16 czerwca – spotkanie z Arcybiskupem i kolacja

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 27 – 26 czerwca – ciągle pada

Ranek jest chłodny (w porównaniu do tego co było). Tylko 19 stopni. Siedzimy w szlafrokach w ogrodzie i piejemy kawę. Ptaki robią sobie konkurs śpiewu, a potem tworzą chór. Niebo zachmurzone. Jemy śniadanie. Robi się cieplej, ale nadal chmury. Powietrze robi się aksamitne. Temperatura idealna. Idziemy na długi spacer pomiędzy pola. Na horyzoncie czarne chmury. Ignorujemy je. Spacer trwa prawie 2 godziny. Odwiedzamy po drodze ogrodnika. Jeżyny dopiero kwitną Czereśnie uginają się pod ciężarem owoców, ale trzeba na nie poczekać jeszcze kilka dni. Gdy wchodzimy do domu następuje oberwanie chmury. Deszcz pada prostopadle do ziemi. Nie ma wiatru. Kot niezadowolony kryje się w domu. Po deszczu, który pada kilka godzin wychodzi wraca jakby przepłynął rzekę.
Pod wieczór przychodzi Pani Majka, miejscowa działaczka katolicka z mężem. W tym roku zajmowała się tylko organizacja działań przez telefon. Na Boże Ciało wyszła ze szpitala cowidowego i wciąż jest słaba. Rozmawiamy do późnego wieczora.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 26 – 25 czerwca – dzień żółwia

Rano chłodno i chmury. Potem coraz cieplej, ale chmury gęste. Przygotowuje wysyłkę na pocztę, przyjmuję zamówienia. Jadę na rowerze na pocztę i po zakupy. Wracam, wysycham, pijemy kawę. Robię omlet ze szczypiorkiem i serem. Gospodyni jedzie samochodem po zakupy. Zabieramy się z nią. Robimy duże zakupy (w tym wodę mineralna i soki). Zostajemy w Nałęczowie (gospodyni wiezie zakupy domu). Włóczymy się po mieście. Gdy żona rozmawia przez telefon z siostrą idę do kwiaciarni i pytam się o małe bukieciki. Właścicielka kwiaciarni nie przypomina sobie kiedy ostatni raz takie sprzedawała. Robi jednak bardzo zgrabny, maleńki bukiecik, który wręczam żonie. Małymi uliczkami i przez ;las wracamy do domu. Jemy obiad i leniuchujemy w ogrodzie. Cały dzień nie było słońca a temperatura nie przekraczała 22 stopni. Było idealnie. Ptaki śpiewają jakiś specjalny koncert. Kot włóczy siew po okolicy. Księżyca nie widać bo chmury.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 25 – 24 czerwca – dzień nagrań

Wstaję o 8.00. Sprzątam, przygotowuję wysyłkę. Pijemy z żoną kawę. O 10.00 przyjeżdża kamerzysta do kanału Stanisław Krajski TV (kanał |Wydawnictwa Capital).
Jest bardzo gorąco. Nagrywamy w altance w ogrodzie (tam jest najchłodniej). Programy są od 14 do 27 minut. O 16.00 mam już dość. Nagraliśmy 9 programów. Żona śpi zmorzona upałem. Jemy z kamerzystą na szybko kiełbasę na gorąco i on wraca do Warszawy.
Żona się budzi. Jemy młode kartofle z zsiadłym mlekiem i idziemy na długi spacer (6 km) Gdy wracamy już zapada zmrok. Zasiadamy jeszcze w ogrodzie rozkoszując się chłodem, zapachem kwiatów, śpiewem ptaków i księżycem, który jest wielki jak słońce (prawie).

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 24 – 23 czerwca – gorąco i burza

Rano gorąco, ale pochmurnie. Pijemy kawę w ogrodzie. Na trawie leży talerz z czereśniami (zostawiam go tam na noc, bo chłodniej niż w domu). Przylatuje kos . Zabiera jedną czereśnię. Odlatuje z nią na jakiś metr od nas i spokojnie ją spożywa. Wlatuje na najbliższą brzozę. Daje piękny koncert solowy i pobiera sobie za niego opłatę (zjada kolejną czereśnię). Żeby kot to widział. Przygotowuję wysyłkę dla kuriera i wysyłkę na pocztę. Jadę nas rowerze na pocztę i po zakupy. Potem idziemy do miasta. Włóczymy się po parku i po sklepach. Jemy obiad w „Starej Aptece” (była stołówka sanatoryjna). Zaczyna lać. Kupujemy parasol i idziemy do domu. Robi się burzowo. Leje jak z cebra i jest wielki wiatr. Gdy się ściemnia niebo jest pełne błyskawic. Burza krąży dookoła, ale nie nawiedza Nałęczowa. Kot co chwila wybiega na zewnątrz i wraca cały mokry. Wysycha i znowu wybiega na zewnątrz. Wraca cały mokry i tak w kółko.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 23 – 22 czerwca – gorąco

Rano po 8.00 termometr wskazuje już 28.00 stopni. Po dwóch godzinach jest już 32 stopnie. Siedzimy w ogrodzie do 15,00. Potem już tam jest za gorąco. Kryjemy się w domu aż do zmroku. Czytamy książki. Wieczorem krótki spacer przy księżycu. Sił brak. Kot ledwo chodzi. Nie je i tylko pije. Nie wie gdzie się schować – czy w krzakach czy w łazience.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 22 – 21 czerwca – włóczęga po Lublinie

Ma to być (i jest) najchłodniejszy dzień tego tygodnia „tylko” 28 stopni. Włóczymy się po starówce lubelskiej, deptaku i okolicach. Jemy obiad w gruzińskiej restauracji (szaszłyk z jagnięciny i malutkie gołąbki, w których farsz zawinięty jest w liście winorośli. W domu jesteśmy o 18.00. Resztę czasu spędzamy w ogrodzie.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 21 – 20 czerwca – leniuchowanie w ogrodzie 2

Niedziela. Idziemy do kościoła na Mszę Świętą o 11.00, a potem przez park powoli noga za nogą, bo straszny upał do „Różanej” na kawę. Wracamy do domu i kryjemy się do wieczora w cieniach ogrodu.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 20 – 19 czerwca – leniuchowanie w ogrodzie

Od rana w biegu. Sprzątam, sprzątam, sprzątam. Przyjeżdża Pan Jacek. Jedziemy po wielkie zakupy. Kupuje też trzy kwiaty w doniczkach i dwa bukiety kwiatów ciętych. Wracam do domu, a tu już czeka hodowca róż z wielkim ich bukietem (pąsowe). Przyjeżdża ok. 14.00 zona z koleżanka i jej synem. Podaje im śniadanie (nic jeszcze nie jedli). Jest gorąco siedzimy w ogrodzie. Podaje owoce, lody, wreszcie obiad (chłodnik i pieczarki faszerowane, ciasto morelowe, koktajl z truskawek). Goście wyjeżdżają o 16.00, a my z żoną, gospodynią i jej psem idziemy na długi spacer do najbliższego dzikiego wąwozu, gdzie nikt poza nami się nie pojawia. Wieczór spędzamy w ogrodzie słuchając śpiewu ptaków. Kot szaleje z radości, że jest żona.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 19 – 18 czerwca – długie pożegnania

Wstaję przed 9.00. Przed 10.00 już jadę z Łysym po zakupy. Wracając z zakupów zabieramy Arcybiskupa. Siedzimy z Księdzem Arcybiskupem w ogrodzie i rozmawiamy, a Łysy jedzie po swoją dziewczynę. Wszyscy jedziemy ok. 12.00 na wczesny obiad do „Patataj”. Czeka już tam na nas Ksiądz B. Jemy szybki obiad. Na parkingu proszę jeszcze o błogosławieństwo Księdza Biskupa. Klęka do błogosławieństwa również Ksiądz B. Rozstajemy się z Księdzem Arcybiskupem. Łysy wiezie go do Lichenia. Z Księdzem B jedziemy jeszcze do mnie. Rozmawiamy w ogrodzie i o 14.00 jestem już sam. Temperatura dochodzi do 30 stopni, ale w ogrodzie się tego nie czuje. Siedzę i słucham ptaków. Wreszcie zbieram siły i zabieram się do wielkiego prania i sprzątania. Jutro przyjeżdża żona i chcę, żeby przyjechała „na gotowe”. Jednak jest gorąco, bo trzy razy zmieniam koszule, co chwila przysiadam w ogrodzie, by odpocząć i posłuchać ptaków. W międzyczasie płacę podatki i robię rozliczenia. Zawieszam cały ogród praniem i jadę na rowerze, po 17.20, do miasta, by kupić to o czym zapomniałem i co jeszcze o tej porze mogę kupić. Nie jest już tak gorąco, ale jednak jest upał. Po powrocie do domu nadal sprzątam (pucuję podłogi w łazience i części kuchennej). Kończę pracę przed 22,00.
Kot spędził dzień na stryszku piwnicy ucinając sobie długą drzemkę. Ok. 16.00 wyczołgał się stamtąd i zataczając się, przegrzany, padł w cieniu krzewów. Gdy się obudził do końca zjadł obiad i gdzieś polazł. Po 20.00 wróciła mu zwykła aktywność.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz