94 dni szczęścia: dzień 65 – 2 sierpnia

Kot budzi mnie przed 9.00. Wypuszczam go, robię kawę, siadam w ogrodzie. Zapowiada się upał. Po 10.30 wyruszam do kościoła.

Po kościele kawa i zasiadam w ogrodzie. Słucham muzyki, czytam Pismo Święte, kończę kryminał Agathy Christie pot. „Uśpione morderstwo. Czytam wiersze Asnyka. Obserwuje motyle. Jest ich dziś wyjątkowo dużo. Cytrynki wyraźnie lecą z zachodu na wschód i natrafiając na dom wzbijają się wysoko i przelatują nad nim. Kolorowe motyle krążą, wydawałoby się, bez celu.

Czuję się trochę jak w Złotym Wieku Polski, gdy była imperium, od morza do morza, a Polacy byli bogaci i woje nie było. Siedzieli zapewne latem w ogrodach, gwarzyli, popijali miód pitny (zapewne czwórniak, najsłabszy i prawie wytrawny). Przed 17.00 zaczynam się zbierać. Upał trochę zelżał. Trzeba gdzieś pojechać rowerem na choćby krótką wycieczkę.

Kot jak najadł się o 12.30 i poszedł tak nie wrócił. Podejrzewam go, że znalazł sobie jakieś tajne legowisko i tam drzemie.

Zrobiłem rowerem koło po okolicy – 8 km, powoli bez pośpiechu podziwiając krajobrazy. W pewnym momencie zobaczyłem, że środkiem pustej szosy idzie i pokrzykuje wielki bażant samiec. Zacząłem powoli podjeżdżać. Nie zauważył mnie, zszedł powoli z szosy i zniknął w wysokiej trawie. Zatrzymałem rower, wyjąłem aparat fotograficzny i się podkradłem. Wrzasnął i wyskoczył w górę, ale zakryło go drzewo i zdjęcie się nie udało a bażant zniknął w zbożu.

W domu przywitało mnie miauczenie oburzonego, bo głodnego kota. Przygotowałem mu porcje mięsa. Zjadł szybko i pobiegł do ogrodu. Gdzie za czaił się w jednym miejscu i siedział tam ponad godzinę, ale bez skutku. Wyraźnie tak jak w tamtym roku pojawiły się w piwnicy z winami myszy (na najbliższych polach już jest po żniwach, a wtedy myszy szukają schronienia w ludzkich siedzibach).
Wieczorem obejrzałem (po raz n-ty) film Bromskiego pt. „U Pana Boga w ogródku” To chyba jedyny prawie dokumentalny zapis epoki (bo to chyba była aż epoka) początku lat dziewięćdziesiątych. Przez cały film kot spał (i to na plecach) na mojej piersi.

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz

94 dni szczęścia: dzień 64 – 1 sierpnia

Pomyliłem dwa razy w numeracji dni, raz w czerwcu, raz w lipcu. faktycznie jest to więc 64 (a nie 62) dzień mojego pobytu w Nałęczowie.

Budzę się o 10.00. Łysy jeszcze śpi. Wypuszczam kota. Robie kawę. Jest chłodno. Ide przed dom. Zaraz przychodzi kot. Siedzimy i patrzymy na niebo. Pije kawę. Kot nie je i nie pije. Wracam do domu. Łysy jest już ubrany i rozstawia sprzęt w domu, bo na zewnątrz za zimno. Proponuje jeszcze jazdę samochodem po zakupy. Z powrotem jesteśmy o 11.00. Łysy musi jechać do Warszawy o 14,00. Mamy więc 180 minut. Udaje się nam zrobić 8 programów obejmujących ponad 100 minut. Rekord, bo muszą być przecież przerwy techniczne i krótkie odpoczynki. Łysy odjeżdża a ja padam na leżak z kawa przed domem (bo w ogrodzie chłodno). Towarzysza mi Fifi i kot. Odpoczywam do 18.00 trochę słuchając muzyki, trochę czytając kryminał. Sprzątam i piorę.

Po 18.00 jadę na krótką (5 km) wycieczkę rowem. Najpierw na zachód szczytami wzgórz. Potem w dół i szosą do Nałęczowa. Po drodze kupuje parę rzeczy w sklepie spożywczym (rano nie było np. chleba w sklepie koło poczty). Wracam pchając rower wąwozami. Pije kawę, piszę książkę. Słucham na youtube: 50 Plus BELLES MUSIQUES CLASSIQUES (4h30 de Mozart, Bach, Beethoven, Chopin, Schubert..

Mamy 1 sierpnia. Rocznica Powstania Warszawskiego. Moja liczna rodzina ze strony matki była wtedy w Warszawie. Wychowałem się w jego cieniu. Ci, którzy bohatersko w nim zginęli wyznaczali w znacznej mierze mój młodzieńczy patriotyzm tak jak zrodzili polski patriotyzm śp. Marii Kominek Ops, która przedtem była Bułgarką. Odmawiam w ich intencji „Wieczny odpoczynek”.

Wieczór jest zimny. Siedzę w domu z kotem, który choć jest już 23.00 awanturuje się, żeby go wypuścić w noc.

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz

Intrygujące

Obrazek | Opublikowano by | Dodaj komentarz

Wieczorem: dwa księżyce?

Obrazek | Opublikowano by | Dodaj komentarz

Wycieczka 1 sierpnia

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz

94 dni szczęścia: dzień 61 – 31 lipca

Znowu to samo. Kawa, pakowanie książek, jazda na pocztę, zakupy. Siedzę w ogrodzie. Wycieczka rowerem. Pisze książkę. Dopieszczam kota. Wykryłem stację radiową na youtube: Summer JAZZ Radio – Sweet Bossa Nova & Cafe JAZZ For Calm, Work, Study. Spokojna muzyka. Towarzyszy mi przy pisaniu książki. Przygotowuję sie do programów (przygotowałem 8). Dziś wieczorem Pan Bóg zrobił piękny pokaz. Oglądam go z ogrodu popijając herbatę. O 1.00 w nocy przyjeżdża Łysy. Zamieniamy parę słów i idziemy spać.

A oto zdjęcia pokazu zorganizowanego przez Pana Boga:

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz

94 dni szczęścia: dzień 60 – 30 lipca

Dzień odpoczynku i wyciszenia. Siedzę w ogrodzie do 12.00. Pakuje książki na pocztę. Jazda na pocztę i po zakupy. Kawa w domu. Obiad; łazanki z serem żółtym. Krótka wycieczka rowerowa. Piszę książkę. Siedzę w ogrodzie. Chciałbym jeszcze wyjść na spacer, ale kot mnie się pilnuje i wszędzie chodzi za mną. Ja przed dom. On przed dom. Ja do winnicy. On do winnicy. Ja za dom. On za dom. Rezygnuje ze spaceru, by nie narażać go na bieganie po szosie. Siadam w ogrodzie. Ptaki przestały już śpiewać zbliża się sierpień i pierwsze zboża zostały skoszone. Zapada noc. Księżyc jest w pełni. Tylko psy szczekają. Kot nie chce wrócić do domu. Zamykam drzwi do ogrodu, bo lecą komary (pojawiają się, co ciekawe tylko od czasu do czas, nie każdego dnia). Słucham muzyki. Modlę się Psalmami.

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz

94 dni szczęścia: dzień 59 – 29 lipca

Do 13.00 siedzimy w ogrodzie. Potem przyjeżdża Krysia z synem. Jemy obiad zrobiłem szaszłyki, łazanki z sosem: przecier pomidorowy, słoik małży w sosie własnym, czosnek przysmażony na maśle, pieprz, oregano). Na deser lody pistacjowe, truskawkowe, bakaliowe i leśne oraz tiramisu i soki (mieszanina mandarynki, mango i maracui). Żona z Krysią i Jasiem jadą do Nałęczów kupić suszona paprykę w płatkach i trochę pochodzi po mieście. Ja ze szwagierką myjemy talerze i sprzątamy. Gdy wracają idziemy (bez szwagierki) na długi spacer. Po drodze wstępujemy do ogrodnika i zamawiamy jeżyny i czereśnie. Gdy wracamy dowiadujemy się od szwagierki, że kot pobiegł, z opóźnieniem za nami, i udał się w stronę miasta. Idziemy z żoną za kotem. Po jakimś czasie go spotykamy. Wraca z nami (piechotą) do domu. Po chwili odpoczynku odjeżdżają (zahaczając o ogrodnika), a ja siadam w ogrodzie i słucham muzyki.

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz

94 dni szczęścia: dzień 58 – 28 lipca

Straszny upał. Nie opuszczamy ogrodu do 16.00. Potem idziemy wąwozami do Parku Zdrojowego. Przechodzimy go, wracamy. Idziemy do restauracji „Energetyk”na obiad: placki ziemniaczane, ozorki (tym razem wołowe, bo tamte były wieprzowe) w sosie chrzanowym . Potem innymi wąwozami (w wąwozach zawsze jest chłodno) do domu i do ogrodu na lody i kawę.

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz

94 dni szczęścia: dzień 57 – 27 lipca

Wstajemy późno. Robię żonie i szwagierce (i sobie) luksusowe śniadanie
(jajka po benedyktyński, faszerowane serem papryczki, surówki, grzybki marynowane). Idziemy do Nałęczowa. Chodzimy po parku i uliczkach. W kawiarni Różany pijemy kawę, herbatę i jemy ciastka. Robimy duże zakupy spożywcze. Na obiad serwuję schab ala Strogonow. Resztę dnia spędzamy w ogrodzie pijąc soki cytrusowe (nie z koncentratu), herbatę, kawę, jedząc ciasta, lody, tiramisu. Wieczorem spacer i spać.
Kot nas się pilnuje.

Opublikowano 94 dni szczęścia | Dodaj komentarz