94 dni szczęścia: dzień 87 – 24 sierpnia

Po 8.00 budzi nas (mnie i kota) szum ulewy. Reszta śpi. Siadamy z kotem na ganku, ja na fotelu, kot na leżaku i wpatrujemy się w deszcz. Gdy budzą się pozostali pakujemy się. Z ilości bagażu wynikałoby, że jedziemy na miesiąc, a jedziemy na 3 dni. Przygotowuję książki do wysyłki (te na pocztę wyślę już z Włodawy) i wzywam kuriera. Deszcz przestaje padać o 11.30 i kot wychodzi. Po 12.20 zaczynamy się niepokoić, bo o 13.00 przyjeżdża po nas Pan Jacek. Kot wraca, głodny, o 12.40. zjada śniadanie, a my wynosimy bagaże przed dom. Pan Jacek przyjeżdża punktualnie. Po drodze zatrzymujemy się tylko na stacji benzynowej, gdzie Pan Jacek pije kawę, a dzieci jedzą zapiekanki. Na miejscu jesteśmy o 15.40 i przeżywamy szok. Okuninka przypomina nadmorski kurort: restauracja obok kawiarni i restauracji itd., buda obok budy (pamiątki, gofry, lody itd. ) i tak kilka kilometrów. Dalej hotel przy pensjonacie, camping przy zbiorowisku domków campingowych, ośrodek wypoczynkowy przy domach zajmujących maleńkie działki i tak przez cała linię brzegową jeziora Białego. Nasz hotel szczęśliwie leży w najspokojniejszym miejscu. Z tyłu stary las, który ciągnie się kilometrami. Jemy obiad razem z Panem Jackiem. Dzieci i żona się kapią i plażują. Kot wyprowadzony na spacer panikuje, boi się wszystkiego, ale jednak dzielnie dokonuje rekonesansu okolicy (oczywiście na smyczy). Potem idziemy na długi spacer szosą wzdłuż jeziora. Dochodzimy do pierwszych barów i restauracji (ok 2 km). Dzieci jedzą frytki, żona pije herbatę. Wracamy do hotelu już po ciemku.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

94 dni szczęścia: dzień 86 – 23 sierpnia

„Zrywam się” o 8.45. Wszyscy jeszcze śpią. Leje jak z cebra. Jest 18 stopni. Robię kawę i siadam z nią na ganku. Obok ustawiam leżak. Siada na nim kot. Razem patrzymy na deszcz. Przed 10.00 robię dzieciom śniadanie – gofry i cheeseburgery.

Idziemy w deszczu do kościoła. Idziemy dużo wcześniej, by dostać się do środka. Nie udaje się nam. Stoimy na zewnątrz pod parasolami (w tym kościółku nie mieści się więcej niż 40 osób).

Siedzimy w domu i pod zadaszeniem przed domem czekając aż deszcz przestanie padać. Przestaje o 13.00. Robię obiad: dla dzieci i dla mnie pierś z kaczki i malutkie opiekane kartofelki, dla żony polędwica z dorsza z tymi samymi kartofelkami. Po obiedzie idziemy do mini zoo. Jest tam pełno kaczek, kur i gęsi z całego świata, inne ptaki, azjatyckie świnie, angielskie krowy, kozy i barany, króliki, wiele innych gryzoni. Po całej posesji szwendają się kury zarośnięte jak hipisi i niezliczona ilość kotów i kotków. Dzieci są zachwycone. Nam też się podoba. Długo rozmawiamy z właścicielem. Idziemy do domu. Chwile odpoczywamy i idziemy na kawę do Pana Jacka (jakieś 3 km). Przy stole zasiada jego żona i jeden z synów. Rozmawiamy o sytuacji w Szwajcarii, Niemczech i Polsce. Zwiedzamy ich dobra. Oglądamy gęsi, indyki, kury i niezliczoną ilość kotów, w tym pięknego brytyjczyka. Dzieci szaleją z młodymi kotkami. Nie chcą opuszczać tego domu. Jemy pyszne ciastka własnego wypieku (piekła je żona Pana Jacka). W tym najlepsze ciasta z krainy niemieckiej, z której pochodzi żona Pana Jacka. Gdy się ściemnia Pan Jacek odwozi nas do domu. Jemy kolację (my ślimaki po burgundzku; dzieci nie chcą ich nawet spróbować), pijemy koktajl z jeżyn i zsiadłego mleka oraz śmietany. Siadam w ogrodzie. Niebo jest zachmurzone. Cisza. Wdycham maciejkę.

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz

94 dni szczęścia: dzień 85 – 22 sierpnia

„Zrywam się” o 9.00, kończę porządki i pranie. Jadę na rowerze do ogrodnika po jeżyny. Przygotowuję śniadanie. Dla dorosłych (dla żony, najstarszego syna Tomka i mnie) frankfurterki plus opiekany chleb z masłem plus pomidory, pieczarki marynowane, papryczki nadziewane feta. Dla dzieci (syn i córka najstarszego syna): zapiekanki.
Jemy śniadanie w ogrodzie, rozmawiamy. Jest ponad 30 stopni. Syn wraca do Warszawy, żona idzie do sypialni się przespać. Ja z wnukami idziemy na wycieczkę. Po drodze sprawdzam czy znają nazwy drzew, krzewów i roślin. My w ich wieku wiedzieliśmy w tej perspektywie sto razy więcej. Zwiedzamy do końca odkryty przeze mnie onegdaj dziki wąwóz i przez plantację czarnej porzeczki przechodzimy do szosy. Szosą docieramy do ogrodnika. Nikogo nie ma w domy, ale wchodzimy do warsztatu, by zobaczyć kocięta urodzone kilka dni temu. Dzieci próbują się bawić z dwoma młodymi kotami, które leża na fotelach przed domem ogrodnika. Nie da rady. Kotki są wprost sparaliżowane upałem. Gdy przewracam je na plecy, leżą nieruchomo. Potem zwiedzamy ogród. Pokazuje im różne gatunki śliw. Zjadamy dojrzałe spadłe owoce. Po powrocie do domu chwile odpoczywamy i już razem zona idziemy szlakiem turystycznym przez jeden z wąwozów do restauracji „Energetyk”. Dzieci zamawiają pizzę (Filip) i nugety z kurczaka (Weronika), żona chłodnik, jak ozorka w sosie chrzanowym. Zaczyna się dancing. Pary tańczą do starych przebojów. Kelner nakazuje nam (również dzieciom) podpisać specjalne oświadczenia w sprawie koronawirusa. Po obiedzie spacerujemy po Nałęczowie, przechodzimy przez park zdrojowy, jemy lody. Pusto. Koniec lata czy strach przed koronawirusem? Nadal jest wieki upał. Zmęczone dzieci idą szybko spać, a my jeszcze długo czytamy książki. Trochę spoglądam na gwiazdy i wącham maciejkę. Dziś usłyszałem pierwszego „świerszcza”. Pisze to słowo cudzysłowie, bo fachowo to się chyba nazywa szarańcza. Duży, zielony, wygląda jak konik polny.

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz

94 dni szczęścia: dzień 84 – 21 sierpnia

Budzę się 9.30. Jest już upał i jestem nieprzytomny. Dzwonie do Łysego. Będzie za 30 minut. Mobilizuję się. Gdy przyjeżdża jestem gotowy. Nagrywamy 4 programy. Przyjeżdża Tomasz Stala, właściciel wydawnictwa 3DOM z żoną, dwiema córkami i… kotem. Kot jest młody. Po wypuszczeniu wchodzi natychmiast na drzewo (nigdy drzewa nie widział) i boi się zejść. Na szczęście wędruje po gałęzi i w pewnym momencie go strząsamy. Nasz kot jest obrażony i próbuje się zaczaić na obcego kota i dać mu lanie. Rozmawiamy. Jemy w altanie zupę rybną. Goście po 3 godzinach odjeżdżają (jadą dalej). Nakręcamy z Łysym kolejne dwa programy. Łysy od razu dwa programy montuje i wlewa. Wyjeżdża ok. 16.00. Idę na długi spacer w kierunku zachodu słońca aż do krzyża, pod którym się modlę. Po powrocie sprzątam mieszkanie, odkurzam, myję kafelkowe podłogi w łazience i części kuchennej. Wykończony oglądam film, który pierwszy raz oglądałem jak byłem w liceum: „Jeśli dziś wtorek to jesteśmy w Belgii”. Film nic się nie zestarzał. Ciekawe. Wiele filmów po latach się tak starzeje, że teraz nudzą, wydają si,e prymitywne. Obejrzałem go tylko do połowy. Jeszcze wyszedłem do ogrodu, popatrzyłem na gwiazdy, nawdychałem się maciejki i już 1.00 w nocy.

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz

94 dni szczęścia: dzień 83 – 20 sierpnia

Od rana w szybkim tempie pakuję książki dla kuriera i na pocztę. Jest upał i gdy udaje mi się załatwić wszystko związane z kurierem siadam w ogrodzie i zwalniam tempo. Dopiero więc po 14,00 jadę na pocztę i po zakupy. Po powrocie zaczynam przygotowywać się do programów, które będą powstawały jutro. Gotuję też dla jutrzejszych gości zupę rybną, tak gęstą, żeby to była tzw. potrawa jednogarnkowa. O 19.00 wychodzę na długi spacer tym razem wzdłuż lasu w kierunku parku zdrojowego. Po drodze spotykam gospodynię. Mówi, że widziała jak mój kot wyszedł z lasu przebiegł ruchliwą szosę, wszedł w bramę sąsiadów, a potem wyłonił się na naszej posesji. A to łobuz. A myślałem, że działki nie opuszcza.
Po powrocie sprzątam mieszkanie i odpoczywam przy kryminale.

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz

94 dni szczęścia: dzień 82 – 19 sierpnia

Upał wielki. Na przemian siedzę w ogrodzie i piszę książkę. Koło 13.00 jadę na rowerze do miasta po zakupy. Potem sprzątam i piorę. Znowu piszę.

O 16.00 przychodzi z wizytą Pan Jacek z żoną. Rozmawiamy w ogrodzie przy kawie, ciastkach i lodach prawie trzy godziny.

Po pożegnaniu ich idę na długi spacer w kierunku zachodu słońca. Po drodze wstępuje do ogrodnika i zamawiam owoce na piątek i sobotę.Oglądam kotki, które urodziły się wczoraj. Czarna kotka lezy spokojnie. Małe są do niej przyssane, a nad nimi stoi 7 osób (w tym czworo dzieci) i je podziwia.

Gdy potem idę ku słońcu właśnie zachodzi za las. Chwytam jeszcze ten decydujący moment, gdy niebo staje się całe pomarańczowe. Wieczorem jeszcze piszę książkę i wącham maciejkę.

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz

94 dni szczęścia: dzień 81 – 18 sierpnia

Od rana upał. Poruszam się jak ślimak. Wreszcie o 13.00 jadę na rowerze do miasta po zakupy. Gdy wracam coraz więcej chmur na niebie i zaczyna grzmieć. Gdy docieram do domu niebo zaciąga się ciemnymi chmurami, ale już nie grzmi. Kot wraca do domu i kładzie się na poduszce na podłodze. Nigdy tak się nie zachowywał. Za jakiś czas zaczyna lać jak z cebra. Leje i leje. Mija jedna godzina, potem druga. Wychodzimy z kotem przed dom chowając się pod daszkiem. Ja siadam na fotelu kot kładzie się na poduszce, która mu przygotowałem. Patrzymy na deszcz. Wracam do domu i zabieram się do pisania książki. Deszcz pada kolejne godziny. Zapada zmrok. Kot ma dość siedzenia w domu, podejmuje decyzję. Wychodzi w ciemność. Nie ma go kilka godzin. Zaczynam się niepokoić. I nagle jest. Wygląda jakby ktoś wsadził go do wody i dłuższą chwilę trzymał pod powierzchnią. Wycieram go dokładnie. Zjada obfitą kolację (dwa razy mu dokładam), dokładnie się myje. Deszcz pada jeszcze większy. Kot zaczyna piszczeć pod drzwiami do ogrodu, żeby go wypuścić. Wariat. Zapędzam go do łóżka. Wracam do pisania książki.

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz

94 dni szczęścia: dzień 80 – 17 sierpnia

Wstajemy po 9.00. Budzę się z kawą w ogrodzie. O 10.00 zaczynamy nagrania. Nagrywamy trzy programy. Łysy wlewa dwa na youtube, a ja pakuję książki do wysyłki, zamawiam kuriera, przeprowadzam kilka rozmów telefonicznych. Słońca nie ma, ale temperatura zbliża się do 30 stopni. Kot leży nieprzytomny z gorąca na leżaku.

Zaraz po 14.00 jedziemy na pocztę i po zakupy. Zajmuje nam to prawie 2 godziny. Po powrocie nagrywamy jeszcze jeden program i Łysy jedzie do domu, a ja patrzę na termometr. Trochę się ochłodziło. Nie ma słońca i jest wiatr. Jest „tylko” 27 stopni, ale odczuwam je jako wyżej 30. Siadam w ogrodzie i słucham muzyki, a kot śpi obok, wyraźnie skonany, na leżaku.

Po 18.00 wychodzę na długi spacer. Teraz dopiero czuje w pełni, że to sierpień. Cisza, ptaki nie opiewają, zboża już skoszone. Wszędzie żółte połacie ściernisk. Gdy przyjeżdżałem pola ze zbożami były zielone.

Idę ku zachodzącemu słońcu. Dochodzę, noga za nogą, aż do kapliczki,a potem do krzyża. Krótka modlitwa i wracam. Lato zaczyna powoli odchodzić, choć upały są ostatnio największe i mają być jeszcze do końca sierpnia.

Gdy wracam kot już zaczyna być ożywiony. Nie mam serca zapędzać go po 21.00 do domu. Zostawiam otwarte drzwi. Wchodzi i wychodzi co jakiś kwadrans. Wreszcie przed północą sam decyduje się na pozostanie w domu. Siadam w ogrodzie. Stawiam skrzynkę z maciejką na stoliku kilka centymetrów ode mnie. Kilka minut patrzę na rozgwieżdżone niebo. Potem zaczyna się kolejne przedstawienie zorganizowane przez Pana Boga. Gdzie bardzo daleko na zachodzie (a tam patrzę) jest wielka burza. Widzę błyskawice, ale nie słyszę gromów. Ten zachodni kawałek nieba rozświetla się też co chwila, a błyskawic nie widać.

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz

94 dni szczęścia: dzień 79 – 16 sierpnia

O 11.00 Msza św. Kawa w ogrodzie. Przygotowanie do kolejnych programów, z długimi przerwami, w które przesiaduję w ogrodzie. Po południu przyjeżdża Łysy. Nagrywamy trzy programy i już robi się ciemno. Siedzę w ogrodzie, wdycham maciejkę, patrzę na gwiazdy, które tylko trochę są przysłaniane chmurami. Myślę. Modle się. Zasypiam z książką po 2.00 w nocy.

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz

94 dni szczęścia: dzień 78 – 15 sierpnia

Rano kościół. Po powrocie siedzę w ogrodzie słucham muzyki i dyszę z gorąca, choć jest cień i przewiew.
Po południu dzwoni Łysy, że programy musimy nagrywać w niedziele wieczorem i poniedziałek wczesnym rankiem.

Zabieram się do przygotowywania programów. Danych jest wiele, bo wiele się dzieje na Białorusi (szykuje się wielka wojna? Czy to będzie, jeśli będzie III wojna światowa; o tym już pewnie 16 sierpnia pod adresem: https://www.youtube.com/channel/UCTV9tJoJjFGCdTuV8dwaOOQ)
Wiele też dzieje się w USA. To już regularna wojna domowa.
Wieczorem udaję się na rowerowo-pieszy spacer (pod liczne góry będę podchodził). Kot jest bardzo zaniepokojony. Od czasu naszego dwudniowego wyjazdu do Lublina podejrzewa, ze może zostać sam w Nałęczowie. Od tego czasu gdy wychodzę jest niespokojny i próbuje mi towarzyszyć. Wieczór jest aksamitny. Wracam, gdy już zapada zmrok. Siedzę z kotem w ogrodzie, wdycham maciejkę, która mam w skrzynce obok na stoliku i patrzę na gwiazdy

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz