Agresja stokrotek

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 13 – 12 czerwca – spokojna sobota

Arcybiskup jest cały dzień na Roztoczu. Ja wstaję późno, sprzątam, piorę. O 11.00 przychodzi na śniadanie małżeństwo z Gliwic. Byli na wykładzie Księdza Arcybiskupa. Nocowali w „La Musica”. Chwilę rozmawiamy. Idą po samochód, a ja sprzątam dalej i piorę. Robię dżem z truskawek. Siedzę w ogrodzie i słucham muzyki klasycznej (Radio Swiss Classic). Po jakiejś pół godziny przychodzi małżeństwo z Gliwic. Jedziemy. Chce pokazać im najpiękniejsze miejsca w okolicach Nałęczowa. Jedziemy okrężna, piękną trasą do Wąwolnicy. Tam robię zakupy i wjeżdżamy w jedne z najpiękniejszych wąwozów lessowych, który zaczyna się koło cmentarza. Wjeżdżamy na samą górę. Tam opowiadam im historię objawienia (pisałem o nim w książce pt. „Spisek przeciwko Matce Bożej”) i bitwy z Tatarami, która za sprawą Matki Bożej została wygrana przez Polaków. Jedziemy do miejsca objawień, a po drodze wspinamy się na górę, gdzie na lipie Matka Boża przysiadła. Jedziemy w kierunku Kazimierza bocznymi drogami przez bardzo górzysty teren. Zatrzymujemy się na jednym ze szczytów, gdzie przywiózł mnie kiedyś ogrodnik z Nałęczowa mówiąc, że zawsze patrzy tam na zachód słońca, gdy ma „doła”. Potem jedziemy przez moczary i przez Wąwolnicę do ogrodu rustykalnego, który założyła emerytowana dróżniczka po otrzymaniu na ten cel pieniędzy ze Szwajcarii. Oglądamy posiadłość właściciela Cisowianki i pobliski pałac. W domu jestem o 16.00. Zasiadam w ogrodzie., Najpierw jest parno, potem niebo zaciąga się chmurami i powietrze robi się fantastycznie aksamitne. Przychodzi kot i wskakuje mi na kolana, zasypia. Patrzę na zieleń i coraz bardziej jaskrawe w tym oświetleniu kwiaty. Ptaki śpiewają coraz mniej. Czuje się, że zaraz uderzy burza. Zestawiam doniczki z kwiatami ze stolików, te z trawy chowa pod krzaki. Wciągam fotele do domu. I nagle, bez ostrzeżenia deszcz i wiatr uderzają z wielką siłą a pioruny walą co chwila. Słyszę z daleka miauczenie kota, biegnie jak oszalały przez ulewę. Wpada do domu mokry jakby wyskoczył z wody i ładuje mi się na kolana. Siedzimy i patrzymy na burzę, na rosnące pod domem coraz większe jeziorko. Po 15 minutach jest już po wszystkim. Kot wybiega na mokrą trawę. Wraca znowu całkowicie mokry i głodny. Zjada kawał mięsa i znowu wybiega. Robię dżem z truskawek. Przeprowadzam rozmowy telefoniczne. Przez małżeństwo z Gliwic złapałem znowu kontakt z jednym wspaniałym kapłanem, z którym kontakt straciliśmy. Umawiamy się na jutro. Przed snem czytam amerykański kryminał z lat pięćdziesiątych XX wieku. To zupełnie inny świat od naszego.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 12 – 11 czerwca – Lublin kocha Arcybiskupa

Od rana sprzątam, piorę, załatwiam sprawy księgowe. O 12.30 przyjeżdża chłopak z dziewczyną. On z Łodzi, informatyk, ona z gór, studentka medycyny. Chwilę rozmawiamy. Pan Jacek przywozi Arcybiskupa o 13,00. Rozmawiamy przy kawie do 14.30. Potem jedziemy wszyscy w kierunku Lublina dwoma samochodami. Zatrzymujemy się po drodze na obiad w „Maciejowej Chacie”. Dziś święto kościele i nie ma postu. Jemy ozorki w sosie chrzanowym. W Lublinie jesteśmy 16.15. Rozkładam książki. Sala jest mała. Ludzie wypełniają ją po brzegi, część stoi, część jest na podwórku za otwartymi oknami (okna są prawie na poziomie ziemi).
Arcybiskup mówi przez 45 minuty. Mówi jak św. Paweł o nawróceniu i naszych grzechach. O złej kondycji Kościoła polskiego i Polski, za którą wszyscy jesteśmy odpowiedzialni.
Potem ponad godzinę odpowiada na pytania. Potem sprzedaż książek, ich podpisywanie, indywidualne rozmowy. Musze bronić Księdza Arcybiskupa, bo ludzie na niego napierają, kolejka do niego, każdy che porozmawiać, ucałować pierścień. Wyjeżdżamy z Lublina grubo po 19.00. Wieczór poświęcam na sprzątanie i pranie i kizi mizi z kotem, który już ma pierwsze oznaki choroby sierocej (cały dzień praktycznie był sam). Trochę siedzę w ogrodzie i słucham śpiewu ptaków, ale szybko robi się zimno. Zasypiam po 1.00.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 11 – 10 czerwca – pod znakiem „Różanej” i pod znakiem śmierci

Do 13.00 przygotowuję paczki dla kuriera, załatwiam rozmowy telefoniczne służbowe, przygotowuję wysyłkę na pocztę, sporządzam faktury i dowody wewnętrzne.
Dzwoni Pan Adam z Zamościa. Pani Ela zmarła wczoraj o 19.05. To była wspaniała kobieta, katoliczka i Polka, zawsze radosna, ciepła, Życzliwa dla wszystkich. Opiekuńcza. Bardzo ją lubiłem. Pogrzeb w sobotę.
Jadę na pocztę, po zakupy, po arcybiskupa. Idziemy do „Różanej”. Po drodze opowiadam mu o śmierci Pani Eli. W w następnym tygodniu odprawi Mszę Świętą Trydencką w jej intencji. Po niej będzie wykład Arcybiskupa.
Jemy obiad w „Różanej”. Idziemy spacerem do domu. Tam czeka już na nas Pan Jacek z Nałęczowa (który właśnie przyjechał z Zakopanego), z którym umówiłem się telefonicznie. Pijemy kawę, jemy truskawki, lody, torcik z „Różanej”, pijemy koktajl truskawkowy. Rozmawiamy do wieczora. Jedziemy wszyscy do Pana Jacka podziwiać kury, koty, nowy pokój dla gości, ogród. Rozmawiamy z jego żoną (kiedyś Niemką) i synem. Pan Jacek odwozi nas do domów. Wieczorem siedzę w ogrodzie, bo noc jest ciepła i słucham śpiewu ptaków. Kot zamknięty już w domu co chwila się awanturuje. Zamykam go w domu, bo w nocy lisy miejscowe zjadają koty.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 10 – 9 czerwca – dzień nagrań

Wstajemy już o 9.00. Kawa w ogrodzie. Jedziemy z Łysym po zakupy i po arcybiskupa. Nagrywamy z nim 4 programy w ogrodzie każdy po pół godziny. Jemy drugie śniadanie na szybko między nagraniami (wiejska kiełbasa na gorąco, sałatka z pomidorów malinowych). Łysy jedzie do domu. Umawiam się przez telefon z Zamościem. Przyjadą następnego dnia na spotkanie z Arcybiskupem u mnie w ogrodzie o godz. 16.00. Główna działaczka katolicka Pani Elżbieta trafiła kilka dni temu do szpitala w Tomaszowie Lubelskim. Tam zrobili jej test, wykryli koronawirusa, zastosowali procedury cowidowe (czyli pod respirator). Koledzy z Krucjaty Różańcowej wywalczyli jej przewiezienie do Lublina stan ciężki.
Przyjeżdża do nas moja czytelniczka z Jeleniej Góry. Będzie kilka dni w Nałęczowie (dla Arcybiskupa). Obsypuje nas prezentami. Zostawiam ja z Arcybiskupem w ogrodzie i gotuję obiad. Za godzinę go podaję (klopsiki w pomidorowym sosie i młode ziemniaki z koperkiem). O 18.00 odwozi Arcybiskupa na kwaterę. Robię pranie i fakturuję. Przygotowuje paczki do wysyłki. Po 22.00 szukam kota w ogrodzie. Znalazł sobie jakąś mysią norę i siedzi przy niej przyczajony. Łapię go za kark i zanoszę do domu. Idziemy spać na łożu małżeńskim. Jedną część zajmuje kot.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 9 – 8 czerwca – przyjeżdża Arcybiskup

Łysy jedzie po abp. Jana Pawła Lengę o 5. 00. Pan Nikt jedzie do Kazimierza. Ja zajmuje się księgowością, przygotowaniem paczek do wysyłki, wysyłką. O 14.00 Łysy przyjeżdża z Arcybiskupem. Przyjeżdża tez Pan Nikt. Chwilę pijemy kawę w ogrodzie i rozmawiamy. Potem zawozimy Arcybiskupa na kwaterę. Zostawia bagaże. Bierze klucz. Jedziemy wszyscy do Willi Ukraina na obiad. Łysy odwozi Arcybiskupa na odpoczynek. Jedziemy z Panem Nikt do domu. Przyjeżdża łysy. Nagrywamy trzy programy i Pan Nikt jedzie do Warszawy, a my szykujemy się do 1.00 do snu.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 8 – 7 czerwca – w cieniu wąwozów

Jemy śniadanie w ogrodzie. Słuchamy śpiewu ptaków. Pijemy kawę. O 12.00 żona i szwagierka wyjeżdżają do Solca Zdrój (dzieci wyjechały późnym wieczorem w niedzielę). Zajmuje się księgowością do 14.00. Przyjeżdża Pan Nikt. Pokazuje mu okolice. Jedziemy do najpiękniejszych wąwozów. Odwiedzamy miejsce objawień w Kęble. Zwiedzamy dzikie i górzyste tereny za Wąwolnicą. Jemy obiad w Wojciechowie. W domu jesteśmy o 16.00. Przyjeżdża Łysy. Pijemy kawę i robimy 4 programy (dwa w ogrodzie, dwa w domu, bo już zimno). Pan Nikt jedzie do pensjonatu „La Musica” na nocleg. Łysy nocuje u mnie.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 7 – 6 czerwca – niedziela w „Ukrainie”

Wstajemy o 10.00. Młodzi śpią w zaprzyjaźnionym pensjonacie „La Musica”. Dzwonią o 11.00, że wybierają się parku. Nie zdążymy do kościoła na 11.30. Idziemy też do parku. Spotykamy się w „Termach Pałacowych”. Żona je placki ziemniaczane, ja pije herbatę. Idziemy do pijalni czekolady obejrzeć czekolady pitne na wynos. Wybór mały. Idziemy przez park na targ kwiatów, a potem na targ staroci. Oglądamy je bardzo długo. Kupuję za grosze trzy spinki do krawatów (dwie fantazyjne, jedną klasyczna, srebrna z łańcuszkiem do przeciągania przez dziurkę do guzika. Jest już późno. Łapiemy taksówkę i jedziemy do domu (10 zł). Kwa i idziemy na 16.00 do kościoła (mały drewniany kościółek zaprojektowany przez jednego z Witkiewiczów). Po kościele jemy obiad w Willi „Ukraina”, która teraz nazywa się „Filis”. Jemy obiad w ogrodzie. Kiedyś mieszkaliśmy w tej willi zimą. To cudowny klimatyczny budynek zbudowany przez polskich ziemian z dalekiej Ukrainy. Gdy tam mieszkaliśmy meble były przedwojenne. Jemy zupę nałęczowska chrzanową, żona policzki wołowe z babką ziemniaczaną. Wracamy do domu wąwozami. Resztę dnia spędzamy w ogrodzie.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 6 – 5 czerwca – Dwa Księżyce

Sobota zaczyna się chłodem i deszczem. Młodzi idą do Nałęczowa. My siedzimy w domu. O 13.00 przestaje padać. Jedziemy do Kazimierza. W Kazimierzu upał. Przy samej Wiśle pierwszy bazarek. Po jego obejrzeniu jesteśmy mokrzy z gorąca. Uciekamy w cień ogrodu restauracji i hotelu „Dwa Księżyce”. Filozofię dwóch księżyców, którą wyznaję wypracowała w Kazimierzu Kuncewiczowa. Sporo pisałem o niej w książce pt. „Świat Michała”.
Jemy zakąski (ja nereczki z prawdziwkami) idziemy w Kazimierz. Kolejny bazarek (obok rynku) dosłownie zwiedzamy. Rozmawiam długo z jedną z antykwariuszek. Zdobywam od niej wiedzę o niektórych łyżkach: łyżka do absyntu, łyżka do wyjmowania owoców z kompotu, łyżka do posypywania cukrem pudrem ciasta.
Idziemy do swojej ulubionej kawiarni przy wejściu do kościoła franciszkanów (zawsze jedliśmy tam torty; teraz są tylko tarty, ale znakomite). Zaglądamy do okna, które mija się idąc od rynku do tej kawiarni. Od 10 lat w tym oknie siedzi ten sam kot. Dziś również tam był. Informuje my jakieś małżeństwo, które też zatrzymuje się przy kocie o jego obyczajach. Mówią, że za rok, gdy będą w Kazimierzu przyjdą tu zobaczyć czy kot siedzi.
Idziemy na rynek. Przechadzamy się wzdłuż Wisły. W Nałęczowie jesteśmy o 18.00. Do wieczora odpoczywamy w ogrodzie.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz

Pamiętnik z Nałęczowa – dzień 5 – 4 czerwca – nałęczowskie klimaty

Rano nagrywamy z Łysym trzy programy. Wyjeżdża o 12.00, a o 12.30 przyjeżdża żona ze szwagierką, naszym synem Michałem i jego zona. Robię im drugie śniadanie, pijemy kawę i idziemy w miasto – przez wąwozy, park, zdrojowy do kultowej restauracji i kawiarni „Różanej”. Jemy tam obiad, pijemy kawę, jemy desery siedząc przy wielkiej fontannie pod stuletnim drzewem. Obok nas siedzi parka dzikich kaczek. Gdy przechodzę obok nich o mało nie nadeptuję im na ogon. Nawet nie drgną.
Wracamy powoli do domu, znowu przez park i wąwozy. Do wieczora siedzimy w ogrodzie.

Opublikowano Pamiętnik z Nałęczowa. | Dodaj komentarz