i wprowadzać w obieg tylko bankom emisyjnym. Tego, kto złamie ten zakaz, czekają ciężkie kary. (…) Pieniądz depozytowy tworzą natomiast depozyty oszczędnościowe płatne na żądanie. Stanowi on większą część masy pieniądza (…), jest produkowany przez banki komercyjne, a ponieważ można go w każdej chwili wymienić na gotówkę w stosunku jeden do jeden, uchodzi w oczach ludzi za równowartościowy. O tym, że tak nie jest okazuje się dopiero wówczas, kiedy zaczyna się run na banki. Jeśli w momencie kryzysu zbyt wielu klientów zechce równocześnie podjąć swe pieniądze z konta, część z nich dowie się, że bank nie dysponuje wystarczającą ilością pieniędzy i musi w związku z tym zawiesić wypłaty”33.
Dlaczego tak się dzieje? Ponieważ, jak tłumaczy Bandulet, banki „produkują” w sposób stały nowe pieniądze i rozprowadzają je w postaci kredytu. Mówiąc inaczej pożyczają one pieniądze, których nie mają, wytwarzając je według formuły „fiat money” – „nie się stanie pieniądz”. Bankierzy, zauważa Bandulet, wymusili na rządach na całym świecie legalizację tego procederu (uznawanego we wcześniejszych wiekach za oszustwo i często karanego śmiercią), skłaniając je do zaakceptowania systemu bankowego opartego na tzw. rezerwie cząstkowej34.
W początkowym etapie wprowadzania tego procederu był on ograniczony przez trzy czynniki. Ograniczenia te funkcjonują do dzisiaj, ale w spadającym z roku na rok stopniu.
Pierwszym ogranicznikiem, na jaki zwraca uwagę Bandulet, są potrzeby gotówkowe klientów35.
Potrzeby te są przez banki w bardzo znacznym stopniu zmniejszane poprzez przyzwyczajenie ludzi do bankowości internetowej i kart płatniczych i upowszechnienie tej formy płatności.
Drugim ogranicznikiem są tu przepisy dotyczące kapitału własnego, który banki muszą posiadać36.
W początku lat osiemdziesiątych wymagano, by kapitał własny banku wynosił 5,5% w stosunku do udzielonych kredytów. W 1986 r. „amerykańskie organy nadzoru zaproponowały, aby banki utrzymywały fundusze własne na poziomie, który odzwierciedlałby ryzyko ich aktywów”. Propozycja ta została przyjęta w 1988 r. i została określona jako „Umowa Bazylejska” (Basel I). W 2004 r. została przygotowana kolejna umowa kapitałowa (Basel II), która kwestie podstawowe jeszcze bardziej komplikowała i relatywizowała. W jej efekcie kapitał własny banku powinien stanowić 4,5%, ale w praktyce zależy to od wielu czynników i praktycznie może być mniejszy37.
Trzecim ogranicznikiem jest obowiązek posiadania przez bank tzw. rezerwy minimalnej, co nie pozwala mu pożyczania innym całej kwoty depozytu klienta38.
Dziś rezerwa minimalna w strefie euro wynosi 1% (Bandulet, którego książka ukazała się w 2011 r. podaje stopę 2%), a w Polsce 3,5% . W niektórych krajach stopa ta wynosi nawet 20% (np. Brazylia). Są również kraje, w których w ogóle nie ma rezerwy minimalnej (np. Australia, Nowa Zelandia, Kanada, Szwecja)39.
W USA rezerwa minimalna jest wciąż zmienna i kilkustopniowa (zależy to od kwoty rachunków transakcyjnych netto danego banku). Ustala ją na bieżąco Rada Gubernatorów Systemu Rezerwy Federalnej. Ostatnio wyniosła ona 0%, 3% i 10% (to ostanie dla kwoty powyżej 79.500.000 dolarów)40.
W książce „Masoneria polska 2014” opisuję szczegółowo podstawowe metoda kreacji pieniądza przez banki i tam odsyłam Czytelnika41.

11. Pieniądz bez wartości i poza kontrolą

Tutaj skupimy się tylko na skutkach systemu finansowego o takiej naturze i tak funkcjonującego.
Tak więc w tym systemie państwo już nie emituje pieniądza i ma bardzo ograniczony wpływ na to ile jest go na rynku (teoretycznie wyznacza ilość pieniądza na rynku poprzez zwiększanie lub zmniejszanie kwoty rezerwy minimalnej).
Pieniądza złotego nie da się praktycznie podrobić (wszelkie „fałszywki” łatwo i szybko się wykrywa). Pieniądz papierowy podrobić można, ale tutaj również wykrycie tego faktu (nawet jeśli fałszywe banknoty są „idealne”) nie nastręcza większych trudności (identyfikuje się fałszywe banknoty po numerach). Sprawdzenie autentyczności pieniądza depozytowego jest bardzo trudne, a często niemożliwe. Wytwarzają go banki w postaci najpierw czeków czy potwierdzeń przelewu (czy jakiś papierów wartościowych), a od pewnego momentu w postaci tylko impulsów elektronicznych (cyferek na ekranie komputera). Bank A501 może otrzymać pieniądze w postaci przelewu od banku A500, ten zaś od banku A499 itd. Bankiem, w którym pieniądze zostały wykreowane jest bank A1. Pieniądze, które są fałszywe (wytworzone niezgodnie z regułami) mogły zatem, nim trafiły do naszego banku przepłynąć, i to bardzo szybko przez 500 banków i trzeba wszystkie te banki skontrolować, by dotrzeć do źródła ich wytworzenia, do banku A1, by stwierdzić, że jednak mamy do czynienia z „prawdziwymi” pieniędzmi. Może to zająć całe lata.
Gdyby te przelewy dokonywane były w prawdziwym pieniądzu (mającym pokrycie w złocie) złoto szłoby za przelewami i stwierdzenie czy jest to pieniądz prawdziwy czy fałszywy byłoby proste.
Nowy pieniądz, zwany fiducjarnym powstaje z lokaty i kredytu. Można jednak system oszukać i wytworzyć go tylko z kredytu. W takim wypadku lokatę w istocie się kreuje odprowadzając do banku centralnego kwotę odpowiadającą rezerwie minimalnej (jeśli np. dany bank znajdujący się na terenie Polski wpłaci na fundusz rezerwy minimalnej w NBP 3500 zł to oznaczałoby, że przybyły mu lokaty w wysokości 100 000 zł i że ma prawo wytworzyć prawie trzy miliony złotych). Nowy pieniądz powstaje, gdy do banku przychodzi klient i mówi np.: „Chciałbym pożyczyć 300 tys. złotych”. Przedstawiciel banku stwierdza: „Proszę bardzo”. I oto na rynku pojawia się 300 tys. złotych, które jeszcze przed chwilą nie istniały. Pieniądz powstaje z prośby klienta i zaakceptowania jej przez bank – powstaje z długu. Gdy klient spłaca raty kredytu bank ma obowiązek pieniądze stanowiące samą ratę zniszczyć (wykasować z komputera bankowego odpowiadające jej cyferki), a pozostają mu odsetki i inne opłaty „manipulacyjne”.
Dodajmy, że opisany wyżej proceder kreacji pieniądza nie jest jedynym sposobem jego wytwarzania „z niczego” przez banki. Niektóre inne sposoby kreacji pieniądza opisałem w książce „Polska i masoneria. W przededniu wielkiego krachu”42.
Ostatecznie efekt jest taki, że pieniądze znajdują się poza kontrolą państw i społeczeństw, tracą swój obiektywny wymiar i powstają w oderwaniu od tego, co zawsze wyznaczało ich wartość. Ci, którzy je wytwarzają i nimi manipulują mogą nie wnosząc żadnej pracy i kapitału, nie ponosząc żadnego ryzyka przejmować to, co jest efektem kreatywności i pracy innych, to co jest realne i ma wartość obiektywną. Mogą zarazem spowodować, że ten pieniądz, który przez nich jest dziś wykorzystywany jakby miał pokrycie w złocie, w rękach innych jutro straci wartość i będzie „bezpłodny”.

12. Czy następuje przejmowanie władzy przez przejmowanie własności?

Dzisiejszy pieniądz istnieje zatem tak długo jak długo istnieje kredyt. Ilość pieniądza w obiegu może się zwiększyć tylko wtedy, gdy zwiększy się stopień zadłużenia klientów (osób indywidualnych, przedsiębiorstw, państw). Gdyby zadłużenie klientów się wciąż zmniejszało i w pewnym momencie nikt już nie miał długu dzisiejszy pieniądz przestałby istnieć.
Mechanizm wpisany w „naturę” tego pieniądza jest jednak taki, że zadłużenie wszystkich (oprócz banków) wciąż i to w coraz większym stopniu się zwiększa.
Dlaczego?
Wiele manipulacji rodzących nowe pieniądze związanych jest z lokowaniem pieniędzy przez jedne banki w drugich czy choćby finansowymi instrumentami pochodnymi (derywatami)43.
System bankowy wytwarza zatem dziś w efekcie o wiele więcej pieniędzy niż emitują go upoważnione do tego przez państwo instytucje. I tak np. w USA pieniądze wytworzone przez banki stanowiły w grudniu 2010 r. „tylko” 90% pieniądza będącego w obiegu (trzeba jednak pamiętać o tym, że papierowy dolar krąży po calem świecie i Amerykanie mają zapasy pieniędzy papierowych z „dawnych czasów”). W Wielkiej Brytanii (której papierowe pieniądze również krążą po całym świecie, a obywatele mają również ich zapasy) tego pieniądza wytworzonego przez banki jest już 97%. W strefie euro jest go jeszcze więcej. Poza tym znaczna część wytworzonych przez banki pieniędzy znajduje się praktycznie poza obiegiem – w derywatach. W 2013 r. szacowano, że jest ich 700-800 bilionów dolarów, „co jest wartością znacznie większą niż roczne PKB całego świata” 44.
To zatem bankierzy (przede wszystkim masoni) panują dziś nad pieniądzem i mogą nim tak manipulować i tak go rozdzielać, by osiągać swoje cele.
Zwolennicy nowego porządku przekonują, że wszystko to jest pod kontrolą państw, które ustalają prawo odnoszące się do bankowości i finansów i powołują finansowe instytucje kontrolne, którym banki podlegają.
Czy jednak sam ten fakt, że rządy (i parlamenty) USA i największych państw w Europie zgodziły się na funkcjonowanie takiego systemu nie świadczy o czymś innym? Czy o władzy bankierów (masonów) nie świadczy ten fakt, że wprowadzono prawo, w świetle którego rządy muszą same pożyczać pieniądze od banków komercyjnych, które najczęściej dają im na znaczny procent pieniądze, które wcześniej pożyczyły na o wiele niższy procent od banków narodowych tych państw (przepisy stanowią bowiem zwykle, że państwo nie może brać pieniędzy od „swojego” banku)?45.
Jak ocenić sytuację, w której nawet banki centralne „praktycznie nie mogą określić, jaka ilość pieniądza jest w obiegu”?46
Fakt, że taka sytuacja ma miejsce potwierdził nawet sam Allan Greenspan, najważniejsza osoba w świecie finansów na przełomie XX i XXI wieku, który powiedział, że nie jest w stanie ani określić ilości pieniądza ani nim kierować47.
Kreując w tak olbrzymich ilościach pieniądze masoneria zmienia obraz i kształt nie tylko gospodarki, ale i całego ludzkiego świata.
„Ta forma biznesu bankowego – pisze Gregor Hochreiter (ekonomista niemiecki, autor książki pt. „Chore pieniądze – chory świat”– dop. S. K.) – zamyka całe społeczeństwo w wieży z długów, ponieważ spłacanie nie mających pokrycia kredytów cyrkulacyjnych (w Polsce te kredyty nazywane są obrotowymi lub rewolwerowymi – jest to stały, odnawialny kredyt, który funkcjonuje w ramach rachunku danej osoby czy firmy i jest wciąż spłacany i zaciągany – dop. S. K.) staje się coraz trudniejsze. Źródłem nadmiernego zadłużenia społeczeństwa jest – w sensie ekonomiczno-technicznym – udzielenie kredytu cyrkulacyjnego. Osoby prywatne, firmy i państwo zyskują możliwość zadłużania się ponad granicę wyznaczoną przez ich realne zasoby. Pełzające zadłużenie rośnie tak długo, aż kredytobiorcy nie upadną pod ciężarem finansowym”48.
Zauważmy, że mowa jest tu o nieuchronnym „upadku”, który musi dotknąć wszystkich praktycznie uczestników rynku. W tej krótkiej wypowiedzi zawarta jest zatem informacja o tym, że mechanizm pieniądza fiducjarnego musi spowodować mega kryzys.
Nim on jednak nastąpi następuje proces, w wyniku którego masoneria przejmuje coraz więcej i więcej pieniędzy aż staje się w pewnym momencie posiadaczem zdecydowanej większości pieniądza funkcjonującego a rynku. Ten moment już nastąpił. W tym momencie masoneria może kupić wszystko to, co na świecie można kupić (a kupić można już prawie wszystko).
Masoneria ma teraz jeden poważny problem: nie może kupić tego wszystkiego, bo ci co to posiadają nie chcą tego sprzedać. Masoneria musi więc ich zmusić do tego, by to sprzedali lub w inny sposób spowodować by prawo własności przeszło na nią.
Najlepszą drogą jest tu bankructwo jednostek i państw i przejęcie ich majątku przez masonerię (przez banki) przy zastosowaniu procedur, które stosuje się w wypadku bankructwa.
Zasadniczo więc masoneria mogłaby tylko poczekać. Przecież np. polski zegar długu bije coraz szybciej (tak zachowują się zresztą i zegary długu innych państw). Ten dług zwiększa się lawinowo z minuty na minutę. W pewnym momencie nasz dług przekroczy masę krytyczną i wtedy banki mogłyby wystawić państwo polskie na licytację – przejąc jego majątek.
Mogłoby to jednak spowodować zbrojny bunt, który, jeśli byłby skuteczny, uniemożliwiłby masonerii przejęcie całego naszego majątku. Poza tym bije również inny zegar i coraz bliżej jest godzina „0”, czyli godzina wielkiego krachu – samounicestwienia tego systemu finansowego (przypomina on przecież łudząco Amber Gold – jest wielkim oszustwem i „domem zbudowanym na piasku”). Masoneria może więc nie zdążyć, a wielki krach może pozbawić i ją instrumentów zniewolenia narodów, społeczeństw i państw, uniemożliwić przejęcie całego światowego majątku.
Po wielkim krachu, który nastąpiłby samoczynnie ludzkość mogłaby się podnieść, zanegować wszystko to, co stanowiło stary (masoński) świat i zbudować nowy odwołujący się do Chrystusa świat z naturalną ekonomią, prawdziwą wolnością we wszystkich dziedzinach, świat małych i średnich firm, małych i średnich, i faktycznie wolnych, mediów – świat bez masonów.

13. Masoneria: „Trzeba spacyfikować motłoch”

Można powiedzieć, że stosowanie przez masonerię ekonomii magicznej na coraz większą skalę, które powodowało, że coraz szybciej zbliżała się ona do osiągnięcia ostatecznego zwycięstwa doprowadziło do powstania sytuacji, która zaczęła być niebezpieczna dla samej masonerii. Ta sytuacja zaczęła się rodzić już w połowie XX w. by następnie wciąż się pogłębiać.
Masoni kupili sobie media, wielu pracodawców, większość polityków, tych których nazywa się elitami, ale nie potrafili, i tylko chyba oni zdawali sobie z tego w pełni sprawię, kupić skutecznie i do końca całych narodów i społeczeństw. W tych narodach i społeczeństwach zaczął się pewien negatywny, z punktu widzenia masonerii, ferment. Ludziom (powoli, bo powoli) zaczęły spadać łuski z oczu. Mogło to ostatecznie zaowocować wielkim antymasońskim ruchem, który ignorując ten masoński wirtualny świat dokonałby realnych zmian, których efektem byłaby utrata władzy i wszelkich wpływów przez masonów.
Poza tym masoni wciąż wzrastali w pychę i coraz bardziej irytowało ich to, że muszą się liczyć z opinią i oceną „motłochu” i z tym faktem, że ten „motłoch” może ich nagle zdetronizować.
Zauważmy, że to właśnie taki przebudzony, amerykański „motłoch” wyniósł do władzy Trumpa. Ekipa Trumpa raczej nie zagrozi masonerii, ale ten „motłoch” może w każdej chwili w każdym kraju wynieść do władzy jakiegoś faktycznego i skutecznego Spartakusa.
Frustracja masonerii związana z tym zagrożeniem zrodziła doktrynę, której podstawy przedstawiła w swojej książce pt. „Atlas zbuntowany” Ayn Rand (prawdziwe nazwisko: Alissa Rosenbaum). Opisałem je szczegółowo w rozdziałach III, IV, V i VI „Masonerii polskiej 2014”. Przypomnijmy ich zasadnicze elementy i pokażmy jak w praktyce wyglądałaby (będzie, według masonów, w najbliższym czasie wyglądać) realizacja tej doktryny.
Trzeba „motłochowi” pokazać jego miejsce. Trzeba „motłoch” utemperować, rzucić go na kolana, doprowadzić do sytuacji, w której sam się „przyczołga” do masonów i sam, „z własnej woli” poprosi masonów, by zostali jego władcami i panami w pełni i na zawsze.
Jak to zrobić?
Trzeba najpierw „motłoch” zdemoralizować i zdegenerować, pozbawić go samodzielności i inicjatywy, wszelkich tych umiejętności, które pozwalałby mu na przeżycie bez „opieki”.
Trzeba doprowadzić do zaniku indywidualnego rolnictwa, małych i średnich firm, szczególnie tych, które zaspokoją podstawowe potrzeby ludzkie (np. młyny, piekarnie, rzeźnicy, krawcy, stolarze).
Trzeba zrobić z motłochu „francuskie pieski”, by nie potrafił bez „zdobyczy” współczesnej cywilizacji przetrwać ani chwili, przyzwyczaić go do nieróbstwa, bezmyślności i luksusu, a następnie uderzyć.
Jeśli sięgniemy do książki Rand, przeczytamy teksty jej wystąpień, w ramach których mówi o tym, że „Atlas zbuntowany” to nie jest zwykła powieść, ale prezentacja konkretnych planów dowiemy się wiele.

14. Masoneria: „Trzeba zatrzymać silnik świata”

John Galt, główny bohater powieści, zatrzymuje stopniowo „silnik świata” – inicjuje strajk „półbogów”. „Polegał on na tym – pisze Song Hongbing – że wszyscy członkowie elity, wśród nich prezesi banków, szefowie spółek kolejowych, właściciele firm naftowych, potentaci finansowi, przedstawiciele starych rodów zarządzających złożami surowców, także znani politycy, naukowcy, artyści oraz wynalazcy, czyli ludzie kontrolujący działania głównych działów gospodarki, nagle bez żadnego ostrzeżenia znikli. (…) By zwiększyć grozę sytuacji, pisarka kazała wycofującemu się establishmentowi niszczyć jego własne dobra. (…) Wskutek tych działań amerykańska gospodarka rozpadła się (a co za tym idzie gospodarka światowa), a społeczeństwo zaczęło stopniowo pogrążać się w zamęcie i zapominać o osiągnięciach cywilizacji49.
W pewnym momencie wyłączony zostaje prąd, a ludzi ogarnia panika. Główna bohaterka mówi: „To koniec”. Galt odpowiada: „To początek”50.
To uderzenie to byłby wielki krach, ale kontrolowany i przeprowadzony w takich sposób, by „motłochowi” to najbardziej i najboleśniej dopiekło.
Taki krach to byłby nie tylko upadek systemu finansowego, ale dosłowne i do końca zatrzymanie „silnika świata”, równoczesne wyłączenie wszystkich mechanizmów cywilizacyjnych, w tym paraliż służb (policji, straży pożarnej, służby zdrowia), wyłączenie prądu i wodociągów, telefonów, gazu, dostaw ropy naftowej, benzyny, węgla itp.
To wszystko musiałoby zostać zrobione w taki sposób, by w istocie w każdej chwili masoni mogli to ponownie uruchomić, by mogli przywrócić w zmodyfikowanej formie stary system finansowy i stare prawo tak, by przejąć światowy majątek wytworzyć światowy rząd, ujawnić i narzucić swoje wartości i swoją religię całej ludzkości.
Oczywiście w ramach tego procesu masoni chcą upiec jeszcze dwie pieczenie: drastycznie zmniejszyć liczbę populacji ludzkiej (by łatwiej nad nią panować) i zlikwidować raz na zawsze chrześcijaństwo, tak, by mogło powstać Państwo Szatana.

15. Masoneria: „Ziemia ma liczyć jedynie 500 mln mieszkańców”

I tak na portalu Instytutu im. Ks. Piotra Skargi czytamy: „ONZ oficjalnie ogłosiło 31 października jako symboliczny dzień narodzin siedmiomiliardowego obywatela świata. O dniu tym rozpisywano się w światowych mediach nie po to, aby świętować go jako pozytywne wydarzenie, lecz by po raz kolejny mówić o potrzebie tzw. zrównoważonego rozwoju. Innymi słowy, by straszyć i zmusić państwa do podjęcia działań, które w efekcie przyniosą redukcję liczby ludności na świecie. Coraz częściej mówi się o potrzebie ograniczenia populacji aż o 90 proc. (sic!), by wszyscy mogli cieszyć się dobrobytem i czystym środowiskiem. Na portalu endoftheamericandream.com ukazał się obszerny artykuł, analizujący wypowiedzi elity światowej od wielu lat propagującej redukcję liczby mieszkańców Ziemi. Ekonomiści, politycy i naukowcy otwarcie mówią o potrzebie zmniejszenia liczby ludności aż o 90 proc., by Ziemia liczyła jedynie 500 mln mieszkańców. Chociaż wielu z nas może wydawać się to szaleństwem, to jednak członkowie światowej elity są zgodni co do tego, że tak duża redukcja liczby ludności na świecie jest absolutnie konieczna dla dobra naszej planety. Portal zwraca uwagę, że nieprzypadkowe jest to, iż ogłoszenie narodzin siedmiomiliardowego obywatela przypadło w Halloween, jakby chciano podkreślić jak »straszne« jest to, że mamy 7 miliardów ludzi na naszej planecie”. Obecnie decydenci światowi coraz częściej posługują się pojęciem zrównoważonego rozwoju, które stało się jednym z kluczowych słów-wytrychów używanych przez radykalny ruch ochrony środowiska. Propaguje on kontrolę urodzin poprzez upowszechnienie antykoncepcji i aborcji. Założyciel amerykańskiej stacji CNN Ted Turner wielokrotnie postulował ograniczenie liczby ludności nawet do 250 mln. Według niego, byłby to idealny poziom. Dave Foreman, współzałożyciel Earth First, mówi, że zmniejszenie naszej populacji do 100 milionów jest jednym z jego trzech głównych celów. Pozostałe dwa, to zniszczenie infrastruktury przemysłowej i odbudowa bogactwa gatunków na całym świecie”51.
Zauważmy, że Ted Turner bierze regularnie udział w spotkaniach najbogatszych ludzi świata nazywanych „Dobrym Klubem” („Good Club”). W spotkaniach tych biorą również udział między innymi: David Rockefeller, Bill Gates, George Soros. Jednym z podstawowych ich tematów jest „przeludnienie”52.
Łatwo sobie wyobrazić w jaki sposób podczas wielkiego krachu masoni zmniejszaliby naszą populację: wywołane z premedytacją katastrofy na wielką skalę i „klęski żywiołowe” (zawalenie się wielkich tam na rzekach, pożary, tsunami, trzęsienia ziemi) epidemie, zatrucia wody, choroby wywołane przez chemitrals (środki chemiczne rozpylane z samolotów), lokalne wojny, prowokowane czystki etniczne i religijne lub zbrodnie przeprowadzane tak, by wyglądały na takie czystki.

16. Przygotowania do wielkiego krachu

Przygotowania masonerii do wywołania wielkiego krachu opisałem dosyć szczegółowo w VI, VII, VIII i IX rozdziale książki pt. „Masoneria polska 2014”.
Song Hongbing pisze w swojej pracy „Wojna o pieniądz 2”: „Gdyby porównać przedstawiony przez Rand świat dotknięty chaosem i kryzysem z tym dzisiejszym, można by dostrzec naprawdę wiele podobieństw. Czy obecny rozpad systemu finansowego i struktur gospodarczych to rzeczywiście naturalne i nieuniknione zjawiska? Istnieje w ogóle jakakolwiek możliwość, że jest to strajk elity? Mieści się w granicach prawdopodobieństwa pomysł, że angloamerykański establishment zamierza zdobyć jeszcze większą kontrolę nad społeczeństwami i jeszcze więcej władzy nad światem? Zgodnie z poglądami Roosevelta, nie ma w dziejach przykładu takiego wydarzenia społecznego, które by wystąpiło i rozwijało się spontanicznie, bez dokładnego planu. Dotyczy to zarówno polityki, jak i ekonomii”53.
Hongbing sugeruje zatem że procesy jakie zachodzą w światowej gospodarce i finansach to efekt strajku „boskich siłaczy”, że to realizacja pewnego długofalowego planu, który ma doprowadzić do wielkiego krachu. O co dokładnie mu chodzi?
Hongbing traktuje wydarzenia od powstania Rezerwy Federalnej do ogłoszenia przez prezydenta Nixon, że USA przestają przestrzegać ustaleń układu z Bretton Wood jako przygotowanie swoistego przedpola.
Gdy jest ono gotowe do akcji wkracza Paul Volcker, by zacząć realizować następny etap.
Gdy w 1978 r. zwolniło się stanowisko Przewodniczącego Rady Gubernatorów Systemu Rezerwy Federalnej Rockefeller zarekomendował Carterowi Paula Volckera. Opisując ten fakt Hongbing nazywa Volckera „podwładnym” Rockefellera (Volcker przez wiele lat sprawował najwyższe stanowiska w Chase Manhattan Bank, którego największym akcjonariuszem był Rockefeller). Volcker po 1974 r. był prezesem nowojorskiego banku Systemu Rezerwy Federalnej. Teraz więc skupił w swoich rękach w zasadzie pełnię władzy nad Systemem54.
Swoje zamierzenia Volcker ujawnił już w tym samym roku w trakcie wykładu na brytyjskim uniwersytecie w Warwick. Stwierdził wtedy, o czym można przeczytać w periodyku tego uniwersytetu, że „na pewnym poziomie kontrolowany rozpad gospodarki światowej jest rozsądnym celem na lata osiemdziesiąte”55.
Volcker powoli rozmontowywał system finansowy świata, osłabiał światową gospodarkę i przygotowywał się do ataku na Europę środkową i wschodnia, w tym Polskę. Oficjalnie ogłosił „walkę ze światową inflacją”. W pierwszym rzędzie, w ramach tej walki, doprowadził do tego, że wzrosło w sposób niebywały z 11,2% aż do 20% oprocentowanie zaciągniętych dotąd, głównie przez państwa Afryki, Azji i Ameryki Południowej, kredytów. Gospodarka światowa weszła w stadium ostrej recesji. „Gigantyczny dług krajów rozwijających się – pisze Hongbing – został przygnieciony przez wynikające z niego przerażająco wysokie odsetki od kredytów. Los owych krajów został przypieczętowany: stały się kolejnym kęsem leżącym na bankierskiej desce do krojenia”56.
Tak to skomentował znany publicysta amerykański F. William Engdahl w swojej książce „A Century War”: „Właśnie rozpoczął się największy w nowożytnej historii proces zorganizowanego rabunku”57.
Volcker był dwie kadencje szefem Systemu Rezerwy Federalnej. Zastąpił go Allan Greenspan, który w historii Fed-u był najdłużej jego szefem, bo przez 5 kadencji (1987-2006).
Ten wywodzący się z Polski Żyd (jego matka urodziła się w naszym kraju) jako młody, ale uznany już za ekonomicznego geniusza, człowiek trafił do wspólnoty Ayn Rand, zapoznał się z jej programem i przyjął go jako własny. Ayn-Rosenbaum nadała mu pseudonim „Grabarz”, bo taką rolę miał spełnić dla światowych finansów i światowej gospodarki. Rand, przede wszystkim za sprawą „Atlasa zbuntowanego” stała się jego dożywotnią nauczycielką i duchową przewodniczką, do swej śmierci wszędzie mu towarzyszyła58.
Jej wpływ na niego był olbrzymi. Tak sam opisywał zmiany, które zachodziły w jego myśleniu, gdy się z nią zetkną: „Zdałem sobie sprawę, że Rand całkiem skutecznie pokazała, jak pełne sprzeczności jest stanowisko, które zajmuję. Ale nie tylko o to chodziło. Zawsze szczyciłem się umiejętnością argumentowania i sądziłem, że w intelektualnej debacie pokonałbym każdego. Rozmowa z Ayn Rand była jednak niczym rozpoczynanie gry w szachy w przekonaniu, że jest się niezłym, by nagle znaleźć się w sytuacji patowej. Zrozumiałem, że wiele rzeczy, w których prawdziwość dotychczas wierzyłem, jest zapewne zwyczajnym fałszem”59.
Greenspana oskarżono, że wywołał swoimi działaniami jeden z największych kryzysów finansowych w dziejach: kryzys 2008 r. On uznawany za najgenialniejszego ekonomistę w dziejach, ekonomistę, który potrafi przewidywać na wiele lat naprzód, tłumaczył się, że nie zrobił tego świadomie, że pierwszy raz popełnił błędy.
W „Newsweeku” można było wtedy przeczytać: „Miał pan władzę, aby powstrzymać banki od udzielania ryzykownych kredytów, co doprowadziło do kryzysu hipotecznego. Wielu radziło panu, aby tak zrobić. Teraz cała gospodarka płaci cenę za pańskie zaniechania! – zaczął przewodniczący Komitetu Henry Waxman. Ruszyła lawina pytań. – Kiedy po raz pierwszy zdał pan sobie sprawę, że nadchodzi załamanie rynku? Jak długo utrzymywał pan to w tajemnicy przed społeczeństwem? – dociskali kongresmeni i cytowali optymistyczne prognozy Greenspana, które okazały się nic nie warte – Nie ma żadnych dowodów, że nastąpi załamanie na rynku nieruchomości – to pana słowa! Przez cztery godziny Greenspan wił się, popijał nerwowo wodę i przecierał pot z czoła. Aż w końcu dał za wygraną: – Popełniłem błąd. (…) Myliliśmy się w bardzo wielu przypadkach. (…) Tak, moja ideologia jest mylna. Przez 40 lat zdawało mi się, że daje ona nad wyraz wiele dowodów znakomitego działania. Tym bardziej jestem dziś załamany – mówił posępnie Greenspan. I przyznał: (…) To jest finansowe tsunami, które zdarza się najwyżej raz na sto lat!”60.
Jakiś czas później kilku amerykańskich dziennikarzy dotarło do jego pracy doktorskiej, którą utajniono, gdy został szefem Fed-u. W pracy tej napisał, czego nie wolno robić, bo to wywoła taki kryzys jak ten w 2008 r. Okazuje się, że właśnie dokładnie to przez lata robił61.
Greenspan przygotował system finansowy do wcześniejszego „wyłączenia”, zakaził go wirusem powodującym wcześniejszy jego rozkład. Teraz już tylko wystarczy nacisnąć stosowny „guzik”, by wielki krach stał się faktem. Ci jednak, którzy zamierzają to zrobić nie mogą za bardzo zwlekać. Jeśli nie nacisną tego guzika w najbliższym czasie system dokona samozniszczenia i wtedy wielki krach nastąpi nagle i w sposób zaskakujący dla wszystkich (również dla masonów) i nie będzie przez nikogo kontrolowany, co, najprawdopodobniej doprowadzi do sytuacji, z której już nie będzie powrotu, sytuacji, w której zbudowany przez masonów świat ostatecznie i bezpowrotnie rozsypie się w gruzy.

17. To powinien być rok 2017

W 2010 r. ukazała się napisana na gorąco i wydana od razu (również w Polsce) książka autorstwa francuskiego znanego ekonomisty i finansisty Jacquesa Attali pt. „Zachód. 10 lat przed totalnym bankructwem?”
Po przedstawieniu stanu światowych finansów pisze on tam: „Ruina Zachodu stanowi więc wiarygodny scenariusz przeszłości, równie mało spodziewany przez współczesnych, jak w swoim czasie upadek Wenecji, Genui, czy Madrytu. (…) Nikt nie wie kiedy rynki odgwiżdżą koniec przerwy. (…) W tej dziedzinie, bardziej niż w jakiejkolwiek innej, ekonomia jest tylko nauką polityczną. Bardziej polityczną niż naukową. (…) Żaden wskaźnik nie jest wystarczający by przewidzieć wybuch kryzysu. Na początku trzeba zrozumieć – i sprawić, by wszyscy zrozumieli – że najgorsze jest możliwe, że nasz świat porusza się wzdłuż przepaści”62.
Attali przewiduje w 2010 r., że jeśli nic nie zostanie zrobione do 2020 r. będzie to rok końca obecnego systemu finansowego. Dotąd nic nie zrobiono. Zostało jeszcze trzy lata. Jeśli ujmiemy ten problem w masońskiej logice „guzik” wyłączający system powinien zostać naciśnięty w 2017 r., by wielki krach mający być początkiem „Nowego Wspaniałego Świata” (Państwa Szatna) ukazał się zdumionym oczom ludzkim w roku, którego zapis kończy się liczbą „17”, roku, w którym wszyscy wyznawcy szatana oddają mu szczególną cześć i liczą na jego szczególną pomoc.

18. Miejsce i rola rewolty islamskiej w planach masonerii

Plan masonów zakłada, że będą „zbawcami”, że zostaną odebrani przez społeczeństwa Zachodu jako ci „dobrzy”, którzy uratują świat, wyprowadzą go z kryzysu, zapewnią stabilizację, pokój i dobrobyt jeśli oczywiście społeczeństwa Zachodu spełnią ich warunki, warunki „konieczne” do tego, by tego dokonać, warunki takie jak: jeden rząd światowy, jedna światowa waluta, bardzo ograniczona „demokracja”, zawężone prawa człowieka i obywatela.
Plan masonów, w który wpisane jest drastyczne ograniczenie ludzkiej populacji i zniszczenie chrześcijaństwa musi zatem zakładać (i zakłada), że ludzie tego ograniczenia populacji i zniszczenia chrześcijaństwa nie będą kojarzyć z masoneria. Jedne wydarzenia będą tu zatem „dziełem przypadku” czy „efektem działania sił natury”, inne muszą być dziełem „obcych” i „złych”, których masoneria ostatecznie pokona i przepędzi zasługując na dodatkową wdzięczność społeczeństw.
Najlepsze rozwiązanie, które masoni wykryli już dawno, to wykorzystanie tu sił drzemiących w islamie.
Jeśli w momencie wybuchu wielkiego krachu, w momencie paraliżu wszelkich służb i wyłączenia mediów, telefonów, prądu i gazu rozpocznie się zmasowany atak „islamistów” na świat Zachodu, atak przeprowadzony z zewnątrz, ale przede wszystkim z wewnątrz Europy, Kanady, USA, to nikt za to nie będzie winił masonerii.
„Islamiści” mogą dokonać setek ataków terrorystycznych, palić kościoły i szkoły katolickie (ale i protestanckie), mordować ludzi na ulicach i w ich domach. Ich hordy mogą przemierzać miasta, palić całe dzielnice, rabować, gwałcić wyszukując przede wszystkim chrześcijan. Gdy zostaną wreszcie wypędzeni przez „dobrych” masonów będzie można im łatwo przypisać wszystkie te zbrodnie, podpalenia, zniszczenia (np. katolickich księgozbiorów, krzyży, architektury i dzieł sztuki chrześcijańskiej, wszystkiego tego, co odwołuje się do Chrystusa i Ewangelii), które masoni sami wcześniej zaplanowali, a potem pod osłoną ciemności, skrycie wykonali.
Jestem przekonany, że zagrają tu trzy czynniki.
Jestem więc przekonany, że działania masonerii i „islamistów” będzie koordynował osobiście sam szatan.
Jestem przekonany (choć nie jestem w stanie tego udowodnić), że masoneria i „islamiści” zawarli już dawno w tej sprawie porozumienie i pozostają w tej kwestii w stałej łączności.
Wiem, że masoneria zrobiła wiele, by armia islamu zaczęła obsadzać, i to już od lat, kluczowe punkty w Europie i żeby miała tu odpowiednie zaplecze i to nie tylko finansowe i logistyczne, techniczne i w uzbrojeniu, ale również w ludziach (miliony tzw. uchodźców).
Wiem, że cała ta tzw. arabska wiosna została wywołana przez masonerię, że cały czas „miesza w tym tyglu” i w taki czy inny sposób, bezpośrednio lub pośrednio wspiera ISIS. Pisałem o tym dużo w trzech książkach: „Masoneria, islam, uchodźcy – czy czeka nas wielka apokalipsa?”, „Islamizacja Polski – pierwszy etap”, „Fatima i masoneria – czy Trzecia Tajemnica Fatimska wypełni się w 2017 r. czy później?”.
Powtórzę tu zatem tylko w telegraficznym skrócie to, co tam napisałem i przytoczę kilka nowszych, ważnych dla nas informacji.

19. Czy to masoneria wywołała arabską wiosnę?

W książce Andreasa von Rétyi pt. „George Soros. Multimiliarder, jego globalna sieć i koniec takiego świata, jaki znamy” wydanej w Niemczech w 2016 r. znajdujemy cały, obszerny rozdział poświęcony arabskiej wiośnie. Rozdział ten nosi znamienny tytuł: „Arabska wiosna – sztuczne rewolucje”. Andreas von Rétyi udowadnia w nim, że organizacje Sorosa i „pewne środowiska” z nim związane ( nie wymienia tu masonerii z nazwy, ale wymienia nazwiska osób znanych jako masoni) wywołały te wszystkie zmiany na Bliskim Wschodzie i pod hasłami wprowadzania demokracji wprowadziły tam coś co należy nazwać „demono-kracją”. Przytacza wiele faktów o tym świadczących i wiele innych dowodów, wskazuje na powiązane z Sorosem organizacje, które tam na miejscu realizują jego cele. Pisze w konkluzji „Arabska wiosna została zaplanowana lata wcześniej i przeprowadzona przez siły ucisku, od którego, ludzie sądzili, że właśnie się uwalniają”. Z rozdziału tego należy wyciągnąć wniosek, że te działania masonerii doprowadziły do powstania sytuacji, w której mogło powstać, rozwinąć się, okrzepnąć i zacząć działać (i to praktycznie na całym świecie) Państwo Islamskie. Wskazuje na te działania Sorosa i jego organizacji, które spowodowały, w ostatecznym efekcie, falę emigracji do Europy i które otwierały Europę na tych emigrantów i kształtowały europejską opinią publiczną w kierunku przychylnego do nich nastawienia63.

20. Manipulowanie opinią publiczną

Andreas von Rétyi opisuje szczegółowo jak pewne środowiska (w istocie masoneria) manipulowały za pomoc kłamstw opinią publiczną, jak wprowadzały w obieg medialny wyssane z palca wzruszające i przerażające historie, które powodowały, że wielu ludzi Zachodu przyjmowało uchodźców z otwartymi ramionami i wspierało polityków zabiegających o to, by jak największa liczba wyznawców islamu mogła znaleźć się w Europie64.
Podajmy, za nim, tylko kilka przykładów.
W 2010 r. w internecie pojawił się blog syryjskiej lesbijki o imieniu Amina zamieszkałej w Damaszku, która była spokrewniona z wieloma ważnymi osobami w Syrii. Zamieszczała ona tam swoje teksty i zdjęcia, pisała o tym jaki zły jest rząd syryjski, a jak dobra opozycja, pisała o tym jak jest prześladowana i ujawniała różne zbrodnie reżimu. Jej blog zaczął być nagłaśniany przez media. Amina udzieliła nawet wywiadu dla CNN. W pewnym momencie do europejskiej opinii publicznej dotarła informacja, że Amina została uprowadzona przez syryjskie reżimowe służby specjalne i nie wiadomo jaki jest jej los. Potem okazało się, że zdjęcia Aminy zamieszczone na jej blogu to zdjęcia Jeleny Lečić, Chorwatki żyjącej w Wielkiej Brytanii. Wreszcie udowodniono, że Amina to postać zmyślona, a jej blog był prowadzony przez niejakiego Toma McMastera. Kolejne prowadzone przez prywatne osoby śledztwa doprowadziły do udowodnienia, że wiele innych blogów prowadzonych przez osoby z Syrii to takie same fałszywki jak blog Aminy65.
Udowodniono, też, że McMaster związany był z fundacja Sorosa66.
W mediach w całej Europie publikowano wiele wstrząsających filmów i zdjęć z Syrii. Wiele z nich przedstawiało dzieci. Udowodniono potem, że znaczna część z nich było inscenizowanych lub, że zrobione były one gdzie indziej i to dawno temu. I tak np. europejskie media obiegło zdjęcie dwunastoletniego chłopca wśród zwłok z podpisem informującym o masakrze w Hula. Udowodniono, że to zdjęcie zostało wykonane w Iraku w 2003 r.67.

21. Regulowanie fali uchodźców

Ekipa Sorosa „czuwała” nad tym, żeby fala uchodźców islamskich płynęła wartkim nurtem do Europy. Soros nie tylko apelował do Unii Europejskiej o przyjmowanie miliona uchodźców rocznie, ale również „wziął sprawy w swoje ręce” i podjął działania zmierzające do tego, by tak się stało.
Dziennikarz Sky News pokazał w jednym z programów telewizyjnych (można to zobaczyć na youtube) broszurę, którą znalazł wśród rzeczy porzuconych przez uchodźców, kamizelek ratunkowych i przebitych pontonów, przy plaży na greckiej wyspie Lesbos. Ujawnił, stojąc przed kamerą, że stanowi ona swoisty przewodnik imigranta i jest rozdawana wszystkim „uchodźcom” na terenie Turcji. Napisana ona została w języku arabskim. Zawiera mapy ze wskazaniem tras dojścia do poszczególnych „celów” (np. Niemiec, ale i Polski), instrukcje zachowań, numery telefonów organizacji, które zapewnią pomoc uchodźcom (również w Polsce). W broszurze znaleźć można numer całodobowej infolinii, „pod którym muzułmańscy wolontariusze z Europy zachodniej odbierają informacje o zagrożeniu życia, informacje te przekazują do europejskiej straży granicznej patrolującej przybrzeżne wody gdzie imigranci są dostarczani przez przemytników”68.
Formalnym dystrybutorem tej broszury jest organizacja „w2eu” – „Welcome to EU” (czyli „Witamy w Europie”), jest ona finansowana przez Open Society Institute. The Open Society Institute (czyli Instytut Społeczeństwa Otwartego) to fundacja założona przez Sorosa. Jej deklarowanym celem jest „promowanie demokracji, prawa człowieka, migracji, społeczeństwa otwartego i pro-rynkowych reform społeczno-ekonomicznych”. Fundacja ta finansuje w Polsce między innymi… Fundację Batorego. Wśród adresów, pod które mogą zgłaszać się „uchodźcy” jest 7 warszawskich69.

22. Mahdi – pierwszy jeździec Apokalipsy

W książce pt. „Fatima i masoneria – czy Trzecia Tajemnica Fatimska wypełni się w 2017 r. czy później?” ujawniam, że ktoś zadbał o o, by świat islamu (a przynajmniej wielu jego liderów) uwierzył w to, że Kościół katolicki zakłamał objawienia w Fatimie i sfałszował tajemnice fatimskie, że w istocie w Fatimie objawiła się Fatima, córka Mahometa – prorokini islamu, która w Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej ukazała zniszczenie świata Zachodu i zwycięstwo rebelii islamskiej w Europie (po wymordowaniu przez żołnierzy armii islamskiej całego Watykanu), a w konsekwencji powstanie światowego państwa islamskiego, na czele którego stanąłby sam Mahdi legendarna postać islamu (odpowiadająca pierwszemu jeźdźcowi z „Apokalipsy” św. Jana)70.
Konsekwencją tego było żądanie przez Iran oddania miejscowości Fatima „światu islamskiemu”, przekonanie, że islam opanuje przez rebelię Europę w 2017 r. i przygotowanie wielu środowisk islamskich do dokonania tej rebelii.

23. Armia islamska już przybywa do Europy

Wiemy, że już kilka lat temu służby specjalne Włoch i Niemiec ostrzegały, że, jak wynika to z podsłuchanych rozmów przywódców ISIS, wraz z uchodźcami wnikają do Europy żołnierze Państwa Islamskiego. Informację tę starano się osłabić używając określeń „terroryści” , „bojownicy”, „grupy uderzeniowe ISIS”71.
Wiemy, że w Niemczech i w Szwajcarii zaginęło bez śladu kilkaset tysięcy uchodźców – mężczyzn w wieku poborowym. Zarejestrowali się, ale nie pobierają zasiłków, nie znane jest ich miejsce zamieszkania, nie pracują. W „Rzeczpospolitej” można było, pod koniec 2016 r. przeczytać np.: „W ciągu ostatnich trzech miesięcy nawet 40 proc. imigrantów, którzy zamierzali ubiegać się o status uchodźcy w Szwajcarii, zniknęło ze szwajcarskich ośrodków dla uchodźców – informuje gazeta SonntagsZeitung. (…) … stojący na czele Szwajcarskiej Partii Ludowej Albert Rösti wzywa by zamknąć granice Szwajcarii, ponieważ obecna sytuacja stwarza potężne zagrożenie dla bezpieczeństwa kraju”72.
Polskojęzyczny portal gazety niemieckiej „Deutsche Welle” doniósł, również w 2016 r.: „Prawie 13 proc. osób zarejestrowanych w Niemczech jako ubiegających się o azyl nie dotarło w ubiegłym roku po rejestracji do schronisk, gdzie chciano ich zakwaterować. Informacje te podaje Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, odpowiadając na zapytanie partii Lewicy w Bundestagu. Donosi o tym „Sueddeutsche Zeitung” (SZ), będąca w posiadaniu tego urzędowego pisma. (…) Jak podaje SZ, chodzi tu o ponad 143 tys. osób. Poza tym niemieckie urzędy przypuszczają, że na terenie Niemiec przebywa około 400 tys. imigrantów o nieustalonej tożsamości. Potwierdził to szef Federalnego Urzędu ds. Migracji Frank-Juergen Weise, występując na panelu Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej w Berlinie”73.

24. Umundurowanie i składy broni – godz. X się zbliża?

Na portalu o nazwie „Nie dla islamizacji Europy” można było, również w 2016 r. znaleźć następującą, podaną za Reutersem, wiadomość: „Hiszpańska policja w portach w Walencji i Algeciras przejęła 20 tysięcy mundurów oraz akcesoriów wojskowych dżihadystów Państwa Islamskiego oraz Frontu al-Nusra. Wygląda na to, że w Europie przygotowują się do czegoś większego niż dotychczas – Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Hiszpanii podało, że w mundury można byłoby ubrać całą armię. Czy tą armią są tzw. uchodźcy? Tego nikt oficjalnie nie potwierdzi”74.
W styczniu 2017 r. „Rzeczpospolita” podała informację o tym, że w Hiszpanii wykryto wielkie, nielegalne składy broni „grupy dżihadystów powiązanych z Państwem Islamskim”. W jednym z nich było 8 tys. sztuk broni palnej. W tym samym czasie aresztowano w Hiszpanii 180 dżihadystów75.
Portal o nazwie „Nie dla islamizacji Europy” podał, w 2016 r.: „Ogromny skład broni należący do islamistów znaleziono nieopodal jednego z meczetów w Nadrenii Północnej-Westfalii. Rezultatem przeszukania było odkrycie dużej skrzyni wypełnionej typową bronią wojskową, nielegalnie przemycaną na teren Niemiec. Z informacji jakich udzielił prasie reprezentant CDU Ismaila Titipa wynika, że w ubiegłym tygodniu SEC (Oddziały Specjalne Komandosów) przeprowadziły poszukiwania, które doprowadziły do przechwycenia ogromnego składu broni ukrytego w chłodni sklepu spożywczego”76.
Niemieckojęzyczny internet roi się od informacji o przechwytywaniu przez policję islamskich składów broni (czy np. broni znajdującej się w ciężarowce, która uległa wypadkowi). Mówi się też o wykryciu broni ciężkiej: wyrzutni rakiet i pancerfaustów. Informację te podają ludzie, którzy byli tego świadkami. Wielkie niemieckie media milczą na ten temat. Niemcy coraz częściej mówią o zbliżaniu się „godziny X”77.
Czy faktycznie nastąpi w 2017 r.?

25. Plan masonerii i Fatima

Gdy pisałem tę książkę i skończyłem rozdział pierwszy zabrałem się do pisania rozdziału, który miał odpowiedzieć na pytanie: czego boją się rządy Niemiec i USA? Chciałem zatem w tym rozdziale odpowiedzieć na pytanie dlaczego Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Niemiec zaleciło w ostatnich dniach sierpnia 2016 r. swoim obywatelom gromadzenie żywności tak, by wystarczyła ona na 10 dni i dlaczego prezydent USA Barack Obama dokładnie w tym samym czasie wydał dramatyczną proklamację, w której była mowa, że „trzeba w jak najlepszy możliwy sposób przygotować się do sytuacji nadzwyczajnych” (jej tekst można znaleźć na stronie Białego Domu78.
Szukając przyczyn takiego postępowania Niemców i Amerykanów doszedłem do wniosku, że mogą obawiać się tylko… wulkanów. W tym bowiem czasie zanotowano wzmożona aktywność (która trwa do dziś wielu wulkanów na świecie w tym jednego (największego na świecie) w samym środku USA (superwulkan Yellowstone), który mógłby zniszczyć życie na Ziemi i czterech w Europie: dwóch w Islandii (Hekla i Katla), jednego w Niemczech ( superwulkan Laacher See w Nadrenii-Palatynacie), jednego we Włoszech (superwulkan o nazwie „Campi Flegrei” niedaleko Neapolu).
Zacząłem czytać teksty fachowców dotyczące aktywności wulkanów i z nich dowiedziałem się, że nasza wiedza na ten temat jest bardzo ograniczona i możemy mieć pewność, że jakiś wulkan istotnie wybuchnie w zasadzie dopiero bezpośrednio przed samym wybuchem (w wypadku wulkanów islandzkich na godzinę przed).
Zadałem sobie zatem kolejne pytania: czy oni na pewno boją się tylko wulkanów?; dlaczego spodziewają się, że te wulkany wybuchną wkrótce?
Te fakty i pytania skojarzyłem sobie z faktami, które opisałem w związku z wydarzeniami w Portugalii roku 1817 i roku 1917. Gdy odświeżyłem sobie wiedzę na temat wydarzeń w Fatimie, orędzia fatimskiego, a szczególnie Trzeciej Tajemnicy Fatimskiej wszystko stało się dla mnie jasne.
Masoneria jako pomocnicy szatana boi się, tak jak szatan, Matki Bożej, a co za tym idzie boi się Fatimy, obawia się tego, co zapowiada Trzecia Tajemnica Fatimska, i jest głęboko przekonana, że kataklizm, który ona zapowiada (zalanie świata ogniem) będzie miał miejsce niebawem, bardzo prawdopodobne, że w 2017 r.
Na tę katastrofę masoneria również się więc przygotowuje wierząc, że uda się jej zniweczyć plan Boży i to nie Matka Boża zatriumfuje po tym kataklizmie, ale właśnie masoneria, że po wymordowaniu Watykanu i wielu katolików przez armię islamska, to ona przejmie władzę ziemską i zawładnie ludzkimi umysłami.
My wiemy, że będzie inaczej, że pokój, który po kataklizmie zapanuje na świecie będzie pokojem Bożym, i że będziemy „tysiąc lat królowali z Chrystusem”.
Patrzmy zatem optymistycznie w przyszłość i róbmy wszystko, by uratować nasze dusze i dusze tych, z którymi się stykami i przygotować się na Czasy Radości, które nadchodzą szybkimi krokami.

Reklamy